wtorek, 21 stycznia 2014

Travelove: Belgia, Gandawa (Gent)

Kiedyś los rzucił mnie na spotkanie - konferencję prasową z ambasadorem Belgii. Na stole wśród licznych materiałów prasowych królowały komiksy z serii Przygody Tintina. Rozbroiło mnie to, z jaką czułością panowie w garniturach za kilka tysięcy rozpływali się nad przygodami reportera-podróżnika, jego psa Milusia i kapitana Baryłki. W kuluarach dużo mi opowiadali o tym jak jest w Belgii. Jakiś czas mieszkałam w Holandii i żyłam w przeświadczeniu, że Belgowie, to tacy Holendrzy, tylko mówiący po francusku... I również wcinają frytki z majonezem.
Rok od tego wydarzenia miałam okazję sama się o tym przekonać.

Okazało się, że Rayanair oferuje loty do Belgii za 19 złotych, grzechem byłoby nie skorzystać. Naszym planem było odwiedzić znajomych Erazmusów w Gent. Jednak, żeby nie było tak łatwo, zdecydowałyśmy się na couchsurfing (mój pierwszy raz!). Było wiele przygód, ale bardzo polecam!

Tak że jeśli chcesz się dowiedzieć jak spędziłam noc na Belgijskim lotnisku, dlaczego mój host powiesił papugę za pluszowe kajdanki, czemu belgijskie knajpy się kleją, gdzie można znaleźć żyrandole z makabrycznych lalek Barbie oraz co robią kobiety ze świńskimi głowami w kościele...

...to zapraszam na relację z podróży!


1. Bilety za 19 zł również mają swoje minusy: lotniska zazwyczaj nie są w stolicach, tylko w mniejszych miejscowościach i najczęściej o późnych porach trudno się z nich wydostać. Tak też było w naszym przypadku. Spędziłyśmy upojną noc na lotnisku w Charleroi, bo kilkanaście minut przed naszym przylotem odjechał ostatni autobus do Brukseli. Niestety ławeczki były bardzo niewygodne, ale za to miałyśmy szansę poznać nocne życie lotniska ;)


2. Po wyżej wspomnianej nocy na bardzo niewygodnych ławeczkach (lepiej było spać na podłodze, co praktykowało wielu podróżnych, którzy również nie zdążyli na autobus), sprawnie dojechałyśmy do Brukseli i zaliczyłyśmy rano małe zwiedzanie. Widziałyśmy m.in. Ogrody Królewskie, Grand Place, piękne kamieniczki, Ratusz. 








3. Sklepy z czekoladkami i słodkimi bułeczkami trzeba było obowiązkowo zaliczyć. Trudno się było zdecydować co wybrać! W trakcie tej wycieczki bardzo oczarował mnie język francuski, który w Belgii jest bardzo żywy i używany (zwłaszcza w okolicy Brukseli, w Gent mniej).


4. Do Gent jechałyśmy świetnym, czyściutkim i nowoczesnym dwupoziomowym pociągiem. Jednak na dworcu można było zaobserwować bardzo dobrze nam znane odrapane wagony.


5. Pierwszej nocy poszliśmy z współlokatorem hosta na nocne zwiedzanie Gent - niesamowite doświadczenie. Jak wróciliśmy do domu okazało się, że host śpi na materacach w salonie, a nam (mnie i mojej koleżance) zostawił swoje wielkie łóżko. Na pytanie co mamy zrobić z tą stertą ubrań po prostu ją zrzucił na podłogę ;)



6. To już Gandawa - Gent (Flandria). Prześliczne kamieniczki i bardzo zwarta zabudowa. Rzeki, mosty, mosteczki, wały, łódki. Poszłyśmy wtedy pozwiedzać miasto. Głównym punktem był zamek hrabiów Flandrii.



7. Wewnątrz była bardzo ciekawa ekspozycja. Zbroje, miecze, tarcze... gratka dla pasjonatek "Gry o Tron" i czasów rycerskich. Snułyśmy niesamowite opowieści jakby to było mieszkać w tych murach i jakie historie by się za nimi ukrywały ;) Wystawa kryła wiele ciekawostek m.in. można się było również dowiedzieć jak działały latryny w zamku.


8. Oraz jak torturowano ludzi... (cała sala była wypełniona średniowiecznymi narzędziami tortur - koło do łamania, łóżko, lejki, dyby, przyrządy do miażdżenia kości... brr!).



9. W zamku praktykowali bardzo fajny sposób zwiedzania - każde dziecko przebierało się w jakiś mniej lub bardziej średniowieczny strój i dostawało zbroję czy sukienkę. Potem były oprowadzane w grupach przez księżniczki i rycerzy :) Myślę, że w Krakowie na Wawelu powinno być podobnie - zainteresowanie gwarantowane.


10. Na dole tej ceglanej kamieniczki jest knajpa, do której poszłyśmy z współlokatorem hosta. Wyobraźcie sobie małe, ciemne pomieszczenie z drewnianymi stolikami i niesamowicie klejącą podłogą! Widziałam, że nie tylko w Krakowie, ale i w Gent Anglicy szaleją najbardziej. Miasto nocą tętniło życiem, zupełnie jak imprezowe Stare Miasto w Krakowie. Ta knajpa była pijalnią smakowych shotów (pysznych!). Z tym że jak w knajpie jest milion ludzi, to trudno donieść kilka kielichów z baru do stolika... dlatego podłoga tak bardzo się kleiła.



11. Jak przyjechałyśmy do hosta, jego współlokator postawił przed nami pucharek do lodów... zaskoczyło nas to, że chce z nami je jeść ok. 23 godziny... Po czym wyjął butelkę piwa i rozlał ją do tych pucharków, które okazały się być belgijskimi kieliszkami. Piwo jest niesamowicie popularne, jest milion rodzajów i dobrze, że kolega nam pomagał w wyborze, bo karty niestety nie były tłumaczone na język angielski. Poniżej ulubione piwo wiśniowe pite w uroczej knajpce w stylu pin-up. Jeśli zastanawiacie się co to jest to wyżej... to jest żyrandol w tej knajpce. Creepy...




12. Najfajniejsze było podglądanie wyrobu czekolady... pod swoimi stopami. Mówcie co chcecie, ale czekolada belgijska jest najsmaczniejsza. Moja przyjaciółka pomieszkuje w Belgii i zawsze musi mi przywieźć kilka czekoladek i przepyszne korzenne ciasteczka Speculoos albo masło o smaku Speculoosów - najpyszniejsze! Przez te kilka dni zjadłyśmy tego nieprzyzwoite ilości. I nie powtarzajcie mojego błędu... nie kupujcie masła spekulosowego na lotnisku, bo kosztuje 8e, podczas gdy w normalnym sklepie 2-3e ;)


13. Mieszkając w Krakowie jestem przyzwyczajona do klimatu miasta studenckiego... a właśnie takim jest Gent. Jest to największe miasto uniwersyteckie w Belgii. Dlatego też w Brukseli mieszkają głównie sami dorośli oraz starsze osoby (opinia mieszkańca). A na ulicach Gent są setki studentów... trudno tam o kogoś starszego :)



14. W długie wieczory siadałyśmy sobie nad rzeką Leie i zajadałyśmy pyszne frytki belgijskie z majonezem (bardzo popularne są różne sosy na bazie majonezu, w frytkarniach są ich dziesiątki). Z lokalnych pyszności, jadłyśmy również pyszne wafle (gofry) z lekką powłoką cukrową i "noski" - nie wiem jak to opisać, ale coś w rodzaju stożkowych żelek o smaku wiśniowym i lukrecjowym. Podobno to specjał Gent :)


15. Nasz host robił pyszne gofry :) Ogólnie myślę, że był kucharzem pasjonatem. Zrobił nam kiedyś na kolację wołowinę w sosie żurawinowym z puree francuskim (do dziś nie wiem co to było) oraz izraelską sałatkę. Składała się ona z buraków (w Belgii buraki pakuje się jak skarb narodowy, są obrane i pojedynczo zafoliowane), orzechów włoskich i (oczywiście) tony majonezu! Zaserwował nam też z wazy do ponczu, nalewane do plastikowych kubków chochelką mohito, składające się ze smażonej mięty, rumu, lodu i szampana ;)


16. A to pluszowy słoń, o którym wspominałam w poprzednim wpisie ;) Tak, ta papuga się dusi. Tak, ona dusi się za kajdanki z różowym futerkiem. Zapytacie dlaczego? Nie mam pojęcia. Host nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi.


17. Zapomniałam Wam wspomnieć o czymś, co mnie wbiło w podłogę. Odwiedziliśmy kościół św. Mikołaja, licząc, że zastaniemy coś podobnego do naszych kościołów katolickich. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy wewnątrz wystawę mody religijnej... (kościół był zupełnie normalny: figury, świece, ołtarz). Zakonnice w koronkach, kobiety z głowami świń i skarpetki z Matką Boską... jakoś ten rodzaj sztuki współczesnej do mnie nie przemawia ;)












I jak wam się podobała podróż do Belgii? Czy podobają się Wam tego rodzaju posty z fotorelacją? A może byliście w Belgii i macie zupełnie inne doświadczenia, niż ja?

7 komentarzy:

  1. Wspaniały post, czytałam i oglądałam z zaciekawieniem! Czekam na więcej, jak tylko wrócisz z kolejnych podróży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Planuję jeszcze "odgrzać" kilka podróży i oczywiście relacjonować kolejne!

      Usuń
  2. Cudowny post! Jak złapać taką okazję za 19 zł? Zawsze marzyłam o Belgii! PS> Piękne zdjęcia i sam tekst - przeczytałam jednym tchem! A o tych czekoladkach mogłaś nie wspominać - wiesz ile ludzi po Nowym Roku jest na diecie? ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Wbrew pozorom to nie takie trudne! Jest wiele serwisów, które ułatwiają znalezienie tanich lotów (np. www.fly4free.pl). Tanie bilety, to zazwyczaj wyprzedawanie ostatnich miejsc w samolocie lub błędy systemu. Ważne, żeby nie nastawiać się na konkretną destynację, tylko "łapać" co jest. Bo możesz marzyć o locie do Madrytu, a trafi się lot to Paryża za 20 zł... więc jak tu nie skorzystać? My do Belgii mieliśmy lecieć z Wizzairem za 49 zł, a wracać z Rayanairem za 79, ale w dniu kupowania biletów cena w Rayanerze spadła do 19 zł, więc kupiłyśmy od razu w dwie strony i pękałyśmy z dumy :) Mimi... tak naprawdę te czekoladki są bardo gorzkie i drogie ;) Wcale nie takie smaczne, jak pisałam! ;)

      Usuń
  3. i teraz aż znowu chce mi się wyjechać. kuszące, jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również bardzo nastrajają podróżniczo relacje innych ;) Dlatego uwielbiam chodzić na różnego rodzaju slajdowiska.

      Usuń
  4. Piękna fotorelacja! Czakam na kolejne! My z M. planujemy w sieprniu po skończonym remoncie polecieć na tydzień ponownie do Londynu. Już się nie mogę doczekać;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!