czwartek, 23 stycznia 2014

Kobiecość: Taniec zmienia wszystko!

Jestem jedną z osób, które uważają, że taniec zmienia wszystko. I chciałabym Wam napisać dlaczego rozpoczęcie kursu jest jedną z lepszych rzeczy, które kobieta może zrobić dla samej siebie... 

dance
Na początku chcę Wam napisać, że nigdy nie przepadałam za filmami o tańcu, których ostatnimi czasy pojawiło się mnóstwo (nie licząc ponadczasowego Dirty Dancing, który uwielbiam!), ani nie przepadałam za Tańcem z Gwiazdami. Taniec gdzieś sobie istniał, znajomi próbowali namawiać mnie na towarzyski, ale zupełnie nie widziałam się w tańcu. Na dyskotekach zawsze byłam skrępowana i czułam się głupio, poruszając kończynami jak paralityk, próbując udawać, że się dobrze bawię. Miałam wrażenie, że poruszam się jak facet. Nie miałam tego flow. Jakieś dwa lata temu okazało się, że poznałam tancerkę, właścicielkę szkoły tańca. Namawiała mnie bardzo, żebym u niej tańczyła. Wzbraniałam się, przypominając sobie jak źle czułam się na wszelkiego rodzaju dyskotekach... ale w końcu jej się udało. Poszłam na pierwszą lekcję i przepadłam. Próbowałam różnych tańców, różnych stylów, zajęć... i odkryłam, że taniec pomaga w odkrywaniu (na nowo) swojej kobiecości. I wcale nie musi to być pole dance czy striptease...

KORZYŚCI PŁYNĄCE Z TAŃCA
  • My, kobiety kochamy błyszczeć. Uwielbiamy słyszeć komplementy. Nawet jeśli jesteśmy szarymi myszkami, to jesteśmy szczęśliwe, jak ktoś nam powie "pięknie się poruszasz". Nie każda z nas się z tym rodzi, a na kursach można się tego nauczyć!
  • Wysmukla i wzmacnia ciało. Zajęcia taneczne są normalną aktywnością fizyczną, która przynosi efekty. W zależności od tego jaki to rodzaj kursu jest mniej lub bardziej wykańczająca. Nie to jest jednak najważniejsze - kluczem jest systematyczność, bo zajęcia najczęściej są 2 razy w tygodniu, a jeśli dodać do tego wprawki w weekend czy impresę, to ćwiczymy prawie co drugi dzień. 
  • Taniec leczy z kompleksów. W niektórych rodzajach tańca np. rumbie, salsie, tańcu brzucha, posiadanie nieco więcej ciała jest jedynie atutem. Szczupła kobieta musi się dwa razy bardziej napracować, żeby osiągnąć taki efekt, jaki mają kobiety z dużym biustem i biodrami.
  • Nabiera się pewności siebie. Nawet jeśli nasze ciało nie jest doskonałe, to po kilku miesiącach kursu można nauczyć się poruszać w taki sposób, że szczuplejsze koleżanki będą umierały z zazdrości. Na imprezach bardzo często widuję dziewczyny z dużymi biodrami, dużym biustem i zazdroszczę tego, jak wyglądają. Poruszają się obłędnie.
  • Wychodzi się ze swojej strefy komfortu. Ostatnio namówiłam przyjaciółkę na kurs. Pomijając to, że zupełnie zwariowała na punkcie salsy LA, to mówi, że cieszy się bardzo, że robi coś ze swoim życiem. Że wyszła poza swoją strefę komfortu (bardzo się wstydziła) i jest przez to szczęśliwa. Strachu przed nowymi rzeczami można się pozbyć tylko robiąc rzeczy, których się boimy. 
  • Przełamuje się nieśmiałość. Jeśli masz problem z nieśmiałością, to zapisanie się na kurs tańca będzie świetnym sposobem na przełamanie się. Poznajesz na nim wiele osób, musisz się przedstawić, rozmawiać, dotykać, śmiać, przyznawać do tego, że coś zrobiłaś źle, albo poprawić kogoś, kto czegoś nie zrozumiał. Pomiędzy kursantami jest bardzo fajna, luźna, ciepła, partnerska relacja. Zazwyczaj nikt Cię tam nie zna, każdy jest zdenerwowany, niepewny swoich umiejętności, boi się kompromitacji... idealny sposób, żeby spróbować być bardziej pewnym siebie!
  • Uczy się własnego ciała. Kobiety w tańcu nabierają świadomości własnego ciała. Wiesz w jakich ruchach jesteś dobra, w sali z lustrami widzisz co Ci wychodzi  bardziej, a co mniej. Wiesz, że bosko ruszasz biodrami, ale masz problem z izolacjami. Dochodzi się do momentu, kiedy patrzysz w lustro i myślisz: "hej, ta laska po drugiej stronie całkiem seksownie się porusza".
  • Zdobywa się dodatkowe, wyróżniające umiejętności. Taniec to inwestycja w samą siebie, więc możesz się pochwalić hobby innym, niż czytanie książek czy oglądanie filmów. Faceci słysząc, że tańczysz, pomyślą: "hm... tancereczka" i z pewnością będą się chcieli dowiedzieć szczegółów.
  • Nabiera się dystansu do siebie i świadomości, że wszystko da się wypracować. Na początku jest ciężko i możesz myśleć (jak ja), że poruszasz się jak kloc drewna. Ale to mija! Nic tak nie poprawia humoru, niż moment, kiedy orientujesz się, że w gruncie rzeczy, to ten taniec Ci świetnie wychodzi! Bardzo szybko widać postępy, które dają energię do dalszych treningów.
  • Zazdrość jest inna. Widząc wiele pięknych kobiet na kursach nie zazdrościsz im tego, jak wyglądają, ale tego, w jaki sposób się poruszają. Zazdrość nie jest dobra, ale w tym przypadku pcha do działania. Zazdrościsz in umiejętności, bo uzmysławiasz sobie, że są ważniejsze, niż wygląd. I możesz je rozwijać, żeby dojść do perfekcji. A jeśli będziesz zazdrosna o jakąś kobietę poza salą treningową, możesz sobie pomyśleć, że na pewno nie rusza się tak dobrze jak Ty! ;)
  • Poznaje się wiele inspirujących osób. Instruktorzy, kursanci... nie ważne. W szkołach tańca jest miks różnych osobowości, a zazwyczaj wszyscy są mili i przyjaźnie nastawieni. Jeśli masz mało znajomych, chcesz zmienić towarzystwo, szukasz przyjaciół czy rozglądasz się za facetem, to jest to dobre miejsce aby poszukać. Zaczyna się od kursu, ale jego dopełnieniem i właściwym celem są imprezy, na których można wypróbować umiejętności. Grupy często wychodzą razem "na miasto", więc nie trzeba się martwić o to, że nikt nie będzie chciał z nami pójść.
  • Taniec zbliża. Jeśli w Twoim związku panuje zima, albo nie macie pomysłu jak spędzić wolny czas... jeśli masz kolegę, do którego chciałabyś się zbliżyć... jeśli masz koleżankę, z którą chciałabyś mieć coś więcej wspólnego, niż lunch w pracy - namów ich, żeby poszli z tobą na kurs. Kolega nie musi być w charakterze partnera, bo na większość kursów nie trzeba się zapisywać w parze.


Po roku tańca mogę powiedzieć, że jestem zupełnie inną kobietą. Taniec pielęgnuje we mnie kobiecość i nieustannie mi o niej przypomina. Za każdym razem, kiedy jestem na sali treningowej w legginsach i zwykłej koszulce, czuję się pięknie. Bo to piękno nie wypływa z tego jak wyglądam, ale z tego jak się poruszam, a przede wszystkim z tego, że robię to z prawdziwą pasją.

Wszystkim kobietkom, które zgubiły gdzieś poczucie swojej kobiecości, polecam go poszukać na sali treningowej. Znam wiele dziewczyn, które je tam zalazły ;)

I na koniec chciałam dodać, że założyłam swoją stronę na Facebooku i zachęcam do jej polubienia! :)

Wiem, że zanudzam Was tym tańcem, ale obiecuję, że jeszcze tylko jeden wpis z nim związany i daję spokój... przynajmniej na jakiś czas!

21 komentarzy:

  1. Szczerze zaczęłam się zastanawiać ... w zasadzie ja i kobiecość to jak ogień i woda, a ostatnio szczególnie zaczęłam zwracać na to uwagę. Koniecznie muszę przemyśleć to wszystko, co napisałaś :)
    Tylko kiedy znaleźć czas...?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemne miejsce tu stworzyłaś :) Na pewno będę tu regularnie zaglądać.
    Co do tańca, to wszystko idzie mi dobrze dopóki nie mam ograniczenia w postaci konkretnego układu. Wtedy wszystko mi się plącze i znika cała radość z tańca :/ Ale takie niezobowiązujące "wygibaski", o to lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałaś samą prawdę ;)) Taniec jest piękną rzeczą. Ja od zawsze go kocham. Oglądałam wszystkie wychodzące filmy. Ja kiedyś chodziłam na towarzyski, potem pojechałam na obóz hip-hopowy, a potem tańczyłam zumbę. Spory rozgardiasz z tym, ale ja po prostu kocham się ruszam. Do klubu chodzę z Mężem rzadko, ale wtedy staram się naprawdę wytańczyć, ubrać by podkreślać kształty ;) to że kobieta się dobrze czuje w swoim ciele zawsze przyciąga wzrok ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za cudowny post!

    Tańczę od... dziecka. Od zawsze! Kiedyś balecik (jako malutka dziewczynka:)), jazz, jazz-funk, dancehall, hip hop... Obecnie mam taką energiczną mieszankę na zajęciach przeróżnych stylów, ale chyba góruje house. Wbrew pozorom hip hop, dancehall (szczególnie dancehall - ten prawdziwy, czysty dancehall, a nie zwykłe machanie pośladkami, bo ten gatunek tańca to nie tylko "twerki";)) czy house to też bardzo kobiece style. Oczywiście każda z nas porusza się inaczej i ma swój ruch, jednak te ruchy klatką piersiową w szybkim rytmie, boom boom boom, ach, no magia :D

    Trzeba dodać, że taniec to też styl życia! Mi on wszędzie towarzyszy! Czy to jest wieczór, siedzę przed laptopem i delikatnie (lub mniej;)) się poruszam w rytm muzyki płynącej z głośników, wracam ze szkoły słuchając muzyki - zdarza mi się wytańczyć piruet i uśmiechać się do ludzi, haha, podsumowując - muzyka zmusza mnie do tańca :) A ja słyszę muzykę wszędzie :) Bardzo podnosi mnie na duchu, kiedy jest mi smutno wyrzucam z siebie negatywne emocje za pomocą kroków. :)

    Swoją drogą - marzę o spróbowaniu swoich sił w salsie! Bardzo mnie zachęciłaś, pewnie niedługo się wybiorę!

    Xoxo, Laura

    OdpowiedzUsuń
  5. nie zanudzasz:) cudnie, że ktoś to docenia:)
    dlatego tańczę od 5 lat, a od kilku jestem instruktorem i przekazuje wiedze dalej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, cieszę się bardzo, że instruktor zawitał na mojego bloga :)

      Usuń
  6. uwielbiam taniec, bo uwalnia we mnie jakąś inną mnie ; ) od tego roku już nie trenuję, ale i tak taniec mam w sobie ; ) pięknie tu u Ciebie, trafiłam od onelittlesmile, jak zwykle - swoim poleceniem nie zawiodła. chętnie obserwuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie taniec wyzwala zupełnie inną energię :) Cieszę się, że Ci się tutaj spodobało!

      Usuń
  7. Zachęcaj mnie dalej! Z niecierpliwością czekam na ostatni egzamin, by móc w końcu ruszyć na podbój parkietu. Aj, moim marzeniem jest się ładnie poruszać. Znajomi śmieją się, że słyszą jak idę, bo ze mnie słoń ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama z siebie się śmiałam, że poruszam się jak słoń ;) Da się z tego wyleczyć!

      Usuń
  8. Idealnie! Wymieniłaś świetne argumenty, które będą bardzo pomocne przy mojej poważnej rozmowie z mężem, na temat zapisania się na kurs tańca. Znalazłam juz dwie dość ciekawe szkoły w moim mieście (mają bardzo fajną oferę: zarówno program jak i ceny). Ale mnie zmotywowałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj koniecznie znać czy mąż dał się namówić! :)

      Usuń
  9. Dla mnie kiedyś był moją pasją, ale ostatnio tańczę, bo muszę. Pamiętam jak w pierwszej klasie (liceum o profilu tanecznym) nie mogłam się doczekać, kiedy to w trzeciej klasie będę miała prawie codziennie po 3/6 godzin tańca. Teraz tego nie umiem zrozumieć, przecież to męczarnia!

    Ja się przez taniec nauczyłam pewności siebie, szczególnie na scenie. Teraz już nie wstydzę się pokazać, patrzeć w górę i patrzeć się głęboko w oczy publiczności.

    Ja się najlepiej czuje w balecie klasycznym i nowoczesnym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balet wyobrażam sobie jako nieskończoną pracę i dążenie do perfekcji. Jest piękny! Nie wiem jak wygląda tryb życia prawdziwych tancerek, ale zdaję sobie sprawę, że dochodzi się do momentu, kiedy ma się dość... wszystko w nadmiarze męczy :)

      Usuń
  10. Taniec jest w moim życiu od zawsze... czuję go całą sobą i bardzo żałuję, że nie robie tego profesjonalnie, że nie daje mi to utrzymania. Jestem juz niestety za stara na to. Ale dla przyjemności tańcze obecnie balet (tak tak, jest kurs baletu dla dorosłych), salsę solo, dancehall.
    Polecam wszystkim kobietom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurs baletu dla dorosłych? A to mnie zaskoczyłaś :)

      Usuń
  11. Mnie tam te posty nie nudzą, dodawaj ich ile tylko chcesz! :D Dzięki temu może ktoś skusi się na kurs, czyli same pozytywy :) Co do tekstu zgadzam się z Tobą w 100%, nic dodać, nic ująć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że uda mi się namówić choć jedną kobietkę!

      Usuń
  12. Zgadzam się z Twoim tekstem w 100% ;)
    Taniec zawsze mnie fascynował, marzyły mi zajęcia taneczne, ale wiadomo nie zawsze jest tak jakby się tego chciało ;) Do tego byłam dzieckiem, które odziedziczyło sztywność w tańcu w genach. Myślałam tak do czasu, szczególnie ze względu na to, że mój były wypominał mi to chyba z milion razy...
    Jednak wszystko się zmieniło jakieś 2 lata temu. Zaczęło się od przypadkowych zajęć zumby i wtedy przepadłam. Tak jak piszesz moje szerokie biodra okazały się atutem. Nauczyłam się ruszać w zupełnie inny sposób, a taniec pokazał mi kolejną stronę kobiecości. Później odważyłam się na kolejny krok czyli zajęcia nazywane u nas w klubie "sexi class". Są to zajęcia z tańca typowo na obcasach z bardzo kobiecymi ruchami. Pozwalają nabrać pewności siebie jak świadomości własnego ciała.
    Jak na pierwszy raz baaardzo sie rozpisałam;) Trafiłam dziś na Twój blog za sprawą linku u Ani, uważam że piszesz ciekawe i wartościowe notki. Przeczytałam kilka postów i będę od teraz zaglądać regularnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się w 100% :) tańczę od wielu lat i potwierdzam każde napisane słowo :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!