Byłam we Wrocławiu już kilka razy, ale w ubiegły weekend było najpiękniej. Nie wiem czy to wina fantastycznej pogody, wolnego weekendu po całym tygodniu pracy, dewizy: niczego sobie nie odmawiamy czy najlepszego na świecie towarzystwa. A może wszystko tak świetnie ze sobą współgrało, że w każdym mieście byłoby wspaniale. Zrobiłam bardzo dużo zdjęć i o każdym niemalże chciałabym Wam coś napisać, a tutaj czasu tak mało. Zwiedzanie obiecuję jutro, a dziś zobaczcie jak się stołowaliśmy w weekend.
Chciałabym Wam polecić kilka miejsc - to moje subiektywne zdanie hipsterskiego turysty, a nie lokowanie produktu: ;)
ul. św. Antoniego - jedliśmy tam codziennie śniadanie, bo nasz hostel był niemal po drugiej stronie ulicy. Polecam bajgle i pancakes z mlekiem słodzonym i owocami (a tak w ogóle to może wiecie gdzie można znaleźć takie ceramiczne patelnie?)