sobota, 1 lutego 2014

Mój facet mnie nie szanuje!

Katniss | via Tumblr
Co jakiś czas lubię zajrzeć na kobiece fora i poczytać z jakimi problemami zmagają się ludzie w związkach. Zauważyłam, że bardzo często przewija się temat: "Mój chłopak mnie nie szanuje", "Toksyczny związek", "Co zrobić, żeby mój facet zaczął mnie szanować?". Otwieram takie posty, czytam uważnie i przecieram ze zdziwienia oczy. Nie dlatego, że nie wierzę w to, że ktoś tak może traktować swoją kobietę, ale dlatego, że te wszystkie te historie są bardzo do siebie podobne. I tak bardzo podobne do mojej. 

I nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo wstydzę się tak bardzo obnażyć przed Wami, ale myślę, że jeśli choć jednej dziewczynie tkwiącej w toksycznym związku dam przez ten tekst do myślenia, to warto.

Teraz jak o tym wszystkim myślę, to mam wrażenie, że było to sto lat temu, że już zupełnie zapomniałam. Zaraz potem orientuję się, że wcale nie i że byłam strasznie głupia i śmieszna w tym wszystkim. Dopiero potem zwyczajnie się cieszę, że odeszłam od niego i że teraz jestem szczęśliwa. Ale o tym później... Chciałabym po prostu się nad tym wszystkim zastanowić. Bez moralizowania i bez patosu. Każda z nas sama wybierze drogę.

Na początku każdej historii jest bajka, motylki i uczucie szczęścia. Jest to też ten czas, kiedy jedna i druga strona udaje, starając się być najlepszą wersją samych siebie. Zaczyna się psuć dopiero po jakimś czasie, ale tak niezauważalnie, że wszystko wydaje się być w granicach normalności. Bo przecież wszystkie pary się kłócą, każdy poradnik tak mówi. Burze przemijają, zapuchnięte oczy wysychają, przepraszamy się nawzajem i wszystko wraca do normy. Niestety niektórych rzeczy nie leczy słowo "przepraszam" i mimo że wszystko wraca do normalności, gromadzi się w nas żółć, która nas zatruwa. Najpierw atakuje nasze poczucie własnej wartości, potem poddaje w wątpliwość naszą samodzielność, a potem sprawia, że w ogóle nie możemy uważać się za szczęśliwe. Dochodzi do tego, że zaczynamy same siebie nienawidzić.

Związek dwóch osób powinien polegać na miłości. Wzajemnym wspieraniu się, szanowaniu, pomaganiu i pragnieniu dobra drugiej osoby. Ten typ związku, który tutaj opisuję, daje tylko tego iluzję, a prawdziwej miłości nie przypomina nawet w małym procencie.

ZACHOWANIA, KTÓRE MIŁOŚCIĄ NIE SĄ:
  • Nie szanowanie cię - dla mnie jakiekolwiek wyzywanie się jest oznaką braku szacunku. Nawet w złości nikt nie ma prawa wyzywać mnie od debili, osób ułomnych czy idiotek, ja do nikogo tak nie mówię i nikt nie ma prawa tak mówić do mnie. Zwłaszcza osoba, która mówi, że mnie kocha. Uważałam tak zawsze, ale musiałam zmienić zdanie na czas trwania tego związku. Przekonał mnie, że w gniewie można powiedzieć wszystko, wyciągnąć każdy brud z przeszłości i wjechać na największe kompleksy. On tak robił, to i ja po jakimś czasie się nauczyłam.
  • Wywoływanie w tobie poczucie winy - wszystkim kłótniom jesteś winna tylko ty, a on łaskawie może tylko ci "wybaczyć". Bo to ty zawsze jesteś ta zła, ty zawalasz i ty nie starasz się wystarczająco. Wszystkiemu są winne twoje rozchwiane humory i nieogarnięcie. A on był zdenerwowany, więc miał prawo wszystko powiedzieć.
  • Przepraszam wystarczy - może zdarzyć się tak, że jest typem, który za każdą kłótnię przeprasza. Najpierw zgnoi, ale potem przeprasza i uważa, że wszystko "jest na zero", bo przecież przeprosił. Przecież przeprosiłem, czego jeszcze chcesz? Nie masz prawa być smutna, rozgoryczona czy nawet zmęczona. A jak już przyniesie kwiaty, to jak ci nie przejdzie, jesteś po prostu niewdzięczna.
  • Ograniczenie waszego świata do jego osoby - twoje zainteresowania, praca, przyjaciele zawsze są mniej ważni, niż on. Najlepiej, żebyś siedziała w domu, nie miała żadnych zainteresowań i była na każde jego skinienie. Najlepiej, żebyś była taka, jak on sobie ciebie wymarzył.
  • Chora zazdrość - jeśli nie możesz pomalować ust mocną szminką, uśmiechnąć się do przechodnia na ulicy, ani tym bardziej mieć jakichkolwiek kolegów. Kiedy za każdym późniejszym powrotem zaczyna się litania: z kim byłaś i dlaczego nie z nim?
  • Manipulacja - jeśli już wiesz, że nie chcesz z nim być, przychodzi czas, żeby się rozstać. W obliczu tego może być słodki jak miód, obiecywać poprawę, błagać na kolanach, szlochać, zapewniać, że jesteś jedynym dobrem w jego życiu i jedynym szczęściem, na które nie zasługuje. Jeśli się nie złamiesz może wytoczyć kolejne działa pod tytułem: "zniszczę cię". Zaczynają się groźby, że rozpuści plotki na twój temat, zrobi ci koszmar w Internecie, sprawi, że wszyscy się od ciebie odwrócą... i co robisz ty? Łamiesz się i z powrotem jesteście razem.
  • Wciąga cię w psychodramaty - kłótnie i rozważania o rozstaniu mogą kończyć się psychodramatami. Jeśli odejdziesz, to się zabiję. Jeśli dalej będziesz na mnie zła to się potnę. Rzucę się pod samochód. Gorzej, jak wiesz, że masz do czynienia z osobą, która jest tak gwałtowna, że naprawdę mogłaby to zrobić. W dobrym związku nie ma miejsca na noże i krew, a zapewnienia jego przyjaciół: "on jest chory", również nie wróżą niczego dobrego.
  • Celowe obniżanie twojego poczucia własnej wartości - ciągłe porównywanie do fajniejszych/ładniejszych koleżanek, odkrycie i wykorzystywanie w zły sposób twoich kompleksów. Jeśli przy mężczyźnie nie błyszczysz, widzisz tylko swoje wady, to nie bierze się to z kosmosu. Słowami rzucanymi w gniewie również można poorać kobiecość.
  • Wywołanie przeświadczenia, że bez niego nic nie znaczysz - kolejny przykład wjechania na psychikę. W każdej kłótni sprawia, że czujesz się jak śmieć i buduje w tobie przekonanie, że jesteś nikim. Że znaczysz coś tylko w połączeniu z nim. Że tylko z nim możesz zrobić fantastyczne rzeczy, a sama nie dasz rady. Powtarza, że bez niego sobie nie poradzisz, że nic nie potrafisz i sama zginiesz w tym świecie.
  • Przemoc psychiczna, fizyczna i seksualna - dla takich rzeczy nie ma wytłumaczenia, nie ma znaczenia czy ktoś był zdenerwowany, czy pijany. Na szczęście czasy kobiet, które pokornie znoszą tyrana w domu, mam nadzieję mijają. Nikt nie ma prawa cię krzywdzić, zwłaszcza osoba, z którą jesteś.
Jest kilka rzeczy, które nawet bez występowania powyższych zachowań powinny wzbudzić czujność. Jeśli rozstajecie się i wracacie do siebie ciągle, jeśli nie czujecie się z nim szczęśliwe, jeśli nie sprawia, że jesteś piękna, bezpieczna i kochana. Jeśli nie wyobrażasz sobie z nim wspólnego życia w przyszłości, lub nie widzisz go jako ojca swoich dzieci. Jeśli nie szanuje swojej matki i jeśli twoi przyjaciele (prawdziwi) uważają, że to nie jest facet dla ciebie.

Kobietki, nie mamy czasu na to, żeby udręczać się w takiego typu związkach. Szkoda czasu i zdrowia na relacje, które nas wyniszczają.

TO BĘDZIE BRUTALNE, ALE...
To wszystko nasza wina. My, baby, jesteśmy strasznie głupie, bo same, z własnej woli wkręcamy się w takie relacje. Łatwo by było przyjąć, że kobiety skrzywdzone w dzieciństwie, takie które nie zaznały miłości rodziców, lgną do toksycznych mężczyzn. Jednak myślę, że byłoby to zbytnie uogólnienie, bo dziewczynom z "dobrych domów" również się to zdarza, najczęściej uwodzi je mroczna osobowość mężczyzny. Szkoda, że nie wiedzą od początku, że to bilet w jedną stronę. Najczęściej są to mężczyźni szalenie inteligentni, umiejętnie czarujący słowem, umiejący wepchnąć kobietę we współuzależnienie, z którego cholernie trudno wyjść. Jeśli pojawia się setka pytań na forach: "jak sprawić, żeby mnie szanował?", to kobieta musi sobie zadać pytanie. Kiedy pozwoliła na to, żeby mężczyzna przestał ją szanować? Nikt nie ma prawa nas mieszać z błotem, ale jeśli na to pozwalamy, dajemy milczące przyzwolenie, żeby nas tak traktowano.

Zrywaliśmy tysiące razy. Ale w pewnym momencie poczułam, że całkowicie się wypaliłam. Nienawidziłam samej siebie, nie widziałam swojej przyszłości, nie czułam się dobrze sama ze sobą. Miałam nagromadzone w sobie tak wiele złych emocji, że nie miałam siły przeżywać kolejnych dramatów. Zadałam sobie proste pytanie, którego unikałam przez wszystkie poprzednie lata. Czy chcę, żeby tak było całe życie? Zadzwoniłam do niego i powiedziałam, że już nie chcę nigdy z nim być i że to jest ten ostatni raz kiedy się rozstajemy. Sama byłam zaskoczona skąd we mnie tyle pewności - po prostu wiedziałam. Nie mam wyrzutów sumienia, że powiedziałam to mu przez telefon, nie dbałam o to. Być może nie było to zbyt dojrzałe, ale łączyły nas nie tylko sprawy uczuciowe, ale i zawodowe, wiedziałam, że jutro będę musiała mu to powiedzieć twarzą w twarz. Ale ta noc na utwierdzenie się w decyzji była mi potrzebna. Potrzebne mi było dużo siły. Musiałam całkowicie zmienić i poprzestawiać swoje życie. Zmienić znajomych, stawić czoło różnym rozpuszczanym plotkom i przypadkowym spotkaniom. Było wiele łez i chęci powrotu, ale dobrze wiedziałam, że nie mogę do tego dopuścić... bo wszystko zaczęłoby się od nowa. I nawet jeśli nie wiedziałam czego chcę, to wiedziałam czego NIE CHCĘ.


OPOWIADASZ BZDURY, BO PRZECIEŻ...

Strasznie go kocham.
Dobrze, być może go kochasz, być może tak ci się wydaje. Nie masz wrażenie, że miłość, to uczucie, które powinno być obustronne? I czy to jest miłość czy tylko obawa przed byciem samemu?

Wiem, że on mnie kocha.
Przepraszam bardzo, ale skąd wiesz? Czujesz to pod skórą? Powiedział ci to kiedyś i tego nie odwołał do dziś? Bo przyniósł ładny bukiet kwiatów i powiedział "przepraszam"? Bo jeszcze nie odszedł? Miłość można wyrazić na tysiące sposobów, ale jednym z najważniejszych jest szanowanie ciebie i twoich decyzji.

Ale on się zmieni.
Jeśli jest ktoś na świecie, kto wierzy w to, że jego partner się zmieni, to jest w błędzie. Zwłaszcza osoby reprezentujące zachowania, które wymieniłam na początku. Z mojego doświadczenia wiem, że zmiana jest góra na dwa tygodnie, a przy kolejnej kłótni zaczyna się to samo.

To tylko raz, był zdenerwowany...
Raz? Dziewczyno, nie można usprawiedliwiać zwykłego chamstwa i buractwa. Ukochanych osób się nie krzywdzi. W żaden sposób. Nie wyzywa się ich od najgorszych, ani nie podnosi się na nich ręki.

Związek wymaga poświęceń.
Blablabla. Nie takich. Poświęcić możesz swój czas, marzenie, aspiracje, ale nie swoją godność i szacunek do samej siebie. I poświęcenia są dokonywane z własnej woli, a nie są spowodowane zewnętrznym naciskiem.

Bez związku nie istnieję. Przecież nikt inny mnie nie będzie chciał.
Wiele z nas błędnie myśli, że znaczymy coś tylko wtedy, kiedy jesteśmy w związku. Ale musimy wiedzieć jedno - posiadanie faceta nie definiuje nas jako osoby. Bez mężczyzny możemy swój wolny czas i pieniądze zainwestować w siebie i spędzać czas tak jak chcemy. 


Oczywiście będą gorsze dni, kiedy popłaczemy sobie przy winie i romantycznym filmie, ale lepiej być samej, niż być z byle kim. Nie ma sensu trwać w związku, który nas tylko dołuje. Nikt nie KAŻE CI z nim być, sama tego chcesz. Każdy związek wymaga pracy nad nim i nad sobą nawzajem. Nie chcę was namawiać do tego, żebyście odwracały się na pięcie, kiedy pojawi się pierwsza kłótnia, bo to zupełnie nie o to chodzi. Bo można się kłócić po ludzku, wyładowywać złość, ale szanować przy tym drugą osobę.


Każda historia jest inna i trzeba na nią patrzeć w ujęciu całościowym. Jeśli związek zabrnął już daleko (ślub, dziecko, kredyt), to rozwiązanie nie będzie tak łatwe. Trzeba szczerze przemyśleć swoje życie i zastanowić się co zrobić. Zadawać sobie proste pytania. 



Czy go kochasz?
Czy chcesz, żeby tak wyglądało twoje życie? 
Czy bez niego byłoby ci lepiej?


Kochane, wymagajmy związku, który da nam szczęście. Takie zwykłe, normalne, ludzkie. 
  • Bo zasługujesz na związek, który da ci szczęście.
  • Bez względu na to jak jesteś pokaleczona, możesz zbudować zdrowy związek.
  • Nie udawaj, że nie widzisz tego, że jesteś w nieszczęśliwym związku, tylko dlatego, że boisz się samotności.
Rozstanie z nim było jedną z najlepszych decyzji mojego życia. Jeśli będziecie trwać w BEZSENSOWNYCH związkach, szczęście może was nie znaleźć, a życie może przeciec wam przez palce. Mnie znalazło, chociaż bardzo długo go nie zauważałam. Bo okazało się, że ktoś na mnie czekał. Walczcie o swoje szczęście, bo w końcu spotkacie kogoś, dzięki komu zrozumiecie dlaczego wszystkie poprzednie związki były porażką!

Bardzo przepraszam za długi post i solidną dawkę prywaty, ale chyba musiało to ze mnie zejść. A czy Wy macie doświadczenia z takimi związkami? Może mogłybyście poradzić coś kobietom, które męczą się w takich relacjach? 

Będzie mi bardzo miło jak polubicie moją stronę na Facebooku i będziecie śledzić mnie na Instagramie ;)

273 komentarze:

  1. Też byłam w związku, którego żałuję, jednak wiem, że dużo mnie nauczył. Dzięki cierpieniu w tamtym czasie teraz jest mi o wiele łatwiej. Wiem, że najważniejsze jest to co ja o sobie myślę, wiem jaką mam wartość i nikt tego nie zmieni, wiem też, że nie należy ufać ludziom. Ja mam bardzo proste wytłumaczenie - że jeśli nie przeżyłabym tamtych chwil, zrobiła coś inaczej, nie spotkałabym na swojej drodze mojego obecnego partnera :)
    A moja rada - nie pozwalać mu 100 razy obiecywać zmiany, jak za pierwszym razem tak nie będzie to do widzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę dokładnie to samo. Wszystkie moje porażki, pokrętnie, bo pokrętnie, ale prowadziły mnie do obecnego partnera :) Nie można chcieć zmiany drugiej osoby, tylko zastanowić się czy jej brak (zmiany, nie osoby) będziemy w stanie zaakceptować :)

      Usuń
    2. Wlasnie tydzien temu po 8 miesiacach uslyszalam,ze nie jestem kobieta z ktora chcialby zakladac rodzine..przez 6 miesiecy wyzywal mnie,ponizal,manipulowal,mieszkal za free i kiedy zazadalam 150zl na swiatlo i wode powiedzial,ze woli u siebie mieszkac.Dzis szuka kontaktu,prowokuje,wyrzucil z fb i znow zaprasza..trzymam sie dzielnie..nie odpisuje.Jest ciezko..nie ukrywam..ale przeczytalam ta strone i zrozumialam,ze to prawda..tak wygladalo moje zycie z nim!!Obiecywanki cacanki..a za pare dni to samo!

      Usuń
    3. Ja w tej chwili przezywam dramat!!!
      Po 5 latach kolejny setny raz wyzucilam go z domu..
      To co mi dal to tylko ja wiem...
      Bicie gnojenie od najgorszych..zdradzanie..moje dzieci wyzywał a na domiar tego do mojej córki się dobierał..
      Chodzilam z nim do psychisyry ..prosilam aby się zmienił..
      Jestem niezależną konieta..mam swój dom..mężczyźni się starają o mnie..dbam o siebie bardzo..a przez niego jestem nikim..zakompleksina ponizona bez godności..
      Zgubilo mnie to ze jest z wyglądu to mój ideał mężczyzny..ale wiem ze urody do miski nie wloze...tym bardziej ze jest dużo starszy o de mnie..
      Ale parę dni temu..czara się przelała
      Tak się upił po spotkaniu rodzinnym,tak mnie zaczol wyzywac co ja słowem się nie odezwalam..
      A w nocy zerwał się i zaczol mnie bic po głowie..
      Dzieci się zerwały zaczęły krzyczeć..
      W nocy wyzucilam go z domu i mam nadzieje ze Bóg mi do pomoże..
      Aby wytrwać w tym abym zdania nie zmienila ..
      Bo jeśli wybacze!!!to będzie juz po mnie..
      To co ja mam w tej chwili to jest prawdziwy toksyczny związek...!!!tym bardziej ze jestem po rozwodzie i z byłym mężem z klasa się roztslam a z takim kims nie mogę sobie poradzić..
      Boże daj mi sile...

      Usuń
    4. CD..mojego dramatu..
      Na portalach randkowych ma kilka profili..
      Nie wylogowal się a tam setki wiad..
      Na FB kolejne wiad z kobietami..
      Najgorsze jest to jak ciągle zmuszał mnie do sexu..
      Przez dwa lata go utrzymywała..a jak dzięki mnie prace znalazł to problem był aby dal na rachunki..
      Z drugiej strony zabierał mnie na wyvieczki ..kupował pierścionki kwiaty..
      Czuje się jak bym była ze schizofremikiem..
      Byłe jego kobiety założyły sprawy sądowe mu..to powinno mi dac juz do myślenia..
      Ludzie obcy na wycieczkach mówili mi dziewczyno uciekaj!!a ja ciągle myslalam ze się zmieni..
      To co on ze mną robi to ja powinnam wyladowac u psychiatry..
      Ze jestem aż tak głupia..ale nawet pisząc to wam ściska mnie w piersi..bo kocham go bardzo pomimo tych krzywd..ale najbardziej nie mogę sobie wybaczyć to ze moje dzieci zamykają się w pokojach jak go x powrotem przyjmuje..
      Zalozylam sobie profil na portalu randkowym może jak kogoś innego poznam to zobacze różnice.
      Czuje się jak to ja bym była chora psychicznie ze taki ktoś zawładnął moim życiem..

      Usuń
  2. Ostatnio gdzieś mi się przewinęło, że "przepraszam" to nie gumka do mazania. Banalne i jakie prawdziwe. Każdy popełnia błędy, ale jeżeli ktoś popełnia nieustannie te same i słowa "przepraszam" używa jak gumki, ot wymazane, było nie było... Otóż nie, są słowa, które nigdy nie powinny paść, i których się nigdy nie zapomina..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, "przepraszam", to nie gumka do mazania. Warto zapamiętać. A dalej napisałaś wszystko, co myślę, a o czym zapomniałam napisać wyżej. Niby słowa, to tylko słowa... ale są takie, których się nie wybacza i których się nie zapomina.

      Usuń
  3. Ja w domu zobaczyłam za dużo. Nie ma opcji, żebym dała się poniewierać facetowi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam taki toksyczny związek i po roku chodzenia z tym facetem uświadomiłam sobie, że stać mnie na kogoś lepszego, kto mnie nie zdradza i nie kłamie w żywe oczy :)

    I-am-Journalist.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, samą prawdę powiedziałaś. Jeśli jestem w związku, a nie mam ochoty się uśmiechać i wyglądam jak siedem nieszczęść to czas na zmiany. Kobiety, które żyją w dobrych związkach zawsze wyglądają kwitnąco. U mnie też w kratkę. Na początku wielka miłość, ślub i dwoje dzieci, a później różne kwiatki zaczęły wychodzić. Szkoda gadać, musiałam dużo się napracować, żeby nie oszaleć. Uważam, że jest łatwiej, kiedy piękny odsłoni swoje prawdziwe oblicze przed rozkręceniem rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Od razu po kobiecie widać czy jest szczęśliwa. Podpuchniętych oczu i zmęczonej cery makijaż do końca nie zakryje, a ta szczęśliwa będzie piękna nawet rano bez makijażu, bo ze szczerym uśmiechem na ustach. Zdecydowanie łatwiej jak wcześniej odsłoni się wszystkie karty, szkoda, że tak wiele rzeczy można ukryć...

      Usuń
    2. Ja tez bylam w toksycznym zwiazku ale tylko przez 2 miesiące,bo po dwóch miesiącach pokazal co potrafi.Z niczego nic zaczal mnie wyzywać i wtedy zrozumialam ,ze zaczyna sie źle dziac .A skoro po dwóch mies.sie juz psuje to potem będzie tylko gorzej,od agresji slownej do przemocy fizycznej(a facet mial warunki wzrost 1.86,staly bywalec silowni).Wolalam nie sprawdzać co będzie dalej.Zakonczylam znajomość,skomlil jak pies ale ja bylam nieczula,NIE MOZNA SIE NAD TSKIMI LITOWAC BO TO ICH GRA.

      Usuń
  6. Ja na szczęście miałam pierwszego chłopaka z prawdziwego zdarzenia i on mi pokazał jak powinien wyglądać związek. Plus nieciekawe wspomnienia ojca ... Dla mnie sprawa jest prosta: żądam szacunku. To że ktoś był pijany czy wzburzony nie jest dla mnie żadnym argumentem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję kochana że wyzwoliłaś się już z tego i właśnie o tym piszesz. Być może Twój post otworzy oczy innym osobom i zrozumieją w jakim bagnie tkwią. Niestety do każdej decyzji trzeba dojrzeć samemu, a niektórzy nigdy tego nie robią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, każdy/a musi do tego dojrzeć. Przyjaciele mówili mi milion razy, żebym nie wracała, że jest mi źle i że to nie jest miłość. Dopiero po kilku latach zrozumiałam, że to koniec. Musiałam sama sobie uzmysłowić jak głęboko w tym wszystkim siedzę, żebym miała odwagę wyjść. :)

      Usuń
  8. ostatnio wpadła mi w ręce książka przedstawiająca szokującą, prawdziwą historię toksycznego związku i przemocy domowej
    Tina Nash Oślepiona serdecznie polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie przeczytam, sprawdzę jak za kilka dni pójdę do biblioteki!

      Usuń
    2. Fatalne zauroczenie wlasnie skonczylam :) kay Schubach - na fakcie , jesli lubicie tego typu ksiazki to polecam :) ja sama niewiem czy tkwie w takim zwiazku , jestem 5,5 roku , mieszkam z facetem prawie 3 , jestesmy zareczeni , patrzac z perspektywy czsu od poczatku bylo cos nie tak , pisal z laskami czasem udajac ze jest sam - pd 2 lat tego nie robi ale wczesenij byly lewe konta , zboczone portale , potrafi okazac milosc , zyjesz z kims jest czescia twoejgo zycia , wiec ciezko podjac decyzje o roztsaniu , ja przez caly zwiazek liczyl;am ze sie zmieni , z laskami przestal pisac wiec czulam ze wygralam ale potrafi powiedziec do mnie : gnoju , debilu , idiotko , szmato - szmato juz nie mowi ale mowil i to z reguly jak cos nie idzie po jego mysli , ma po0rywczy charakter , jak cos upuszcze np leci tekst " i co to robisz gnoju" jak ja cos mu tlumacze " ty jestes debilem " i to nie ze w klotni tak poprostu mu lekko to prz4echodzi , oczywiscie nie naleze do kobiet ktore sie skula i pojda w kont , powiedzialam mu ze ja tego nie ytrzymuje i wkoncu przyjdzie kres mojej wytrzymalosci , to teraz jak powie mi jedno z w/w slow , to ja chce wyjsc to on przez ja kotku powiedzialem , on pracuje za granica ostatnio byl ja bylam w pracy to zrobil mi obiad i mi go przywiozl , zmierzam ze on potrafi byc kochany , mi zarzuca ze wczesniej bylam kochana ze po za nim swiata nie widzialam a teraz niechce sexu nawet uprawiac , bo wczesenij bylo czesciej , tlumacze mu zr jak ja mam sex z kims uprawiac kto mni nie szanuje , on tego nie rozumie , mowie mu zeby ne byl nachalny bo jest w sexie nachalny i mysli tylko o sobie momentami probuje robic tak jak ja chce zeby mnie jakis uwiodl ale na chwile , osttanio mnie zmusil przestal jak mi lzy polecialy , mowie mu ze to gwalt , on ze ja mu niechve dawac a on ma potrzeby , tlumacze ze ma isc do sexuologa ale on za greanica potem przyjezzda na chwile i jedzie to zawsze cos , generalnie jestem w matni bo czasem mi sie wydaje ze nie bede przy nim szczesliwa nigdy , nawet mu powiedzialam ze niechce byc jego zona bo sobie nie wyobrazam meczyc sie tak cale zycie , ale jak z 2giej strony pomysle ze mialabym go zostawic to mi przykro , szkoda mi tego wszystkiego , wiem ze wady mozna zaakceptowac ale nie takie , niewiem co mam robic , czuje sie jak w potrzasku, bo tuli sie do mnie okazuje milosc a jak cos jest nie tak wyzywa a za 5 min przekreca ze powiedzial korku , w zlosci mowi np ty gruba pierd.... swinio , raz bylam pewna w 100% ze wyjde ale nei dal mi zabrak tel klucze zaczal plakac ze sobie bezemnie nie poradzi , dodam tez ze jego ojciec jest strasznym tyranem do swojej zony potrafil powiedziec " ty ku.... szmato zebys zdechal " albo do mnie o swojej zonie na pytanie gdzie jest " jaka Pani ta ku..." czasem tluamcze ze widzial w domu przemoc fizyczna i psychiczna , ojciec tez za granica nie rqaz z nim byl , nie jest taki sam coprawda ale mysle ze jego nie nauczyl nikt szacunku do kobiet , matka dajaca sie ponizac , siostry ktore mialy trudniej niz on bo matka potrafila przyleciec od kolezanki zgrzac obiad bo biedny pracuje a siostry musialy same mimo ze jedna mala a druga tez pracowala, powiedzcie dziewczyny czy walxczyc o niego , zmieni sie? wytepie to wychwanie te bolesne wady> ja myslalam zeby isc z nim do jakiegos psych0looga ale on obiecal mi kiedys ze pojdzie a minely 2 lata ;/ pozdrawiam was serdecznie wszystkie :)

      Usuń
    3. Kobieto uciekaj! Byłam w identycznej sytuacji. Oni sie nigdy nie zmieniają. Zawsze będzie tak a z czasem jeszcze gorzej. Na koncu nie bedziesz Pania tylko kurwa jak to bylo u niego w domu

      Usuń
    4. Uciekaj, zostaw go, ja teraz się nad tym zastanawiam...Jestesmy razem prawie 4 lata, a mieszkamy od dwoch... NIe szanuje mnie, w ogole, wczoraj sie poklocilismy, nawet mnie nie slucha, siedzial w tablecie, po czym stwierdzil, ze nie chce, zebym byla z nim w Sylwestra, bo psuje nastroj i "zje...ię" mu impreze... Duzo tego, ale generalnie koledzy, przyjaciele są wazniejsi ode mnie, a ja jestem tak glupia, ze nie lubie, jak sie ktos na mnie gniewa i go jeszcze przeprosilam... Tak, wiem, zenada... Zle mi z tym, stracilam szacunek do samej siebie... Moj mlodszy brat powiedzial, ze (ja tego nie odbieralam w ten sposob, chcialam, zeby bylo milo i dlatego tak robie), wszystko sama robie, podaje obiad, zrywam sie z uczelni, pedze z pracy, zeby tylko cos dobrego prztgodowac, sprzatam... A on czesto mnie krytykuje, ze sie nue staram... Czy cos jest ze mna nie tak? Jestem tak znerwicowana, ze wczoraj znowu (drugi raz juz w ciagu 4 miesiecy) podrapalam sie do krwi, nigdy tak nie reagowalam... :((

      Usuń
    5. Do Joasi
      Uciekaj, nie myśl że się zmnieni! Będzie tylko gorzej, każda ci to powie, która ma takiego męża, coraz łatwiej będą mu przychodziły kolejne epitety. Uciekaj póki nie zdeptał w tobie resztki poczucia godności, zanim znienawidzisz siebie samej, nie marnuj z nim życia, bo GORZKO będziesz płakać.

      Usuń
  9. I pomyśleć, że to wszystko dzieje się bardzo często z niskiego poczucia własnej wartości. On nas terroryzuje, bo gdy tego nie robi czuje się mniej warty, a my tkwimy bo przecież bez niego nic nie znaczymy... Jest o tego typu relacjach bardzo fajna książka, która nie tylko radzi co masz zrobić i jak wybrnąć z tego typu patowych sytuacji, ale pozwala zrozumieć DLACZEGO on tak się zachowuje. Jeśli będziesz zainteresowana to podam Ci tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa :) Będzie miło, jeśli podasz tytuł tej książki.

      Usuń
    2. Forward Susan - "Toksyczne namiętności". Polecam, nawet tak profilaktycznie, na pewno jeszcze bardziej pomoże Ci pewne kwestie dostrzec i je poukładać :)

      Usuń
  10. Nigdy nie miałam styczności z takimi facetami - niektóre kobiety (przepraszam, nie chcę nikogo obrazić) takich przyciagają, bo mają niskie poczucie wartości. Nie, że ja jestem zadufana w sobie, po prostu jasno wysyłam sygnały, czego chcę od partnera. Muszę dać ten tekst do przeczytania mojej siostrze, bo bardzo się o nią martwię, a wszystkie symptomy się sprawdzają w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lena, bardzo wartściowy tekst. Przed chwilą wrzuciłam stronkę na facebooku https://www.facebook.com/pages/1001-pomys%C5%82%C3%B3w-i-trik%C3%B3w-na-szcz%C4%99%C5%9Bliwe-%C5%BCycie/627412367322986?hc_location=timeline

    serio, wróżę Ci sukces bloga. Co do statystyk, to samo sie nie naprawiło, napisałam im szybko wiadomość i odpowiedzili w kilka minut, że to coś z Css i już to naprawili , nawet podziękowali mi za wykrycie "buga" ;-) a to Tobie powinni. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Ania za zamieszczenie i za miłe słowa! :) Do sukcesu jako takiego jeszcze daleko, ale dla mnie największym sukcesem będzie, jak będę prowadzić bloga nieprzerwanie np. przez pół roku... bo z tym zawsze mam problemy. Ooo :) Pomogłam wykryć buga - fantastycznie! Najważniejsze, że wszystko już działa.

      Usuń
  12. "Jeśli przy mężczyźnie nie błyszczysz, widzisz tylko swoje wady, to nie bierze się to z kosmosu. Słowami rzucanymi w gniewie również można poorać kobiecość." Bardzo mądre słowa. Kobieta w takiej relacji będzie miała jeszcze większą tendencję do deprecjonowania siebie, " to ja mam kompleksy, to ja jestem słaba", nie zauważając negatywnego wpływu tej drugiej osoby na jej samopoczucie.
    Bardzo mądry i odważny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  13. W związku najważniejsza jest wolność i szczerość. Jeśli możesz być sobą, i jesteś, przy tej drugiej osobie nie musisz szukać dalej, Czasem są krzyki, czasem psychodramaty ale kurczę, kobiety nie są bez winy, to my jesteśmy drama queens i uwierzcie mi, jestem mega .. "męska" a i tak zdarza mi się odwalić takie psychodramy, że mi aż wstyd. Więć czemu jemu nie wolno? Każdemu się zdarza manipulacja, każdemu może się zdarzyć zazdrość, czasem nawet chora - ale to nie oznacza, że powinniśmy rezygnować. Ja już się nauczyłam, że wszystkim nam jest tak daleko do perfekcji i powinniśmy dawac sobie szanse, starać się a nie wierzyć w te zachodnie pierdoły o tym, że każdego możesz zmienić na lepszy model. Ktoś może ma swoje problemy z psychiką, każdy ma!! - nie mamy prawa oceniać wszystkich tak krytycznie bo sami mamy tak wiele wad. Także pamiętajcie - dajcie z siebie wszystko, bądźcie sobą i zoabczcie co się stanie. Będzie czasem ciężko, trzeba rzucić czasem talerzem czy dwoma, ale to nie oznacza, że jak facet zrobił coś kilka razy nie po naszej myśli to "nie jest mnie warty", "tworzę toksyczny związek", "zmienię go na lepszy model".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz bardzo dużo racji, w każdym związku mogą się zdarzyć kłótnie z rzucaniem talerzami, ciche dni i większe problemy. Jesteśmy tylko ludźmi, ścieramy się charakterami, uczymy siebie nawzajem. Ale w niektórych związkach warto wytrwać, a w niektórych nie. Niektóre nie dadzą nam nic dobrego, a jeśli czujemy, że nie dadzą nam szczęścia, warto szybko podjąć środki zaradcze. Liczy się też podejście do problemu, sposób kłócenia się i próby przedyskutowania wszystkiego i powrotu do parametrów sprzed kłótni. W obecnym związku również się ścieram z partnerem, chodzę obrażona, on ma do mnie pretensje... ale wszystko wygląda inaczej i wiem, że oboje zrobilibyśmy wszystko, żeby druga osoba była szczęśliwa.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Tobą jak najbardziej, chciałam tylko zaznaczyć, że w dzisiejszych czasach z każdej strony wmawiają nam, że jesteśmy tyle warci, że możemy każdego wymienić na kogoś lepszego a tak naprawdę musimy dać z siebie jak najwięcej, starać się i walczyć o zdrową relację (:

      Usuń
    3. Dokładnie, masz rację :) Na pewno widziałaś grafikę na demotywatorach z parą staruszków: "Babciu, jak to się stało, że jesteście ze sobą tyle lat i jesteście szczęśliwi? Bo wiesz wnuczku... my żyliśmy w czasach, kiedy jak coś się psuło, to to naprawialiśmy, a nie wyrzucali do kosza"... i to jest w jakimś stopniu prawda.

      Usuń
    4. Oooo nie widziałam ale dokładnie trafia w sedno.

      Usuń
  14. Byłam w 2 poważnych związkach. Pierwszego chłopaka to ja zostawiłam. W końcu nadszedł TEN MOMENT i bardzo dobrze, bo nie wiem co by ze mnie zostało gdybym nadal z nim była. Drugi związek. To mnie chłopak zostawił... Teraz jak sobie o tym pomyślę, to cały czas chodziło o mnie. Co by się nie działo to wszystko przeze mnie, wiecznie moja wina, wiecznie ja. I naprawdę zaczęłam myśleć, że jestem złym człowiekiem, że niszczę drugą osobę... Ale chwileczkę! To, jakie jesteśmy będąc z kimś związane: jak się zachowujemy, czy jesteśmy podejrzliwe w stosunku do tej drugiej osoby, zestresowane, nie ufne to zależy w dużej mierze od tego, jaki jest nasz partner w stosunku do nas. Jeśli raz zawiódł nasze zaufanie, jeśli raz nas okłamał to jak można normalnie funkcjonować? Zastanawiam się jak to jest być w normalnym związku. Bo ja jeszcze takiego nie miałam.. W sumie 6,5 roku stresu, nerwów, niepewności i kłamstw. Zastanawiam się jaka ja tak naprawdę jestem. Jaka mogę być, będąc z jakimś fajnym, normalnym facetem... Nie wiem.
    M.

    Kolejny super post! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M., mam nadzieję, że niebawem będziesz miała okazję się przekonać - i poznać powód dlaczego wszystkie poprzednie związki były porażką. Bo w tym związku będzie normalnie. W normalnym związku WSZYSTKO wygląda inaczej. Tak jak napisała Gaja "Kobiety, które żyją w dobrych związkach zawsze wyglądają kwitnąco". Jeśli nawzajem się w związku podniszczamy, żadne z nas nie będzie szczęśliwe. Jeśli oboje bardzo staramy się o szczęście drugiej osoby, może być tylko dobrze.

      Usuń
    2. Witam kobietki! zupelnie jakbym czytala o sobie, cokolwiek bym nie robila to maz i tak zawsze wynalazl jakis blad, a to ze koszulka mu zginela a to ze na patelni jest plamka a to ze odrabiam za dlugo lekcje z dzieckiem...a wiecie co mnie najbardziej denerwuje- ze on robi z siebie meczennika ze pracuje zarabia a ja tego nie doceniam, to co przepraszam mam przed nim klekac na kolanach? Nie wolno mi miec swojego zdania, nie mam znajomych bo zaraz by 100razy wydzwanial z kim jestem i kiedy wroce, wszystko jest pod jego dyktando a on sie nad soba uzala do wszystkich znajomych....

      Usuń
  15. Ja niestety albo stety dużego doświadczenia z facetami nie mam, więc takie coś mnie nie spotkało, ale w otoczeniu często widzę takie sytuacje... Przykre to bardzo.
    PS. Świetny szablon :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja również nie mam zbyt dużego doświadczenia z mężczyznami ale uważam, ze kobieta w związku powinna się raczej dowartościowywać i błyszczeć a nie blednąć i dołować się. Świetny tekst ! Jestem pod ogromnym wrażeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy nie byłam w takim "toksycznym" związku, ale obserwowałam to u niektórych znajomych i nigdy nie rozumiałam jak mogą tkwić w czymś takim. Całe szczęście, że Ty potrafiłaś w porę z tym skończyć :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak dobrze, że mnie to nie dotyczy :) Od prawie 3 lat jestem w związku wręcz idealnym :) (bo czasem też są złe dni, ale ważne by się wspierać i być na dobre i na złe) :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Na mnie raz facet podniósł rękę, bo sama na to sobie pozwoliła, nie miałam skrupułów aby odejść, bo to zwykły cham był, szkoda mi tych osób, które opanowuje strach i boją się swojego faceta :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostałem parę razy. Byłem wtedy zdruzgotany ale sa ważniejsze żeczy. Tak uważam więc ciągle to samo...Kobieta niestety też potrafi, proszę mi uwierzyć.

      Usuń
  20. Nie zgadzam się z tym, że to wszystko nasza wina. Uważam jednak, że same na to pozwalamy. Kiedy kobieta sama siebie szanuje to jej facet sobie na takie zachowania nie pozwala. Pamiętać jednak trzeba, że nikt nie jest idealny. Nie ma idealnych związków. Zanudziłabym się na śmierć z facetem, który by mi tylko cukrzył. Bądźmy niezależne to chyba podstawa udanego związku.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam koleżankę w związku jakim opisujesz. On pije, nie wraca do domu (parę razy nocował na komisariacie), nic go nie obchodzi, to ona jest beznadziejna i on ją zostawia. Wraca do mamusi. I po tygodniu wraca na kolankach, on się mylił, on się zmieni, on zrozumiał. Sielanka trwa ze 3 tygodnie i zaczyna się znów źle dziać. W końcu on znów się wyprowadza. I tak w kółko od dwóch lat, czyli odkąd ją znam.
    Ona szaleńczo zakochana i nic nie dociera. Ale w sumie jej wybór, jeśli jej pasuje życie w takim związku, to co innym do tego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zegarek w komentarzach Ci nie działa. Ja swój komentarz dodałam 11.02 o 7:11, a nie dzień wcześniej po 22giej;)

      Usuń
  22. Łatwo odejść jak jest się tylko we dwoje....
    Niestety w moim przypadku mąż zmienił się o 180 stopni zaraz po urodzeniu się naszego dziecka. Szczęście prysło jak mydlana bańka. Dlaczego?!? Nie mam pojęcia....
    Gehenna trwa już 8 lat . Z przemocy seksualnej mam z nim 2 dziecko - byłam zmuszana do zbliżeń.
    Nie mam gdzie się wyprowadzić. 5 lat temu złożyłam podanie o mieszkanie socjalne do Urzedu miasta... i nadal jestem daleko za początkiem listy ....
    Nie mam pracy , bo ciężko jest znaleźć coś w godzinach działania przedszkola ( na opiekunke mnie nie stac).


    Znajdzie się ktoś mądry ze złotą radą teraz?

    W naszym kraju kobiety takie jak JA , skazane są na życie w toksycznych zwiazkach... opieka socjalna nie pomorze... ani miasto ...



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WITAJ KOCHANA JAK PRZECZYTAŁAM TWOJA WIADOMOŚC TO ŁZY SAME PŁYNĄ MI PO POLICZKU ;( TEN TWÓJ MĄŻ TO TYRAN I DESPOTA! CHETNIE BYM CI POMOGŁA ALE NIE JESTEM OSOBOM MAJĘTNĄ:( POWIEM CI ZE FACECI TO DRANIE CZESTO ZROBIĄ COS ZANIM POMYSLĄ! nAPRAWDE BARDZO CI WSPÓŁCZUJĘ ALE WIEM ZE OD SAMYCH SŁÓW CI NIE POMOGĘ:(

      Usuń
    2. właśnie to jest to dlaczego was nie szanuje, sama uzależniacie sie od partnera finansowo i to on nad wami góruje, on zarabia i was utrzymuje wam to na reke ale do czasu, takiego jak Pani opisuje.
      Ja też mam kobiete, ona bez ambicji, perspektyw, ja z nią jestem ze współczucia, sam zarobiłem za granicą na dom, mieszkanie i samochody, nawet jeden mi skasowała.
      Tak na prawde nie mam dla niej szacunku, bo uważam ze sam wszystko osiągnąłem dzięki pracy, a ona się boi wszystkiego, iść na basen, na siłownie, rozwijać się.
      Przepraszam ale to moja szczera wypowiedź może weźmiecie się za siebie, wielu jest chamów jak widzą że gdzieś mają przewage to to wykorzystają, zwykłe prostaki, nie dawajcie się im. Moja siostra zarabia w korporacji bardzo dużo i to ona ma swojego męża pod pantoflem, jak coś podskoczy to dostaje kopa i wyjazd. No ale to trzeba skonczyć dobrą szkołę, rozwijac sie i znac kilka języków płynnie, słowo klucz to niezależność, unabhangigkeit, independence, uavhengig - ja znam te jezyki i moje dobra pochodzą stamtąd.

      Usuń
  23. Przykro mi, że musiałaś przez coś takiego przejść :( Taki związek psuje psychikę i czasami ciężko dość do siebie i uwierzyć w siebie. Cieszę się, że Tobie się to udało i życzę też aby innym dziewczyną też się udało tak jak Tobie. Wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
  24. Trafiłam tu do Ciebie z bloga Ania maluje, i się cięszę że poleciła tego posta:) Już po tym jednym poście wiem że chce pozostać tu na dłużej :) Co do toksycznego związku, to mam taki za sobą długo trwał i wiele mnie kosztował. Najciężej było to zakończyć, bo uczucie.. Ale ten rozdział już zamknięty.

    OdpowiedzUsuń
  25. no i się popłakałam. (ale już jest po i nie chcę wracać)

    OdpowiedzUsuń
  26. Hmmm... Jestem w fazie zastanawiania się nad rozstaniem. Duszę się, męczy mnie jego obecność na okrągło (mieszkamy razem kilka miesięcy, związek prawie trzyletni), rozglądam się w kółko za kimś innym, mam nadzieję, że z pewną koleżanką się zbliży. Wszyscy moi znajomi i przyjaciele oraz rodzina (bez wyjątków - serio) twierdzą, że jest nic niewarty, tłamsi mnie swoim zarozumialstwem zamiast motywować (słownie motywuje, ale nie przekłada się to na praktykę). Nikt go nie lubi, poza tym on nie ma przyjaciół (samych znajomych, na których nie może polegać). Toksycznie chyba nie jest, chyba, że jeden punkt z listy wystarcza - często po naszych kłótniach, rozmowach czuję się gorsza od niego. No i nie szanuje swojej matki (wiele dla niej robi i chce dla niej dobrze, ale bardzo często ją obraża).
    Co do rozstania - nie mam żadnego zręcznego powodu, nie obraża mnie (tylko moja świadomość jest słabsza mimochodem), i dlatego tak ciężko mi się na to zdecydować. Obserwuję sytuację już trzeci miesiąc i coraz mniej podoba mi się jak układamy nasze życie - niektóre decyzje, które podejmuje o moich rzeczach muszę wielogodzinnie zwlaczać (tyczą rzeczy, których nie chcę zmieniać). Czuję, że muszę coraz więcej cierpliwości okazać a coraz mniej czuję radość z bycia razem, chociaż ona wciąż jest.
    Trochę się rozpisałam, ale takie podsumowanie komuś ułatwia czasem podjęcie decyzji.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależny od hierarchii wartości. Można się poświecić czemuś. ktoś nie wytrzyma jednego złego słowa a ktoś inny słucha to codziennie każdego dnia.

      Usuń
  27. Mądry tekst....dałaś mi do myślenia...

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetnie wszystko ujęłaś :) Bardzo mi się przydało to co przeczytałam ,zapisałam sobie stronkę na wypadek gdybym przypadkiem zapomniała co się tak naprawdę w związku i w życiu liczy :) No i również to że trzeba Siebie szanować :)

    OdpowiedzUsuń
  29. czesc mam problem bo zastanawiam się nad rozstaniem partnerem.Początki naszej znajomości były super nigdy nie przeżyłam takiego związku było naprawdę zajebiście ale kiedy wprowadziłam się do niego i widywaliśmy się codziennie i nastąpiła monotonność wszystko się waliło. ja jestem osoba która zrobi wszystko dla drugiej osoby pokazałam facetowi ze za bardzo mi na nim zależy, ale on to wykorzystywał i wolał imprezki z kumplami swoimi gdzie potrafił nawet prze swoich kumplach spowiadać coś się dzieje w naszym związku nawet głośno mówiąc przyznał się ze ja a do niego nie pasuje bo PRZYTYŁAM jak on to twierdził ze ja to wysportowany jestem a ty zapuszczona pusta dziewczyną która jest bez pracy i prawka. kiedy usłyszałam to wszystko popłakałam się wtedy usłyszałam "czego się mażesz" "czego ryczysz" łzy cisnęły mi się do oczu. cały czas upokarzał mnie i wygadywał ze to za jasne włosy mam, ze nogi krzywe, ze brzuch za duży, wogóle w jego całym opisie byłam dziewczyna najgorsza. Uświadomił mi swoimi słowami które kierował do mnie i wyzywał od najgorszych ze tak naprawdę ja się przestałam czuć jak kobieta wiem ze jeśli z nim zerwie to będzie mi ciężko zaufać komuś innemu bo będę bała się ŻE JESTEM DZIEWCZYNĄ DLA ZABICIA CZASU jak on to MÓWI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko po co ty z nim jeszcze jesteś? Zastanów się po co? kopnij go w D*** zajmij się sobą po co ci ktoś kto cie poniża ? Facet ma budować nasze poczucie wartości dla niego mamy być najpiękniejsze nawet bez makijażu czy też chore lezące w dresie i zasmarkane.W końcu zniszczy w tobie całkiem poczucie własnej wartości i będziesz tkwić w tym związku bo będziesz się czuć najgorsza brzydka itd uciekaj !

      Usuń
  30. Mnie zona nazywała debilem i głupkiem parę lat, teraz jest nie odzywanie się przez rok a nawet dłużej i wykrzywianie twarzy gdy przechodzę. Nie wypominam o innych rzeczach. Chyba właśnie cisza jest nawet gorsza, bardziej upokarzająca.

    OdpowiedzUsuń
  31. U mnie zgadza się wszystko oprócz grozenia zrobienia sobie krzywdy...wczoraj spakowałam swojego partnera i powiedziałam "to już ostatni raz" no właśnie...wczoraj...kiedy po nieudolnych próbach błagania przeplatanych epitetami w moją stronę i wszystkich mi bliskich wykrzyczal ze zabierze nawet listwy podlogowe i drzwi do łazienki. Po 8 latach związku zostałam z dwumiesieczna córeczką. A dzisiaj 13 połączeń nieodebranych, dziesiątki smsow w których wspomina piękne chwile :( Jestem emocjonalnym wrakiem...jaki był naprawdę? Wierzcie że po tylu latach nie wiem...a ja jaka jestem? Czy tak obrzydliwa ze nie moze na mnie patrzeć o godzinie 18.00 czy najwspanialsza na świecie o 18.05? Czy wie że jestem zaradna o 19.10 czy bez niego sobie pacem do d...nie trafię o 19.20?

    OdpowiedzUsuń
  32. No właśnie jaka jestem...? Wiem ze dobrze zrobiłam! A jednak podświadomie mam nadzieję że tym razem zrozumie. To moja głupota? Desperacja? Ktoś może wie i mi odpowie :( Zawsze byłam odważna, towarzyska a teraz szkoda gadać. Zniszczył mnie ktoś w imię źle pojętej miłości

    OdpowiedzUsuń
  33. Witam, czytam ten artykuł już 3 czy 4 raz i postanowiłam też opowiedzieć swoją historię.
    Parę lat temu też byłam w "związku". Na początku jakoś fajnie, rozmowy itp. Ja zaślepiona nie zauważyłam charakteru tego człowieka. Doprowadził do tego że się cięłam, chciałam skakać z okna... Wzbudzał we mnie poczucie winy, ja robiłam zawsze z niego idiotkę, wszystko było moją winą i moich rodziców, ja zawsze przepraszałam i byłam na każde jego skinięcie. Później do tego doszła przemoc seksualna... Zastanawiasz się jak to możliwe, aby dziewczyna się godziła na takie coś? A ja się godziłam, wiem, to moja wina. Byłam słaba psychicznie, podatna na wpływy innych a przede wszystkim w ogóle w siebie nie wierzyłam..
    Ale udało się. po ponad roku, ktoś mi pomógł, ktoś na mnie wsiadł, nakrzyczał i otworzył mi oczy. I mimo, że było to już jakiś czas temu to ciągle to wraca, Chodziłam na terapię, obecnie jestem pod okiem lekarza. I gdy tak sobie o tym myślę to żal mi straconego czasu, znajomości, utraconych szans ale chyba najbardziej mi szkoda tej Kasi jaką byłam zanim poznałam M. Tęsknię za nią, ale ona już nigdy nie wróci.
    PS ustawiam komentarz jako anonimowa, celowo.
    Kasia, stała czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  34. Witaj Kasiu...to ja Anonimowa powyżej-i też Kasia.Ogromnie się cieszę że udało Ci się, jesteś silną kobietą! Gratuluje...co zaś do zatracenia siebie to niestety masz rację kochana. Żadna z nas już nigdy nie będzie sobą :(

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziewczyny! Bardzo cieszę się, że napisałyście! Każda z nas ma inną historię, ale w jakimś stopniu są do siebie bardzo podobne. Takie rany jak utratę poczucia własnej wartości, szacunku i brak wiary w siebie bardzo trudno jest pokonać... ale nie jest to niemożliwe. Najważniejsze jest to, że już jesteście wolne. Też myślałam, że nie pozbędę się poczucia winy i uzależnienia emocjonalnego. Równocześnie nienawidziłam siebie, że pozwalałam siebie tak traktować. Ciągle walczyłam, ciągle płakałam, nie wyobrażałam sobie nawet jak mogłoby być inaczej. Wmawiałam sobie, że tak powinno być, że każda para się kłóci, że czasem przychodzą smutki. Najważniejsze, to wyrwać się z tego i przetrwać ten okres, kiedy jest najciężej. Potem dopiero zaczyna się prawdziwe życie. Kiedy mamy czas na rozwijanie siebie, pasje, marzenia. Jak teraz wiem, jak może być wspaniale i jak dwie osoby mogą wspólnie budować coś pięknego, szanując się i nie obrażając... Każdej z Was tego życzę! Nie szkoda mi tych "straconych" lat... wiem że wiele straciłam, ale staram się zatrzeć pewne rzeczy w pamięci. Gdyby się nie wydarzyły, być może nie doceniłabym tego, co mam teraz... Kasie, trzymajcie się! Zasługujecie na to, co najlepsze! :)

    OdpowiedzUsuń
  36. A mnie najbardziej interesuje to czy taki toksyczny facet (dla mnie taki był i dla wielu innych kobiet, a nawet ludzi pozostających z nim w innych relacjach np. ojciec- syn, brat- siostra, dla nich też jest mega toksyczny) może znaleźć w końcu taką kobietę, która pokocha i naprawdę uszanuje.
    Czy to jest możliwe, czy też jest po prostu taki gatunek faceta, który z nikim ani nigdzie nie zbuduje szczęśliwego związku?
    Od czego to zależy i co wy o tym myślicie, bo mnie np. czasem trapi ten problem czy on da komus szczęście, czy on to potrafi, a tylko mnie nie chciał uszczęśliwić?

    OdpowiedzUsuń
  37. Jestem czyjąś żoną 6 lat. Mam 5 letnia córkę, nigdy nie czułam się przy mężu kimś wyjątkowym, raczej jak kapec... Wciąż tylko słyszę, musisz się zmienić, musisz się leczyć kobieto, co z Ciebie za matka, gospodyni itd. dla swojego rodzeństwa czy obcych ludzi ma serce na dłoni, zawsze słyszę, co za cudowny człowiek... Niedawno zamieszkaliśmy s swoim mieszkaniu, radość wpływala mi dosłownie uszami, ale okazuje się, że tylko mnie, no i dziecku. Mąż przybity, stęskniony za poprzednim życiem, wśród swoich, kiedy to mógł w każdej chwili sobie wyjść. Ponieważ spędzał z nami mało czasu wspólnie, dzisiaj czuję się jak w klatce. Nie zna tu ludzi, nie wie, co ze sobą zrobić. Sprawia mi tym wiele przykrości, męczy się z nami. Każda próba rozmowy kończy się, nie chce mi się Ciebie słuchać, jesteś chora, zmień się, to i ja się zmienię. Liczą się tylko jego problemy, stresyi sposoby w jajku sposób musi sobie z nimi radzić. Ja mogę przecież poradzić sobie w czterech ścianach. Nie wiem co mam robić, jak sobie z tym poradzić. Czuję się jak piąte koło u wozu. Czamy naprawdę wierzę w to, że powinnam zacząć się leczyć...

    OdpowiedzUsuń
  38. Pewnie, że powinnaś zacząć się leczyć, ale z siebie, tylko z uzaleznienia od zblazowanego i rozwydrzonego gnojka. Tacy, jak on zawsze dbają o idealny swój wizerunek na zewnątrz, dla innych, żeby zamydlić komuś oczy, natomiast w domu, w czterech ścianach pokazują swoje oblicze, ponuraka i księcia udzielnego.
    Może tęskni za jakąś babą, z którą teraz będzie musiał rzadziej się widywać?

    OdpowiedzUsuń
  39. Miało być leczyć się, ale nie z siebie itd. a wyszło mi odwrotnie czyli bez sensu

    OdpowiedzUsuń
  40. ja tez jestem w takim zwiazku! I postanowilam sie rozstac. Ale tak mi ciezko. Dziekuje za ten artykul - moge podpisac sie pod wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  41. Poznałam go 5 lat temu. Ja w trakcie rozwodu on już kończył sprawę rozwodową. Miał syna 11 lat ja także 2,5. Początek cudowny. Rozmowy, romantyczne kolacje nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Po moim ex pijaku i hazardziście. Po pewnym przyjechał do mojego mieszkania i już został. Na początku fajnie było jak myślałam że pobędzie tydzień dwa i wróci do siebie. To już trwa jakieś trzy lata. Ciągle się kłócimy on uważa się że uratował mi życie wprowadzając się do mnie bo sama bym sobie nie poradziła. Ostatnio powiedział do mnie że jestem gówno warta. Że powinnam się udać do lekarza i leczyć się na głowę. Jak wracam zmęczona po pracy to słyszę tekst czym się mogłaś zmęczyć w tej pracy przecież nic tam nie robisz. Wracam z pracy szybko bo muszę mu obiad pod nos podać jak skończy to zabrać talerze, kolacja i śniadanie wygląda tak samo, kanapki do pracy też robię. Jak miał urlop i siedział w domu a ja pracowałam to nawet palcem nie kiwną i powiedział że jest głodny kiedy obiad. Mieszkamy u mnie ja w większości robię zakupy na naszą trujkę bo on twierdzi że nie ma kasy opłaty też są na mojej głowie ostatnio jak powiedziałam że chcę jakieś pieniądze od niego to powiedział że nie da bo wydam na głupoty jak zwykle. Wyzywa mnie od debi....ek, pierd...niętych itp. Wydaje mi się że uważa się za Pana. Ja oprucz pracy zawodowej piorę, gotuję,sprzątam, prasuję biegam z moim dzieckiem na dodatkowe zajęcia, a on po pracy rozkłada się na kanapie i ciągle słyszę jaki on jest zmęczony. Jedynie co czasem zrobi to naprawi mój samochód, ale za części to ja muszę płacić ostatnio powiedział mi że robi go za darmo a inni mu płacą. Wkurzył mnie tym co powiedział więc rzuciłam mu kase za naprawę mojego samochodu. Nie wiem co mam robić. Zawsze w kłótni wypomina mi rzeczy które powiedziałam mu w zaufaniu np spytał się na początku z iloma facetami spałam i ja głupia powiedziałam i teraz wytyka mi to na każdym kroku. Wydaje mi się że źle mnie traktuje. Mówi mi że jestem za głupia żeby się ze mną żenić. Męczy mnie psychicznie mówi że się spasłam, że żre jak świnia i że piję że jestem alkoholiczką, bo prawdziwe kobiety nie pija alkoholu. A jak kiedyś puściłam bąka w łazience to miałam awanturę że damy się tak nie zachowują. Nie mogę mieć innego zdania jak on bo wtedy mówi że jestem głupia i niemyślę. Co zrobie jak się nie zachowam jest żle. Powiedziałam mu że jak mu się nie podoba to może się wyprowadzić na to odpowiada a kto inny z tobą wytrzyma. Jego znajomi uważają go za super faceta zawsze taki uczynny pomocny miły, ale tylko dla obcych rzadko dla mnie chyba ze wykonuję jego polecenia albo zachowuję się tak jak on chce. Nie wiem ile to wytrzymam. Co wy o tym myślicie. Nie mówiłam o tym nikomu. Postanowiłam o tym napisać tu bo mogę zrobić to anonimowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana ja oczywiście uważam, że powinnaś się z nim rozstać. Wątpię, żeby kiedykolwiek się zmienił. A dlaczego w ogóle rozwiódł się z poprzednią kobietą? Może tak samo ją traktował? Jeśli tak to nawet się nie wahaj. Szkoda Twojej psychiki i zmarnowanego czasu z takim czymś. Na pewno spotkasz lepszego faceta na swojej drodze, który Cię będzie szanował :*

      Usuń
  42. oj skąd ja to znam...,wyszłam za mąż mając lat 20, teraz mam 26, dwoje dzieci i jestem rozwiedziona. Pierwsze trzy lata były sielanką-owszem,jego rodzina niezbyt mnie lubiła,bo nie byłam z domu wystarczająco dla nich zamożna,ale on nigdy nie przejmował się ich zdaniem.urodziłam mu drugie dziecko,syna i zaczęło się,jak tylko wrociłam ze szpitala....jego rodzina nakładła mu bzdur do głowy,zaczął na mnie najeżdżać,żebym (dosłownie!) wzięła się w garść i poswięciła jakiemu hobby, że fakt,że siedze w domu z noworodkiem to nie wymowka, że inne kobiety dają radę,tylko ja narzekam....że udaję kogoś,kim nie jestem, że nie potrafię zachowac się w towarzystwie....oj dużo tego było. człowiek,którego kochałam zmienił się diametralnie z dnia na dzień,pod wpływem osob trzecich,a konkretniej jego siostry,która nienawidziła mnie z calego serca. Jedyne,czego mi żal,to dzieci, że przez takie chore relacje w jego rodzinie mszą cierpieć.Ale karma wraca....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy moglabym wyslac wiadomosc prywatna ?

      Usuń
    2. Jeśli do mnie, to zapraszam czasienieuciekaj@gmail.com, a jeśli do Anonimowego, to mam nadzieję, że się odezwie :)

      Usuń
  43. ja właśnie zostałam zostawiona przez faceta w chorobie i problemach... Byliśmy razem trzy lata w ukrytym związku bo razem pracowaliśmy i on uważał ze tak będzie dobrze... nigdy nie zaprosił mnie do siebie do domu ze względu na była kobietę z która ma dzieci... powtarzał tylko ze będzie dobrze ... sama spędzałam wieczory weekendy i święta... z czasem zaczęłam domagać się czegoś więcej wiec wykrzyczał ze niczego mi nie obiecywał później znów mówił ze mnie lubi i kocha jak się upił ...zaczął mnie wyzywać ... uważał ze ma super powodzenie u kobiet a ja czułam się coraz bardziej upokorzona i traciłam poczucie wartości ....teraz mnie zostawił...kocham go i czekałam ze cos się zmieni i będzie ze mną szczery ...ostatnio slysze ze ma zone a nie była ... nie mam sily ...przez niego stracilam prace i znajomych .... co robic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, bardzo smutna jest ta Twoja historia, najgorzej jak okazuje się, że osoba, którą darzyłyśmy uczuciem, oszukuje nas. I po tym najciężej się podnieść, a już najtrudniej zaufać od nowa. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć drogę i odciąć swoje myśli od niego. Nie postępował z Tobą fair, nie zasługiwał na Ciebie. Na pewno uda Ci się być szczęśliwą. Jeśli nie teraz, bo z pewnością jest Ci bardzo ciężko, to na pewno za jakiś czas!

      Usuń
  44. witam ja jestem z mężatką od 11 lat mąż mnie traktuje jak nieroba całe zycze ma pretensje ze musi robic na rodzine a ja siedze w domu zajmuje sie domem i 2 dzieci bo niemam z kim ich zostawiac.pretensje ze nie mamy wspolnych tematów niewiem co mam robić mowi mi ze musimy sie rostac bo znudzil go taki zwiazek niemam juz sily i co robic pomozcie niepotrafie z nim rozmawiac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałabym Ci pomóc, ale niestety nie wiem jak jest w małżeństwie. Z pewnością wszystko się zmienia, optyka, spojrzenie na świat, na relacje... ale może przypomnijcie sobie co Was do siebie kiedyś pchnęło? Co w sobie lubiliście, czym się zauroczyliście? Ile lat mają Twoje dzieci?

      Usuń
  45. Wyszlam za maz majac 21 lat , dziecko mialo wtedy niecaly rok ,moj zwiazek nalezal do zwiazkow na odleglosc , widywalismy sie w weekendy a wiec wydawalo sie ze jest pieknie, mloda , naiwna , zaslepiona , moge to szczerze przed soba napisac poniewaz niestety dopiero teraz do tego dojrzalam ze tak bylo . Od urodzin dziecka mieszkalismy nadal na odleglosc ze wzgledu na prace meza, po slubie zamieszkalismy u moich rodzicow , czeste sprzeczki , niedomowienia , ale wierzylam w to ze sie "dotrzemy" , tak sie jednak nie stalo . Od 2 lat mieszkamy osobno i to ciezko nazwac zyciem , ciagle klotnie , awantury delikatnie nazywajac , maz mnie poniza to tez malo powiedziane , pol roku temu maz mnie kilkakrotnie uderzyl i wypierd... z domu , wyprowadzilam sie do rodzicow z synkiem miesiac czasu to byl dla mnie koszmar , byl plan rozwodowy zaproponowany z jego strony , on nie widzial winy po swojej stronie , to ja go sprowokowalam i wierzycie ? To ja bylam wszystkiemu winna , skreslil wszystko , chcial sie rozwiesc bo tak tylko potrafil zalatwic sprawe , nie potrzebowal rozmowy , nie mowiac juz o szczerych przeprosinach , o prosbie o wybaczenie , czas zrobil swoje , rozmowy , wybaczenie , tesknota , przyrzekal zmiane , i co ? Zmiana byla na krotko , trwam w tym zwiazku ze wzgledu na dziecko , tylko czy to jest jego dobro ? przieciez on wszystko widzi , widzi jak placze jak maz mnie poniza na kazdym kroku , jak wiekszosc z nas boimy sie odejsc , i wolimy tkwic w tym horrorze , obysmy nabraly sil kobiety i powiedzialy stop , ja poki co nie potrafie sie na to odwazyc mimo ze zdaje sobie sprawe w jakim jestem bagnie... prosze o odpowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nadejdzie czas, kiedy dojrzejesz do tego, żeby powiedzieć dość. Może nie będzie to teraz, może wtedy, kiedy będziesz miała pewność, że dziecko "zrozumie", może kiedy już naprawdę przeleje się czara goryczy. Mam nadzieje, że Ci się uda zdecydować, co będzie dla Was najlepsze!

      Usuń
  46. ja tkwie w takim glupim zwiazku juz 5 lat, sama sie za to nienawidze, ale po prostu jestem tak zaslepiona ze nie potrafie powiedziec NIE!
    Najgorsze jest to ze moj chlopak caly czas wzbudza we mnie wine I nic od siebie nie daje tylko caly czas wymaga.
    Wygaduje mi jaki to mam tylek, a jakie male piersi kiedy zwracam mu uwage mowi ze to tylko zarty...ale dla mnie nie sa smieszne.
    3 miesiace temu mial urodziny, pomyslalam o jakims super prezencie. Wzielam pozyczke kupilam mu drogi laptop I zamowilam piekny tort. Chcialam zeby byl szczesliwy w swoje urodziny.
    tydzien temu ja mialam swoje urodziny, dostalam kartke I zyczenia. Caly dzien przeplakalam I wykrzyczalam mu jak sie nie wstydzi po tylu latach po prostu dac mi NIC!!!!! nie jestem materialistka, ale skoro ja sie tak nastaralam dlaczego on nawet palcem nie ruszyl :(
    ponizyl mnie komletnie, nie odzywam sie do niego od moich urodzin a on nawet nie zdaje sobie sprawe ze zawinil.
    Nie mam slow, juz powaznie mysle zeby od niego odejsc, nawet moja rodzina mowi mi ze golym okiem widac ze mu nie zalezy...ale jak go pytam to tylko krzyczy ze znowu sobie wymyslam jakies chore historie .
    Mam go dosc.......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To TYLKO Twój chłopak. Nie łączy Was małżeństwo, dziecko, dom, kredyt. Po co tkwisz w związku z kimś, kto nawet nie potrafił Cię uszczęśliwić w Twoje urodziny i cały czas wytyka jakieś rzeczy? 5 lat to bardzo długo... czy jesteś go PEWNA? Czy to z nim chciałabyś spędzić całe swoje życie?

      Usuń
  47. Czytam te wasze posty, szukam w nich swojej historii... jestem ze swoim mężem 13 lat , tyle lat ma nasz syn. Wzięłam ślub jak miałam 20 on jest o 2 lata starszy... generalnie dzieci ale szczęśliwe dzieci... Tak szczęśliwi, że podczas tych lat doszło do trzech zdrad z jego strony. Koleżanka kolegi, koleżanka z pracy różne historie, ale każda ważniejsza ode mnie. . Zostawił mnie i nasze dziecko w poranek wigilii mówiąc, ze mnie nie kocha, pakując swoje życzy i zostawiając mnie płaczącą na podłodze. Krzyczałam, wyzywałam a po trzech tygodniach rozłąki błagałam żeby wrócił i wrócił, ale po sześciu miesiącach upokorzenia i na jego warunkach. Spotykał się z nią codziennie w pracy, a mi nie wolno było mieć o to pretensji bo straszył wyprowadzką.... To było 8 lat temu... Każde wigilia jest dla mnie powrotem do przeszłości jest to bardzo ciężki czas dla mnie. Jestem w 18tc, a moje życie zaczyna być życiem z przed 8 lat... Oszukiwał mnie zawsze tzn jak on to mówi "ja ci mowilem". Z telefonem praktycznie śpi nie wypuszczając z ręki, ma dużo pracy, obowiązków, a do domu przychodzi odpocząć. Jest mu źle, dusi się w związku... a ja się czepiam... faktycznie ostatnio nie wytrzymuje, czepiam się o wszystko, że nie rozmawia ze mną, że nie konsultuje decyzji, że traktuje mnie jak głupią, że, że, że..... Nie mam matury, natomiast on skończył liceum wieczorowe, zdał maturę a teraz poszedł na studia. Tego jestem pewna, że gdyby nie mój upór nie osiągnął by tego. A ja ? Przed maturą (bo podeszłam rok temu) miałam awanturę o pustą lodówkę oraz o to , że wypomniałam mu swoje idealne zachowanie wobec jego osoby w dniu matury. Wypomniałam bo ciągle mu wszystko wspominam. Poszłam zaryczana i pierwszy egzamin oblany, w sierpniu nie podeszłam do poprawki, nawet nie zapytał czemu, nie próbował przekonywać... znowu się czepiam... Nie radzę sobie z myślami, ciągle doszukuje się zdrady, i wmawiam sobie, że on mnie kocha i nigdy więcej mnie nie skrzywdzi... to ja jestem tą toksyczną bo się czepiam, nie pozwalam mu iść na kawę z koleżanką z roku, generalnie jestem beznadziejna bo każda inna to wręcz na siłę wypycha swojego faceta w ramiona innej kobiety, jestem beznadziejna bo on chce mieć święty spokój a ja mu go nie daje... powinnam mu dać ten spokój tylko niech ktoś da siłę do tego. Pozdrawiam Was za chwilę święta... Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  48. Biję się z myślami co tak naprawdę pani doradzic , i nie ukrywam ze przestraszylam sie czytajac na koncu za chwile swieta ... Nie wiem czy to odpowiednio odebralam ale jesli tak to naprawde jest zle ... a przynajmniej moge sie domyslac . Moja sytuacja jest nieco inna , wypowiadalam sie tutaj nie tak dawno ale jedno napewno nas laczy to ze to chyba nam ciagle zalezy na wspolnym zyciu , a to z kolei chyba przez to ze nie wyobrazamy sobie zyc inaczej , nie wyobrazamy sie zycia po rozstaniu a co za tym idzie po rozwodzie , w moim malzenstwie nie mam obaw o zdrade ze strony meza , moze zle to okreslilam , poki co problemem nie byla i nie jest zdrada zadnego z nas ... jesli pani zechce mozemy popisac na priv .

    OdpowiedzUsuń
  49. Trafiłam na posta przypadkiem. Ja mam podobna sytuację. Tyle, że ja też jestem temu winna. Daję się sprowokować, stałam się kłębkiem nerwów, czekającym tylko na jego atak. Kocham go- albo tak mi się wydaje, nie wiem już sama w co mam wierzyć. była bierna agresja, której nie mogłam znieść i mimo prób w końcu atakowałam z taką siłą, że sama się siebie wstydzę. były zaczepki z jego strony, krytyka, ciągła chęć "naprawiania" mnie i zmieniania. Była chora zazdrość, problemy z alkoholem, obelgi (są do tej pory-najgorsze z możliwych). Wybaczałam, wracałam, próbowałam zapomnieć o tym jak mnie ranił. A potem... stałam się zła, tak wewnętrznie, z rosnącą frustracją, zerowym poczuciem własnej wartości. Wiesz..najgorsze jest to, że on próbował ze mną rozmawiać, czuję, ze coś się nim zmieniło ale ja stworzyłam wysoki mur. Odrzucałam go, kiedy próbował przepraszać, kiedy faktycznie chciał coś naprawić. Wczoraj go zostawiłam ale czuję, że źle robię. Nie umiem sama siebie uspokoić, opanować jakoś tego żalu, który mam do niego i czuję się z tym najgorzej na świecie. Wiem, że teraz to ja jestem zła. zmienił mnie, wiecznie powtarzając, ze on mnie zna i że jestem taka czy siaka aż w końcu uwierzyłam i nie poznaję samej siebie. Strasznie mi smutno bo nie dałam mu szansy, mimo że widziałam chęć zmiany. Nie wiem już co się dzieję. Czy to moja wina, czy ja zawsze byłam zła czy stałam się taka jaką on mnie chciał widzieć. Chole...ra przede mna pakowanie rzeczy i wyprowadzka bo wykrzyczałam mu wczoraj, że go nie kocham i że już dłużej nie mogę ale wcale tego nie chcę. Co się ze mną stało..

    OdpowiedzUsuń
  50. Przypadkiem trafiłam na Twoj tekst.... również nie wiem jaką decyzje powinnam podjąć .. do takich rozmyslań dochodzi kiedy mąż zachowuje się w nieodpowiedni sposób i wtedy zadaje sobie pytanie 'czy jestem w dobrym miejscu' . Od 6 lat jestem w małżeństwie, mamy z mężem 2.5 letnią coreczkę, znalismy sie duzo wcześniej.. miałam świadomość ze mój maż ma jakies wady jednak zawsze byłam jego pewna, czułam się przy nim bezpiecznie, wiedziałam, ze krzywdy mi nie zrobi. Nagle po urodzeniu dziecka zaczal się zmieniać.. to był czas kiedy zmobilizowałam go do pojscia na studia i wtedy przewrociło mu sie w głowie. Ja, pomimo, ze juz ukonczyłam i studia mgr i podyplomowe nie miałam takiej syt., miałam wiele znajomych, umiałam sie z nimi bawic itd ale wszystk w granicach.. Mąż poczuł sie panem, wydzielał mi wszystko, sam decyzdował kiedy co i jak, nie rozmawiał, wyszykował sie i fru na uczelnie, przy tym wyzywał, zle traktował.. duuzo przez niego wtedy lez wylalam ale ciagle szukalam wytłumaczenia,,nawet sie o niego martwiłam ze sobie w czyms nie radzi i tłumi to w sobie (wczesniej to ja mu pisałam prace zaliczeniowe itd teraz byłam na u. macierzynskim nie miałam czasu).. po jakims czasie lekcewaznie mnie, sam się wydał.. przyszedł pijany okazało sie ze ma 2 telefon a tam sms z koleznaka z uczelni, widac zazyłe relacje.. nie mogłam w to uwierzyc, to był dla mnie ogromny cios. Tym bardziej ze ja tez jestem w miare atrakcyjna kobieta, lubiana ale nigdy nie dopuszczałam do zadnej okazji a on przy pierwszej skorzystał a przy tym mnie tak zle traktował i obwiniał :( Po niecałym m-cu wrocilismy do siebie, wakacje itd. Cieszyłam sie ze wszystko wrociło do normy, zobczyłam mojego dawnego meza, juz ta syt. mnie bardzo bardzo meczyła.. uznałam ze to udzwigne, obiecal poprawe. Niestety jego zachowania są cykliczne juz od póltora roku:( i nie o zdrady chodzi. Kiedy jest dobrze jest jak do rany przyłóz, angazuje sie w obow. domowe, ugotuje, zajmie sie coreczką. Niestety kiedy sie pokłócimy to.. u niego nie ma kulturalnej kłotni, wyzywa mnie od jeb ..ryji ost. nawet wypedził za drzwi, a potem sie nie odzywa przez 2-3 tyg. nast pwszystko wraca do normy jakby nigdy nic, nie przejmuje sie ze gdzies sie umowilismy, uroczystosci rodzinne itp..poprostu nie idzie i to ja musze swiecic oczami bo jestem osobą ze nie zlekcewaze innych nawet jak jestem pokłócona. To jest strasznie meczac psychicznie.. choc ja i tak jestem wyrozumiała i sie trzymam. Wiem ze niektóre kobiety mają bardziej drmatyczne sytuacje ale ja czuje ze nie jestem jego pewna skoro juz teraz stac go na takie zachowania, przekroczył granice i brnie dalej. Duzym obciazeniem jest jeszcze jego tata, który nie szanuje swojej zony, zdradza, olewa.. ona jest chora, zalezna od niego, ma zaburzenia depresyjne wiec sie na to godzi, nie ma nawet zednego zdania w tym domu. Mój mąż nigdy tego nie popierał i sam sie złosił na swojego ojca ale widze ze teraz przejąl od niego te zachowania w sytuacjach problemowych, nie umie inaczej chyba sie zachowac. Mam duze obawy czy powinnam dalej brnąć w ten związek chociaz wiem ze nie jestem na tyle odwazna kobietą zeby zaryzykowac i odejsc. MAm jednak swiadomość ze to sie nie zmieni i tak bedzie mnie co jakis czas meczył psychicznie.. :( Teraz jestem młoda i daje rade dzieki wsparciu jakie mam dookoła ale nie wiem co bedzie w przyszłosci, obawiam sie ze jak miałabym byc od niego zalezna tak samo zaczał by postepowac jak jego ojciec ze swoja żoną.. a to nie jest zycie:(

    OdpowiedzUsuń
  51. Też wciąż myślałam o przyszłości, zastanawiałam się czy kiedyś stworzymy udany i spokojny związek. Mam 30 lat, coraz częściej myślę o dziecku, o założeniu rodziny o tym co w życiu jest najważniejsze. Z jeden strony chciałam żeby to był właśnie on ale z drugiej, tej silniejszej- uważałam, że to nie ma szans bo będą wieczne kłótnie, wieczne wmawiania mi, podejrzenia, oceny niesprawiedliwe. Wyprowadziłam się wczoraj i nie mogę się pozbierać. Nie wiem czy dobrze się stało, powiedziałam tak strasznie dużo złych rzeczy. Za każdym razem, kiedy czułam się przez niego niesprawiedliwie oceniania to wpadałam w dół, nie mogąc mu przetłumaczyć, że nie ma racji, że nie jestem taka za jaką mnie uważa a później kiedy dół mijał rodziła się złość i gniew tak duży, że nie mogłam go w żaden sposób pohamować. Mam wyrzuty sumienia, wiem, że ze mną też jest coś nie tak, nie miałam wzorca rodziny, wiecznie uciekałam od problemów zamiast próbować je rozwiązywać, bałam się odpowiedzialności i oddania. Wiem, że też zawiniłam, że udawałam obojętną w sytuacjach w których wewnętrznie cała mnie rozrywało z żalu i goryczy. "Nakręcałam się" kiedy go nie było obok i zamiast porozmawiać to dusiłam w sobie, żeby tylko nie wykorzystał moich słabości przeciwko mnie a robił to często. Obracał na moją niekorzyść rzeczy, które mnie bolą, o których próbowałam mu mówić. Powtarzał, ze robię z siebie ofiarę , kiedy płakałam i byłam bezradna. Wpierał mi zdrady, ciągłe kłamstwa, obrażał mnie i truł od środka. Raz mnie uderzył, potem próbował przepraszać ale ja się go wtedy bałam, nie chciałam wracać. Zapisał się na terapię, przestał pić, zrobił coś żeby się zmienić, podjął jakieś kroki ku temu ale ze mną było coraz gorzej. Wróciłam, wybaczyłam, próbowałam go wspierać na tyle na ile umiem ale i tak słyszałam, że tego nie robię. To było bardzo przykre, nigdy nie słyszałam takich rzeczy. W końcu zaczęłam się zastanawiać, ze może to ze mną jest coś nie tak, że nie doceniam, nie daje szans na poprawę. Jego ojciec też był dziwny, pan wszechwiedzący (chociaż to chyba za mało powiedziane), nie miał wsparcia, właściwie był sam. Widzę ile cech ma ze swojego taty, to straszliwe przekonanie, ze ma ciągle rację, że wie lepiej jaka jestem niż ja sama. To bardzo bolesne, słyszeć ciągle, że udaje kogo kim nie jestem, że próbuje udawać lepszą niż jestem w rzeczywistości. Ale ja myślę, że to nie tak bo przecież człowiek dojrzewa, zmienia spojrzenie na świat, stara się być lepszym i to nie jest udawanie tylko próba. A kiedy się słyszy takie rzeczy, to się odechciewa tych prób i zaczyna się wierzyć, że nie warto bo przecież jestem taka zła. Potrafił być cudowny przez kilka dni (to nigdy nie trwało dłużej niż kilka dni) i zaczynałam znowu mu wierzyć a potem następował krach. Było dobrze do pierwszej jego wkrętki, do pierwszego podejrzenia. Wyjechaliśmy na wakacje, było wspaniale przez trzy dni...a potem..potem był dramat. Plaża, słońce i obrażony, mówiący do mnie okropne rzeczy bo sobie "coś" znalazł w moim telefonie, ale tam nic nie było, nie skłamałam go z niczym. Tak mnie zawiódł, myślałam, ze chociaż tam mi odpuści ale nie i to mnie zabiło. Nie wiem ile czasu zajmie mi rekonwalescencja po tym związku i jak szybko zacznę się gubić z tęsknoty, boję się tego a jednocześnie jakaś część mnie czuje ulgę. Zastanawiam się czy ja będę mogła komuś dać szczęście i czy samej sobie będę umiała je sobie zapewnić. Czy też jestem już na tyle wypalona, ze gorzknieję powoli i zgubiłam gdzieś swoją wewnętrzna radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, ja właśnie po raz kolejny odchodzę od... Ciężko mi strasznie mam 32 lata i tak cholernie niskie poczucie własnej wartości. Doprowadził do tego, że sama nie wiem już kim jestem i czuję się za wszystko winna.

      Usuń
    2. Ja mam tak samo ale podnoszę się powoli. Muszę i Ty też musisz bo nikt nie zabierze nam tego kim jesteśmy i naszej wartości, chociaż wiem, ze ciężko Ci w to teraz uwierzyć.Najgorsze jest poczucie porażki, bo przecież wniosłyśmy w te "związki" tyle siebie, jakieś nadzieje, starania. I to poczucie zmarnowanego czasu jest bardzo przytłaczające- bo ja mam poczucie zmarnowanego czasu. Zmarnowanych trzech lat i tak naprawdę niewiele dobrych wspomnień a to jest najbardziej przykre, że nie mam nic w zamian oprócz poczucia krzywdy i wewnętrznej porażki. I zadaje sobie teraz pytanie: czy ja naprawdę go kiedyś kochałam czy tylko bardzo chciałam kochać i być kochana. Aaaaa do dupy z takimi facetami.

      Usuń
    3. witam, także 32 lata, wczoraj się wyprowadziłam - 8 lat w związku, niezliczona ilość rozstań i powrotów, obietnic gdy jest dobrze i wyparcia wszystkiego gdy jest źle, wieczna huśtawka emocjonalna, czuje sie szczęśliwa tylko jak jest dobrze miedzy nami, gdy dochodzi do kłótni potrafi nie odzywam sie przez miesiąc 1,5 - ciche dni zabijają najmocniejszą miłość, dzisiaj pustka, brak pomysłu na siebie, perspektywa przyszłości blada ... :( oby ktoś mnie znalazł kto będzie szanował, mówił prawdę, przytulał i chciał bym był u jego boku....

      Usuń
  52. Najbardziej to sobie chyba wyrzucam to, ze wybucham i odeszłam przed Świętami. mogłam zaczekać jeszcze. Zobaczyć jak będzie...tego sobie najbardziej nie mogę wybaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  53. Dziewczyny, pomóżcie... Jesteśmy razem już 6 lat. Jest dla mnie naprawdę dobry, troskliwy... Ale często gdy się w czymś nie zgadzamy, ja mówię co uważam a on mówi "Ale ty jesteś głupia", albo "Ale ty durna jesteś" (to samo do swojej matki często mówi, ojciec to samo powtarza, że jest durna, gruba, że się spasła a ona sobie na to pozwala bo nie ma pracy, wykształcenia, niczego). Ja nie pozwalam, zawsze mówię "Nie mów tak do mnie nigdy", a on że przecież to są tylko żarty... Często powtarza, że ja bez niego to nic bym nie załatwiła itp mimo, że mam wyższe wykształcenie i dobrą pracę... W kłótni ostatnio przed spotkaniem ze znajomymi też wyzwał mnie od idiotek - powiedziałam, że nie mam ochoty już z nim przebywać (ani na spotkanie ze znajomymi i udawanie że się świetnie bawię) i idę do siebie, na to on, że jestem chora, że robię awantury, że zachowuję się jak gówniara... Poszłam. Wg niego przesadzam i robię dramy. Czy ja przesadzam? Przy nim nigdy nie czuję się piękna. Czuję się jak gruba, brzydka i nic nie warta... :( Co zrobić, jak do niego dotrzeć? Takie sytuacje są rzadkością, ale jednak SĄ.

    OdpowiedzUsuń
  54. Bardzo proszę Was o pomoc, bo jestem już na skraju załamania, nieraz myślę nawet że lepiej gdyby moje życie się już skończyło. Jestem z mężczyzną od 10lat, w tym 2 lata po ślubie. Zaczęliśmy chodzić w bardzo młodym wieku. Kochałam go i kocham nadal nad życie. Zawsze były między nami jakieś kłótnie, raz zostawiłam go dla innego potem znowu do niego wróciłam on mi przebaczył - to było na początku naszego związku. Marzyliśmy zawsze o ślubie, ale że nie było pieniędzy to go odkładaliśmy. Chcieliśmy pierwszy raz sami pojechać na wycieczkę, ale moi rodzice (bardzo religijni) powiedzieli że jeżeli mam 21lat to nie mogę pojechać tylko byśmy w końcu żyli pobożnie i wzięli ślub. Po chwili zastanowienia ja mój teraz mąż zdecydowaliśmy się na ślub. Jednak po ślubie wszystko zaczęło się psuć. Coraz częściej się kłóciliśmy i to niej jak kiedyś tylko coraz ostrzej, bez szacunku, zaczął mnie wyzywać od szm.., pojeb..., debili, cymbałów itp., nieraz się poszarpaliśmy. Straszył mnie rozwodem, rzucał obrączką, mówił że ślubu by nie było gdyby nie rodzice, że to oni nas zmusili i im mogę teraz podziękować za takie życie. Mąż zaczął wychodzić z domu do kolegów, zaczął pić i oszukiwać, pił coraz więcej. Zaciskałam zęby, przebaczałam te kłamstwa, picie i poniżanie mnie. Teraz przyznał się że poznał inną, zadłużył się w niej i nie wie czy potrafi z nią skończyć. Jej mówi że między nami się coś wypaliło mi mówi że mnie kocha ale też że go drażnię, piszę z nią ciągle, ona wyznała mu miłość. Kręci mną i nią bo sam nie wie co robić, raz chce być ze mną a potem znowu mnie wyzywa, mówi że nasz związek nie ma sensu i to przez kłótnie zagadał do niej i się z nią spotyka. To teraz ja mam zdecydować czy będziemy o to walczyć, chociaż tak naprawdę po tym jak się przyznał to nie błaga mnie o przebaczenie, śmieje się gdy pytam co ona piszę, chowa przede mną telefon. Zapytałam się czy ona piszę że go kocha i tęskni powiedział tak, a jak zapytałam czy on pisze że też ją kocha to odpowiedział że piszę że "ja za tobą też". Z nią pisze jak jestem w pracy a jak wrócę to ze mną chce się kochać. I jak mówię że bawi się nami obiema i obiema kręci i że ludzie to nie zabawki to on na to że sam kręci sobą i nie wie co zrobić. Jak ja mam walczyć o nasz związek jeżeli on o niej myśli i nie żałuje za to co zrobił bo przecież nie zdradził mnie fizycznie, to tylko rozmowa.
    Co mam robić????? Proszę o szybką pomoc żeby nie było za późno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka, chyba wiem o co chodzi, miałam podobną sytuację...napisz mi na emiala nelkakk@gmail.com, to Ci napiszę o co chodzi...mieszkacie w Polsce? jak Wam z kasą sie układa?

      Usuń
  55. proszę bardzo blogerkę o pomoc i odpowiedź na mój post Anonimowy 22 grudnia 2014 19:41

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszesz do mnie maila? czasienieuciekaj@gmail.com - napisz tylko, że to Ty, to tam Ci odpiszę, dobrze?

      Usuń
  56. Witajcie
    Moja historia moze byc podobna ale wydaje mi sie ze to moja zołzowatosc i egoizm sa jej głównym powodem, moze dzieki Wam uda mi sie ustalic zrodlo mojego problemu????
    Otóz jestem z moim facetem 12 lat, a od ponad roku jestesmy malzenstwem.Zaczelismy sie spotykac gdy mialam 20 lat a on 22lata. Zawsze podobalo mi sie jego poczucie humoru, zaradnosc zyciowa, ze nadawal na podobnych falach co i ja, poza tym nie lubil alkoholu, dobrze bawil sie bez niego, a do tego nie rozgladal sie za innymi. Wyznal mi milosc chyba raz w zyciu i pomimo klotni, ktore pojawialy sie z rozna czestotliwoscia zycie uplywalo nam calkiem dobrze. Uwazalam ze trafilam na naprawde dobrego goscia, chodz jego matka i siostra mnie raczej przestrzegaly(ponoc ciagle klocil sie z matka, wyzywal ja itp.)przy mnie tez bluzgal w zlosci na matke. Przymyklalam na to oczy twierdzilam ze pod ta powloka jest dobry facet troche byc moze w dziecinstwie niedoceniony przez matke i nie obdazony uczuciem. Po kilku latach wprowadzilam sie do jego domu rodzinnego, na poczatku zanim do tego doszlo staral sie sprzatac pokoj na moj przyjazd, potem robilismy to razem teraz jak ja tego nie zrobie to jest ogromny burdel, on uwaza ze wiecej ode mnie pracuje wiec ja mam sprzatac. W klotniach niejednokrotnie przyrownywal mnie do innych kobiet ze one robia to czy tamto dla swoich mezczyzn albo sa takie albo inne. Bylo mi przykro jak kolezanki opowiadaly jak to ich faceci je traktuja i co dla nich robia, ja nie moglam niczego takiego powiedziec ale zwalalam to na jego krotka pamiec, zapracowanie, oszczednosc czy gruboskornosc. Bylo mi glupio ze po tylu latach nadal nie prosi mnie o reke ale wierzylam(lub chcialam wierzyc) ze to dla niego tylko zbedny papierek i ze boi sie aby jego malzenstwo nie przypominalo malzenstwa rodzicow. Dopiero po 10 latach przy okazji slubu kolezanki udalo mi sie przeforsowac ten temat(chodz wyraznie podkreslalam ze jak nie chce to nie musi tego robic). Bylo mi tez przykro jak jego kolega powiedzial gdy jego przyszla zona miala sie wprowadzic ze on sprzata i przygotowuje caly dom bo przyjedzie ktos dla niego wazny, a na to moj facet rzekl ze on tak nie bedzie robil bo rzekomo nie chce przede mna ukrywac w jakich warunkach zyje. Po slubie klotnie nasze sie nasilily, wyzywal mnie juz wczesniej ale i ja w koncu nie bylam dluzna i zaczelam robic to samo. Przed samym slubem kazal mi wyp...alac wiec spakowalam rzeczy ale usiadlam za domem i nie wiedzialam jak postapic ciagle usprawiedliwialam go ze tak wcale nie mysli. W koncu podszedl do mnie i zapytal:"no i co"? gdy odpowiedzialam ze zastanawiam sie jak sobie zorganizowac transport powiedzial:"ja ci rzeczy jak cos przywioze potem" - popelnilam okropny blad ze wtedy nie odeszlam. Zostalam i czekalam na jakies przeprosiny. Nie pamietam co bylo dalej wiem ze po kilku dniach wszystko wrocilo do normy. Otatnio jak sie klocilismy o bzdure ale krzyknelam na niego w zlosci to grozil mi ze dostane jak nie przestane "drzec mordy" bo ma juz dosc moich fochow i wydzierania sie. Chwile pozniej w zlosci go okrzyczalam, on wstal i uderzyl mnie za to z "liscia" - nie wiem co o tym myslec bo w sumie zrobilam z niczego awanture wiec ta klotnia to moja wina i doprowadzilam go do furi. Czuje sie malo wartosciowa osoba ale sama od siebie tez wiele nie daje, nie wspieram go (chodz jak probuje mu poradzic co bym zrobila w jakiejs sytuacji dla niego trudnej to nieraz uslyszalam zebym go nie pouczala co ma robic), jak go atakuja lub krytykuja znajomi to rzadko (lub wcale) nie staje w jego obronie, jestem zazdrosna o jego powodzenia i nie umiem go docenic bo boje sie ze uzna mnie za jeszcze mniej warta od niego samego. Moje niskie poczucie wlasnej wartosci tylko pogarsza relacje miedzy nami a ja nie umiem sobie z tym poradzic, zwlaszcza ze on raczej mi w tym nie pomaga-nie mowi mi milych rzeczy raczej uwypukla moje bledy lub wady. Nie wiem co o tym wszystkim myslec-obawiam sie ze to przez to jaka jestem nasz zwiazek jest taki, a jego zachowanie w stosunku do mnie jest tylko tego wynikiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co ja myślę na ten temat? Już tutaj wcześniej wywaliłam swoją historię dnia 8 grudnia 2014 16:00. chyba mamy trochę podobnie. No więc, znam to. Znam to z autopsji, to spadające poczucie własnej wartości, to ciche prowokowanie mnie do wybuchów, bierną agresje, którą tak ciężko jest uchwycić z zewnątrz ale Ty w danym momencie, kiedy on to robi po prostu to czujesz i wiesz, że nie wytrzymasz. Próbujesz ile się da ale to nie trwa długo. Po jakimś czasie wybuchasz, krzyczysz, próbujesz mu coś uświadomić ale w nerwach się nie da. A wtedy słyszysz "zamknij mordę" albo "zamknij tego ryja, jesteś jebnięta" czy "debilka". ale nie jesteś gorsza od niego, jesteś tyle samo warta albo więcej. I chociaż wiem, ze trudno w to uwierzyć i że obwiniasz siebie coraz częściej. Nazywasz siebie "gorszą" bo czujesz się gorsza i ja tez tak mam kiedy słyszę ciągle, że coś robię źle a moje wady są mi wytykane na każdym kroku. Wiesz co? ja myślę, że to nie Twoja wina. Ja myślę, że to Twoje zachowanie jest skutkiem tego jaki on dla Ciebie jest i co do Ciebie mówi, a przecież o kobietę powinno się dbać, ochraniać, nie pozwolić jej się zamykać. Nie bronię Ciebie ani nie oskarżam jego, po prostu uważam, że to najczęściej kobieta jest odbiciem mężczyzny. Oddaje tyle ile dostaje. Też siebie obwiniałam za kłótnie, że to wszystko moja wina ale wiesz co? nie jestem łatwą osoba, mam skomplikowany charakter ale to nie ja miałam i mam problem, to on ciągle go miał. Jak nie alkohol, to leki, jak nie leki to problemy z sexem, jak nie z sexem to z chorobliwą zazdrością i tak w kółko. Znosiłam to od prawie trzech lat. Obwiniałam siebie za każdą kłótnie, za każdy jego wybuch ale już dość... i te niekończące się dziwne epizody, nowe koleżanki, małolaty poznane w sieci, flirty, szukanie sobie nastolatek...jak ja mogłam wcześniej tego nie widzieć.

      Usuń
    2. i jak sobie radzisz ?

      Usuń
    3. dopiero teraz zaczynam być dumna z siebie i w pełni świadoma swojej racji i słuszności podjętej decyzji o odejściu. Jeszcze się widywaliśmy, jeszcze ze sobą spaliśmy i mieszkaliśmy ale jak odkryłam kolejny raz jakieś baby w jego życiu, to jedyne o czym pomyślałam to : "Cholera! jest styczeń, nowy rok, cały rok, trzy dychy na karku (rozpoczęte w grudniu) i to najlepszy czas na pieprzone zmiany w Twoim życiu dziewczyno!" I kiedy kolejny raz ubliżał mi i oskarżał o nieistniejące rzeczy, stojąc w kuchni i słuchając jego słów postanowiłam po raz ostatni, odejść, na dobre i na złe, na wszystko- ODEJŚĆ bo z kimś takim już nie chce mieć nic wspólnego. Wszystkie "chęci" zmiany które mi tak gorąco deklarował były o dupę rozbić. To ja chciałam w nie wierzyć. Mam już w nosie to wszystko i mam wrażenie, że mogę oddychać jak jego nie ma w pobliżu. Tego "pana i władcy", który nie ma w sobie za grosz szacunku. Nawet sex nie był jakiś super. Zastanawiam się czy w ogóle cokolwiek było super przy nim, z nim. Mam trzydzieści lat i uwierzycie, że złapałam go tyle razy na zapisywaniu sobie nazwisk i imion potensjalnych kandydatek, szukaniem ich na portalach w których zakładał konta, no dramat. Jak ja mogłam na to pozwalać przez tyle czasu. Jestem naprawdę fajną kobietą, teraz już to wiem. Ale wiesz co on mi mówił? że nie jestem. Że właściwie to nikim nie jestem i że tylko on ze mną wytrzymał...hehehe śmiać mi się chce ze swojej naiwności. Jezu trzy lata w tym bagienku tkwiłam, z facetem szukającym okazji do zdrad, szukającym bab wszędzie gdzie się da, z syndromem Otella i ocierający się o alkoholizm, uzależnionym od porno, zresztą od wszystkiego. Gardzę nim teraz. Wstydzę się tego uczucia ale gardzę nim, za to że on gardził mną jak byłam obok. I dziękuję Bogu, że zebrałam się w końcu na odwagę i dziękuję za ten "błysk", którego jakimś cudem wcześniej nigdy nie miałam, chociaż próbowałam kilkakrotnie odejść to jakoś zawsze bez pewności i wracałam ale teraz-NIE. Teraz jestem JA. Nie żaden ON. I kiedy kiedyś przy następnym związku zapali mi się czerwone światełko na początku to odejdę od razu. Nigdy już do czegoś takiego nie dopuszczę. Jak mogłam zmarnować sobie trzy lata życia i kochać kogoś kto nie był tego wart?...żal mi siebie i tego czasu, samotnych, gorących lipcowych nocy i przekłóconych, wymęczonych dni. Serio, najbardziej to chyba mi żal lata a właściwie to trzech upalnych lat. Ale wiosna już niedługo i znowu lato :) i czekam na nie już z niecierpliwością :)

      Usuń
  57. A ja mam tak...dzień - piątek - praca od 9 - 17. Jadę po pracy na zakupy, do biedy by było taniej bo tylko ja robię zakupy do domu a pieniążków mam mało, a lodówka pewnie pusta - docieram do domu on nie zejdzie do auta by mi pomóc, wnoszę siaty i zgrzewkę wody, on leży już wykąpany w łóżku. Ogarniam zakupy. Zabieram się za sprzątanie mieszkania. On leży przed tv. Następnie gotuje coś na kolację bo nic ciepłego dziś nie jadł i na jutro zupę, bo chce mieć sobotę wolną, może mnie gdzieś zabierze. Jest 22.00 idę się kąpać - uprzednio podając mu ciepłą kolację. Wykąpana skrapiam swoje ciało perfumem i ubieram sexowne nowe majteczki - idę z lampką wina do łóżka - chwile rozmawiamy - idę wyłączyć zupę bo już ugotowana - dolewam wina - wracam do łóżka - dotykam jego ciała - chce go pocałować - nie ma siły, dostaję reprymendę czy nie rozumiem, że jest zmęczony. Idziemy spać. Rano wstaję pierwsza - robię śniadanie (nie zwykłe kanapki) śniadanie mistrzów, pytam czy gdzieś wyjdziemy - może kino,spacer, albo odpoczynek i dobry film ? tak odpoczynek ok - i dobry film. Super. Idę po coś dobrego na kolację, wracam. Kąpiel, super bielizna, kolacja, wino ... i telefon od kolegi z prośbą o pomoc przy aucie. Musi iść. Idzie. Dzwonię po trzech godzinach. Zostaw wiadomość. Wraca jutro - rano. Gdzie byłeś. Na izbie. Pokaż kartkę z wypisu. Zgubił. Dwa lata .... dochodziłam do tego by zrozumieć to kolejne kłamstwo.

    OdpowiedzUsuń
  58. ......a gdy się domagam swojego, i dopytuję gdzie był i z kim ... usłyszę... Ty mendo, szmato, pół miasta Cię miało, i Twój szef też bo zwalnia Cię 10 min wcześniej (proszę go o to by szybciej być w domu). I co płaczesz,.... idź się powieś najlepiej.... a jak się nie zamkniesz to zaraz wyjdę i wrócę za trzy dni..... i idzie, tel wyłączy i już nie gotuję obiadu - bo nie mam siły - i pale i pale i pale i pale - no i wietrze i wietrze i wietrze bo jak wróci to będzie zły jak wyczuje zapach papierosów i pójdzie znowu.

    OdpowiedzUsuń
  59. Mam pytanie czy macie dziecko ? Czy jestescie malzenstwem ? Ja rowniez tutaj zostawialam wiadomosc , ja jestem w innej sytuacji , jesli moge pomoc to bardzo chetnie , jednak niewiele mozna pomoc gdy w tym przypadku Ty nie zrozumiesz pewnych spraw , on nie jest Ciebie wart skoro jest tak jak pisalas , nie mozesz byc jego sluzaca , powtarzaj sobie ze jestes najbardziej wartosciowa kobieta na swiecie i nie pozwol na takie traktowanie siebie , czy poza ta wiadomoscia tutaj pisalas jeszcze jakies info abym mogla w jakikolwiek sposob pomoc ?

    OdpowiedzUsuń
  60. Witam mam 37 lat jestem po rozwodzie prawie rok i mamy wspolne dziecko 14 lat.4 miesiące temu poznałam kogoś,stary kawaler 45 lat moze to za wzcześnie,ale się bardzo kochaliśmy,chcieliśmy też mieć dziecko,jak się udało,wylądowałam w szpitalu miałam ciążę pozamaciczną i utraciłam dziecko,do dzisiaj to przeżywam,on powiedział mi że psychicznie tego nie wytrzyma przez moją córkę,a wcześniej ja uważał,nie podoła temu,ale nie mogę tego zrozumieć,że mnie zostawił jak utraciłam jego dziecko,nie wiem co mam myślec,pomóżcie

    OdpowiedzUsuń
  61. Tak cztam to wszystko ktorys raz i niektore sytuacje poduszaja moje serce jak bardzo jestesmy ranione i niedoceniane. Mam 21lat 11lutego bedzie 5lat jak jestem ze swoim partnerem . W naszym codziennym zyciu dzialo sie wiele od dyskusji po klotnie z placzem i wyzwiskami ale tak sobie mysle ze gdyby nie on moje zycie bylo by pustka ... moze i to nie na tematale chcialabym sie poradzic bo jedyne co przychodzi mi do glowy to to ze mnie zdradza ,ale szczerze nic nato nie wskazuje jak jakies szminki obce zapachy czy smsy gdzies wieczorem ale moj problem polega na tym ze on nie chce sie ze mna kochac.... trzy dni temu wrocilam z delegacji bylam na wyjezdzie 5dniprzed wyjazdem nie kochalismy sie z 4dni jak wrocilam kochalismy sie i teraz znowu nic... on twierdzi ze nie ma ochoty ze jego penis nie reaguje i to jie jego wina ... co o tym sadzicie ? Pomozcie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jest uzależniony od pornosów? i mówię całkiem poważnie... to jest takie samo uzależnienie jak każde inne. Poczytaj o tym. Sprawdź czy masz rację, jeśli tak to masz trudna drogę przed sobą. Poczucie zdrady jest równie silne, jak w przypadku zdrady fizycznej.

      Usuń
  62. Witajcie mam mały problem. Facet wogole mnie nie szanuje wogole nie zwraca na mnie uwagi nawet nasz sex nie jest taki jak wcześniej jak nazwać kiedy on kończy to zauważyłam że nie robi tego by było mi dobrze to on to robi aby jemu było dobrze :( nie wiem co robić często każdego dnia mnie wyzywa ze jestem kurwa porostu on najgorszych boje się ze skacze się to źle bije mnie czasami tak ze używa bardzo dużo siły gdzie doprowadza mnie to do płaczu co robić proszę odpisuje.

    OdpowiedzUsuń
  63. Dziewczyny wierze w was calym sercem bo my kobiety jestesmy madre i cudowne!!! A faceci ktorzy niewiedza o tym co maja w domu to debile...

    OdpowiedzUsuń
  64. Zawsze ciężko było mi być samej. Dlatego kiedy zostałam porzucona długo nie mogłam się pozbierać. Dzięki rytuałowi miłosnemu z urokmilosny24.pl odzyskałam ukochaną osobę. Wiem że wielu może to skrytykowac, ale gdyby nie to nie wiem czy bym przezyła.

    OdpowiedzUsuń
  65. Witam przeczytalam pani post daje on wiele domyslenie u mnie jest natyle zle ze w listopadzie 2014 urodzilam synka wczesniaka ktory na drugi dzien odszedl do nieba ;( bardzo za nim tesknie bylo to moje pierwsze dziecko za 3 dni minie pol roku jak stal sie aniolkowym dzieckiem bol zostanie do konca zycia moj partner jak chce rozmawiac o synku u nika tego tematu jak placze mowi ze bedzie dobrze ze mam przestac. potrafilam nawet sie okaleczac mysle o samobojstwie.. :( jak moze byc dobrze jak mojego aniolka juz nigdy nie zobacze. :( ponadto ciagle, mnie krzywdzi mowi ze u nie to norma ze jestem chora , lecz to nie prawda poprostu spotkala mnie tragedia potrzebuje jego wsparcia zamiast jego wsparcia ciagle slysze mam cie dosyc rozstanmy sie daj mi spokoj niechce cie znac . a po czasie przychodzi czas gdzie slysze przepraszam kochanie kocham cie ..idt itp.. niewiem co mam robic to tak bardzo boli a tak bardzo go potrzebuje.:(

    OdpowiedzUsuń
  66. Witajcie.Pisalam tutaj prawie rok temu, dokładniej w lipcu. To ja-Kasia która została sama z dwumiesieczna dzidzia bo postanowiłam ratować resztę siebie.Chce się podzielić wrażeniami ostatnich miesięcy. Dziewczyny...nigdy nie byłam szczesliwsza! Nie, nie zakochałam się, nie wygrałam w totolotka-ODZYSKALAM SIEBIE!!! Oddycham pełną piersią, nie boję się wracać do domu, jestem chwalona i doceniana w pracy. Odzyskuje pewność siebie i znowu zaczynam się uśmiechać. Kochane dajcie sobie szansę na bycie sobą! Teraz wiem co to znaczy żyć...bez obrażania mnie, bez oceanu łez wylanych z powodu nieslusznych oskarżeń, teraz gdy przyjeżdża do dziecka i chce mnie sprowokować mówiąc "jesteś tak obrzydliwa że nie mogę na Ciebie patrzeć" serce wali mi jak oszalale ale uśmiecham się i mówię TO WYJDŹ.Jego mina bezcenna...lata terroru minęły bezpowrotnie. Jestem sobą, jestem silna, jestem WOLNA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, tak cieszy mnie Twój komentarz! Gratuluję Ci odwagi oraz tego, że się udało. Na pewno dzidzia będzie szczęśliwsza, jak Tobie będzie dobrze! Tak się cieszę, że wszystko się ułożyło i udało Ci się odnaleźć to, co straciłaś!

      Usuń
    2. Wspaniała kobieta! :) A takie zdania wypowiedziane przez niego (przez nich) świadczą TYLKO o nim samym, nie o nas. I tyle w tym temacie ;)

      Usuń
  67. Dziękuję za miłe słowa a jeszcze bardziej dziękuję za to że dzięki Twojemu blogowi zrozumiałam to,co teraz wydaje się być oczywiste. Życzę wszystkim wspaniałym kobietom siły, odwagi i determinacji! Uwierzcie w to że można narodzić się na nowo-swiat pełen jest barw, smaków i daje tyle szczęścia ile same chcemy przygarnąć! Pamiętajcie, jesteście piekne, mądre i jedyne w swoim rodzaju!!! Trzymam kciuki, służę wsparciem...do boju o własną godność! Lena dziękuję za każdy kolejny, piękny dzień...Dziękuję że jesteś.Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  68. Witam. Jestem facetem i czytam wasze wszystkie komentarze ze zdziwieniem. Przyznaje że duża część facetów to debile i idioci co nie potrafią uszanować swojej drugiej połówki(kobiety). Potępiam bicie Kobiet!!!! To są tyrani. Ale od razu wszystkich do jednego przysłowiowego worka? Wszystkich tą samą miarą? Mam podobny problem co wy, tylko to mnie Kobieta zostawia, bo mam za duże nerwy. Odkryłem jesienią że smsowała i telefonowała z kolegą z pracy w trakcie kiedy ja pracowałem na nocne zmiany. Wszystko było kasowane żebym nie widział- po co jeżeli ona uważa że nic się nie stało. Jak dowiedziałem się o smsach to chciała mnie zamęczyć w łóżku, jak rodzina się dowiedziała co robiła to zmieniła taktykę i postanowiła się rozwieść. Powodem jestem ja i moje nerwy. Mam nerwy jak każdy. Ostatnio większe- jak ktoś z kim jesteś po ślubie 9 lat i masz wspaniałego synka 4 letniego mówi Ci ot tak że Cię nie Kocha i że nie chce z Tobą być to szlak mnie trafia. Lada dzień żona ma złożyć pozew o rozwód. Nie potrafię się z tym pogodzić. Piszę do was bo znalazłem u niej wydrukowany w/w artykuł. Chyba inspiruje się na nim. Pamiętaj blogerko że nie zawsze pomożesz, nie raz możesz zaszkodzić. Nie mam Ci za złe!!!!!!! Każdy powinien mieć swój rozum. To jest wybór mojej żony(pewnie niedługo byłej). pozdrawiam serdecznie.
    P.S. Potępiam damskich bokserów, pijaków, i tych co leżą na sofie caly dzień i twierdzą że żona za mało zarabia i się puszcza .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Nie chcę wrzucać wszystkich facetów do jednego worka, wiem, że są tacy, którzy bardzo dbają o swoje kobiety, ale taka decyzja, którą podjęła Twoja Kobieta nie mogła być podjęta z dnia na dzień...na pewno między Wami już jakiś czas musiało być źle. Co masz na myśli pisząc, że masz "nerwy jak każdy"? Można mieć nerwy, ale w normalny, ludzki sposób - bez poniżania drugiej osoby, mieszania jej z błotem, niszczenia jej samooceny. Jakie są Twoje nerwy? Czy jeśli wiesz, że przeszkadza to Twojej kobiecie, macie wspaniałe dziecko, to chyba warto pracować nad związkiem, rozmawiać i starać się? To sprawa przede wszystkim między Wami i wiele rzeczy jest do przepracowania. A wiele nie... Nie znam sytuacji, ale wiem, że na pewno na jej decyzję złożyło się wiele czynników, nie tylko mój post. I tak jak piszesz - to wybór Twojej żony. Możesz się zastanowić nad tym co takiego przeszkadza jej w byciu szczęśliwą z Tobą? Jeśli zobaczy zmianę z Twojej strony, pokażesz jej, że Ci zależy, to na pewno wiele rzeczy będzie można uratować. Takie decyzje nie biorą się znikąd. Pomyśl o czym zapomniałeś, czego jej nie dawałeś, co jest między Wami nie tak? Może grożenie rozwodem jej jej ostatnią deską ratunku i sposobem, żeby odmienić swoje życie? Czy możesz ją przekonać, że możecie być jeszcze razem szczęśliwi?

      Usuń
  69. Czasem nie mam już siły. Znowu wyszedł i powiedział, że wróci najpóźniej za dwie godziny. Nie ma go już ponad 5. Gdy wróci będzie "przecież nic się nie stało, nie histeryzuj, po co robisz afery". Wiem, że nie robi nic złego, gdy wychodzi, ale po prostu nienawidzę, gdy coś obiecuje i nigdy nie dotrzymuje słowa. Nienawidzę tego, wykorzystuje to, że zawsze w końcu mu odpuszczam i przymykam oko.

    OdpowiedzUsuń
  70. Moja droga. to się nazywa "bierna agresja". Zrób coś z tym bo kiedyś od tego oszalejesz. Uwierz mi, znam to z autopsji- to jest gorsze niż wszystkie obelgi razem wzięte.

    OdpowiedzUsuń
  71. Czytajac to poplakalam sie bo to co opisalas w swoim poscie to kropla w morzu w moim zwiazku.padaja slowa takie jak dziwka kurwa suka.laem hodze w czarnych ubraniach bo nie moge,malowac sie tez nie.Kupilam ostatnio koronkowe przeswitujace majtki uslyszalam taka litanie na swoj temat plakalam jak dziecko.Kobietyja nawet nie moge golic cipki chodze zadosnieta jak malpa.a tlumaczenie bo on jest za gnica.Robilam nawet zdjecie bielizny w ktorej blam w pracy.tak jest od 3 lat.Wyszlam z dziecmi na 2 godziny slysze ze poszlam sie pierdolic i obciagac kazdemu.Twierdzi ze jestem slska dziwka bo kazdemu dupy daje.W pracy wydzwania nawet do mojej szefowej zadzwonil i powiedzial ze pracuje u niej dziwka ktoa pierdoli sie w 3...Powiem wam tak k to nie wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  72. Dotego nie mam przyjaciol nawyzywal mnie i wszysscy mnie odtracili zostalam sama.bicie to norma siniaki tak samo i mam 28 lat...chce odejsc ale ciagle mnie straszy ze wystawi moje fotki gole do i ternetu wydzwoni do mojej rodziny kuzynek babc i wysle im mone cotki gdzie mu obciagam...nie wiecie jaka to presja.fo jest dalszy ciag postu powyzej......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i co z tego? To niech wstawia! To nie moze byc powod do zostania przy nim. Mozesz odpowiedziec, ze zglosisz wtedy wszystko na policje i koniec. Dziewczyny, zgloscie sie do jakiegos psychologa, ktory pomoze wam z tego wyjsc. Nie jest toproste, ale mozliwe. Psycholog powie wam jak macie postepowac w okreslonych sytuacjach, doda wam sily.

      Usuń
  73. Hej. Jestem juz czwarty rok z partnerem z ktorym ciezko mi sie zyje. Pierwszy rok bylo super imprezy zabawy bylismy szaleni i zakochani rozmowy 5 godzinne do rana poprostu mega milosc. Po roku zwiazku zaszlam w ciaze on juz wyjezdzal za granice wiec w trakcie ciazy dlugo go nie bylo 6 tygodni nawet bylo to dla mnie strazszne czulam sie samotna opuszczona zmienilam sie stalam sie powazna i jak on to mowi nudna po urodzeniu dziecka bylo z miesiac dobrze byl przy mnie ale nie trwalo to dlugo wyjechal na 3 miesiace bardzo daleko meczyly mnie te jego wyjazdy zaczely sie podejrzenia jak on wytrzyma tyle bez seksu zaczelam go podejrzewac o zdrady... bylo coraz gorzej wyjezdzal tak rok. Co wychodzi ze przez 3 rok naszego zwiazku widzialam go 2 miesiace bo takie byly rotacje 3 miesiace tam a 2 tygodnie tu. Klotnie wyzwiska czasami tydz nie dawal znaku zycia nie mialam jak sie z nim z kontaktowac martwilam sie zaczelam byc strasznie nerwowa agresywna on byl agresywny wszystko sie walilo nie raz mnie przydusil popchnol wyzwal zawsze zalowal czwarty rok to juz tragedia teraz jestesmy ciagle razem mieszkamy za granica ale klocimy sie codzienne mam juz morze lez wylane chcialabym to zakonczyc ale nie mam gdzie isc moi rodzice to alkoholicy nikogo nie mam tylko on mi pomaga od kiedy zaszlam w ciaze wiem ze to jest jego obowiazek ale nie zawsze bylo zle nie wiem co robic meczymy sie obydwoje cierpimy kocham go a moze jestem tylko wdzieczna nie wiem... on jest niby teraz mily i jak wybucha to przezemnie bo go ignoruje ale nie mam ochoty z nim rozmawiac nie wiem juz co robic zal mi naszego dziecka masakrs

    OdpowiedzUsuń
  74. Hej, właśnie rozstałam się po raz trzeci ze swoim toksycznym partnerem. Mam nadzieję, że ostatni. Mam za sobą pięć lat ciężkiego wspólnego życia z nim. Trwałam pomimo bólu, upokorzeń i poniżania, bo miałam nadzieję, że on się zmieni. Wiem już na pewno, że się nie zmieni, a ja już nie chcę tak żyć. Ciągle mimo wszystko wydaje mi się, że go kocham i cierpię. Unikałam go przez miesiąc, było coraz lepiej. Wczoraj zadzwonił i spytał czy może mnie odwiedzić. Niestety zgodziłam się, myślałam, że spokojnie dam radę wypić z nim wspólną kawę. Skończyło się na jego wyznaniach miłości i pójściem do łóżka. Czuję się z tym źle, siedzę i płaczę. Muszę uciekać, a boję się, że nie dam rady. Wiem, że jeżeli do niego wrócę będzie jeszcze gorzej. Człowiek który nie doświadczył przemocy psychicznej i toksycznego związku, myśli sobie, jakie to głupie. Też tak kiedyś myślałam. Teraz nawet nie wiem kiedy tak bardzo uzależniłam się psychicznie od tego człowieka. POMOCY!

    OdpowiedzUsuń
  75. Posłuchaj mnie uważnie- Trwałam w takim związku trzy lata. Przez trzy lata przeżyłam miliony rozstań, łez, bólu, upokorzeń, zdrad psychicznych i ubliżań. Stałam się dziwna, zła, przygnębiona...tysiąc razy uciekałam i wracałam. I sto razy wydawało mi się, że TYM razem to już NA PEWNO jest koniec i że już więcej nie zniosę ale wracałam za miśka, za przytulenie, za przeprosimy, za wyznania miłości. Wracałam za każdym telefonem, rozmową, deklaracją zmiany i co? i pstro...wielgachne, dołujące pstro. Nie zmieniło się NIC. Było więcej obelg, a jego brak szacunku do mnie (chyba właśnie przez te powroty) sięgnął apogeum. Uciekaj! Spieprzaj od niego. Wiem, ze kochasz. Ja też kocham, jestem nadal współuzależniona i cierpię z tęsknoty ale wiesz co? właściwie to z tęsknoty za czym?ile razy ja sobie zadawałam to pytane. Za czym tęsknie, za co go kochałam i kocham. Niewiele dobrego dostałam, więc cholera za czym beczę i czego mi brakuje?za kolejnymi rozstaniami? kolejnymi bluzgami? posypywaniem solą ran?za nocami niespokojnymi? za strachem, kiedy go nie ma? Masz to samo? U mnie zaczyna się drugi miesiąc od kiedy odeszłam. Odeszłam po raz ostatni. Chociaż uwierz mi, że jest pierwszą moją myślą po obudzeniu i ostatnią zanim zasnę. Nadal boli. Ale przetrwam to, muszę bo chcę być szczęśliwa a w takim związku NIGDY nie będę i Ty też NIE BĘDZIESZ. Wynajęłam mieszkanie, uspokajam się, składam powoli, chociaż zwątpienia mam codziennie i dusze się tym wszystkim nadal. Czujesz się źle a czy dobra miłość powoduje takie stany? nie sądzę. Odejdź i spróbuj się posklejać. Nie jest łatwo, jest popieprzenie trudno ale jeśli Ty tego sama dla siebie nie zrobisz to kto? wyobrażałaś sobie siebie za pięć lat? będziesz starsza i będzie trudniej a szczęśliwsza przy nim możesz być tylko w ułamkach sekund, w którym założy maskę "dobrego i kochającego", potem ją i tak zdejmie. wiem o tym ja i wiesz o tym TY.

    OdpowiedzUsuń
  76. Wszystko to samo, jakbym czytała o sobie, dzięki za to co napisałaś,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  77. Ja dzis postanowiłam odejść. Wyzwiska, zdrady, a nawet szarpaczki. Po ostatniej awanturze, która oczywiście była moją winą przez dwa tygodnie byłam okropnie posiniaczona. Musiałam kłamać w pracy, że spadłam ze schodów. On ciagle mi powtarza, że nigdy już sobie nikogo nie znajde, że tylko on mnie kocha, że będę załowała tej decyzji. Wszyscy przyjaciele i moja rodzina proszą mnie, żebym odeszła...tych rozstań było już setki. Zostawialam go, bo kłamał, bo wyzywał, bo zdradzał, robił siniaki...Jestem z nim od 4 lat. Najgorsze jest to, że kiedyś byłam spokojną kulturalną dziewczyną, a teraz potrafie go wyzywać albo rzucić sie do niego z rękami. Nie poznaje sama siebie, stałam się okropnie agresywna! Kiedyś byłam normalna! Wielokrotnie mi groził, że obetnie włosy, wybije zęby, utnie ścięgno achillesa żebym do końca życia kuśtykała...

    OdpowiedzUsuń
  78. Piszę do Anonimowy 9 lipca 2015 godz. 12.13 .
    To co napisałaś wydrukowałam i kiedy mam chwilę zwątpienia, boję się, że wrócę, to czytam wiele razy, jak na razie pomaga. A Ty trwasz? Dzięki, pozdrawiam . Anonimowy 7 lipca 2015 godz. 12.51 .

    OdpowiedzUsuń
  79. W takim razie, cieszę się, że moje słowa Ci pomagają w ucieczce i w tym trudnym trwaniu bez niego. Wiem, że to ciężkie, smutne i cholernie przykre ale też wiem, że lepiej pocierpieć żeby potem móc patrzeć sobie samej w oczy niż żyć w zawieszeniu,ciągłym bólu, zalewana jego osądami, dusznymi, paskudnymi słowami i zachowaniami.... Ja trwam. Nie cofnę się, JUŻ NIE. Walczę o to codziennie. Zbledną mi uczucia w końcu bo wszystko mija, łagodnieje i zaciera się tylko musimy być cierpliwe a potem przyjdzie spokój i spotkamy swoje szczęście- to prawdziwe. Wierzę w to:) Trzymam kciuki! Trzymam je naprawdę mocno za Ciebie i przy okazji za siebie też :)

    OdpowiedzUsuń
  80. Ja też trzymam za Nas kciuki :-)

    OdpowiedzUsuń
  81. Czesc Czytajac Twoj blowg moglam zobaczyc swoje zycie jak w lustrze.Dokladnie ten sam schemat,te same slowa i mysli.Zmagam sie z moim partnerem od 9 juz lat>PoMam 3 dzieci juz teraz doroslych z pierszwgo malzenstwa i jednegi syna teraz juz 7 letniegi z nim.Jestem ladna ,zgrabna ,brunetka,atrakcyjna,lubiana przez ludzi i z duza checia na zycie!Na poczatku bylo cudownie,zauroczenia ,gorace noce i ciagle to cos ??Niby ok ale od samego poczatku musial byc cos za cos.po 2 latach zamieszkalismy razem ale nam nie wyszlo ,probowal mi udowodnic jaka ja jestem malutka i zalezna od niego po 9 miesiacach wyprowadzilam sie z jego dzieckiem ,ucieklam po prostu bo nie wyobrazalam sobie dalej zycia z nim.On jest na przemian zadowolonu a za jakis czas czegos sie znowu czepia.Nie wiem mam wrazenie ze to ja sie go uczepilam ale tak naprawde to on ciagle obiecywal ze sie teraz juz wszystko zmieni.W moim odczusci zycie z nim przypominalo mordege .Raz mnie kocha raz mnie nienawidzil ublizal ,,wyzywal po czym znowu zapewnial ze przeprasza i tak maniana od nowa.Rozstawal sie ze mna setki razy po czym znowu wracal ,wyjezdzal i wracal i wszystko oczywiscie bylo moja wina.Byc moze tak bylo bo dzielilam sie ze swoimi znajomymi naszymi problememi i on uwazal ze go oczernilma ze nic nie powinno sie wydostac poza granice domu ale chyba inaczej bym zwariowala od tego .Ciagle wszystko co sie dzieje w zwioazku niedobrego to moja wina,moi przyjaciele i rodzina so najgorsi moje dzieci tez go denerwowaly i bywalo ze zachowal sie niewlasciwie.Jego poczucie o jego wyzszasi nad innymi mnie zmeczylo ,wszystko co jest jego jest najlepsze.Jestem na skraju wytrzymalosci ,chyba mam jakos nerwice serca i ciagle mu daje kolejan szanse chociaz wiem ze to bezsensu!! Dlaczego mu kobiety dajemy sie tak upokarzac az nas zniszcza do granic.Jego matka ma schizofremie i z jej strony oni podobno maja jakies zaburzenia a we mnie oczywiscie odzywa sie instynkt wspolczucia bo moze powinnam go jednak zrozumiec ,ale on nie chce sie zdiagnozowac.Czytajac Twoj artykol poczulam sie dokladnie tak jakbym bylam to ja pisala ,jakbym to ja wolala oo pomac.Juz nie wiem komu ja mam pomoc ;sobie ,jemu czy moze naszemu dziecku ?CZy ja dam rade podniesc sie bez niego bo nadal go kocham za te dobre chwile ,ale czy moge zapomniec te zle ,najgorsze ??Jego wyzwiska powoduja ze czuje podle i co najgorsze jakos zostaja w pamieci i odbieraja i moja kobiecosc i czlowieczenstwo

    OdpowiedzUsuń
  82. Wrzucam jako anonim jestem ciekawa autorko czy zaglądasz czasami w nowe komentarze. Moja sytuacja się trochę różni od tej opisywanej mój chlopak jest dobry wiadomo czasami sobie powiemy parę słów tylko on separuje mnie od rodziców itp mówi że po co jeżdżę ze mam siedzieć z nim u niego on ma gospodarstwo dosyć duże i z racji że nie mam pracy bardzo dużo mu pomagam Ale chcę mieć też swoje życie niestety jestem od niego zależna finansowo nie mówię że mi żydzi czy coś nigdy mi nic nie wypomina zawsze był wdzięczny za pomoc i wsparcie gdy jest potrzebna rzucam wszystko i jadę pomoc. Niestety jego rodzice nie są domnie przychylni widzę to poprostu. Ostatnio mieliśmy dosyć długie ciche dni po części z mojej winy. Pogodzilismy się było wszystko ok i padły trzy niewłaściwe słowa nie pamiętam jakie. Jakieś bzdury w każdym razie i on powiedział po co tu siedzisz wypier...... Domamusi. Normalnie zabolało do żywego nigdy mi nic takiego nie powiedział nigdy nie dał mi Żadnych powodów żebym czuła się gorsza. I dziś znowu gadka i od razu kiedy pójdzieSz do prAcy i mi ciśnie że nie mam zajęcia a ja mówię to co nic nie robię przecież pomagam ci w gospodarstwie i nic Za to nie mam robię to dla ciebie nie chcę żadnych pieniędzy broń Boże. Jest mi mega przykro nie wiem co myśleć. Chyba chodzi o to że jestem z miasta a jego rodzice nie chcieli dziewczyny z miasta i na niego wpływają żeby mnie zostawił zaznaczam że jesteśmy ze sobą 7 lat więc to jest szmat czasu
    Mam doła strasznegoporadz coś nie mogę rozumieć dlaczego on tak domnie powiedział

    OdpowiedzUsuń
  83. trochę jakbym czytała o sobie, a najgorsze jest to, że nie do końca się z tego wyleczyłam. (nie ze starej miłości, ale z otwieraniu się na niewłaściwych mężczyzn). nie podoba mi się to, bo jak wydaje mi się, że mam naprawdę wysokie poczucie własnej wartości, to przecież obdarzanie uczuciami, mężczyznę, który Cię nie szanuję, to w sumie jak nieszanowanie samej siebie...

    OdpowiedzUsuń
  84. najgorsze jest to że czas ucieka a my tracimy go na bycie z takimi bestiami ,czekamy na lepsze chwile, a tak przelatuje nam całe życie,i zastanawiam się jak wyglądało moje życie z normalnym człowiekiem...i nic nie robię w kierunku żeby to skończyć,czasem płacze,czasem walczę ...wiem że to nie ma sensu.......chciałabym tylko być kochana

    OdpowiedzUsuń
  85. Hmm duszę się ostatnio. Jestem ze swoim mężczyzną ponad 3 lata. Nawet mu się sama oświadczyłam na ostatnich wakacjach, bo on jak stwierdził- nie ogarnął się z kupnem pierścionka, ale myślał o tym. Tak jest zawsze. Nie dostaję kwiatów, na prezenty świąteczne czekam długi czas, bo się nie ogarnął i w końcu mam powiedzieć co chcę. W kłótni ciągle mnie poniża, wyśmiewa, wyzywa, ostatnio mnie popchnął- tak, że upadłam na ziemię, mówi poniżające rzeczy przy znajomych np. wciągnij brzuch (a jestem szczupłą dziewczyną, która codziennie trenuje na siłowni). W czasie kłótni ciągle zrywa ze mną, mówiąc, że się pomylił, że nie warto. Wcześniej były teksty, że nie zasługuję na dobre traktowanie. Ciągły przekaz: kim Ty kurwa jesteś, że będziesz mi mówiła, co mam robić. Ja naprawdę staram się przy nim być, wspierać go, wysłuchiwać, komplementować, dbać o seks. Ale z jego strony jakaś cholerna ściana - do koleżanek potrafił pisać bardziej czułe i sprośne teksty niż do mnie. Zaręczyliśmy się, noszę pierścionek, a on mnie uwiera. Mówimy o domu, a mnie dusi....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uciekaj z tej relacji jak najszybciej. ja tez planowalam zareczyny, na szczescie do nich nie doszlo. po 2 latach z nich postarzalam sie o kilka lat, i ostatnio odrylam u siebie siwe wlosy... a mam dopiero 32 lata :( nie warto.

      Usuń
  86. Bastet, przeżywam dokładnie to samo piekło co Ty...upokorzenie znoszę każdego dnia. Przez niego moja samoocena jest poniżej zera. Czuje się nic nie warta. Mam wrażenie, ze powinnam być mu wdzięczna ze że mną jest, bo przecież ja jestem taka beznadziejna, nie atrakcyjna. .. nigdy nie uslysze nic miłego...przy każdej kłótni posuwa się do coraz gorszych rzeczy. Wypomina rzeczy które powiedziałam mu w zaufaniu, które są dla mnie ciężkie, mówi takie rzeczy ze żałuję że jemu w ogóle zaufałam. Ostatnio potrafi mnie ciągnąć za włosy. Zdarzyło się ze ublizal mi doprowadzając mnie do łez. Wyszłam w pizamie na balkon bo nie miałem gdzie się schować a on zamknął okno i się wydzieral po czym poszedł spać. ..po paru godzinach wstał i otworzył. ..nie walilam w okno bo spaly dzieci i nie chciałam żeby sąsiedzi mieli radość. JA staram się o rocznicę, prezenty na urodziny święta i on jest zawsze zadowolony. Tylko ze on nie jest w stanie nigdy sprawić mi przyjemności. ..jak Tobie mu mega wyrzuty to mowi ze nie pamiętał nie miał czasu a w ogóle nie wie co mnie zadowoli. Nie mam już sily

    OdpowiedzUsuń
  87. Trudno jest tutaj oceniać,radzić, bo każdy przeżywa to inaczej, ale jedno jest pewne -musimy myśleć o sobie,nie poddawać się,nie pokazywać że jesteśmy słabe,ja już niczego nie ukrywam, jak krzyczy nie zamykam okien ,niech sąsiedzi wiedzą co się dzieje ,bo tak sobie myślą że to taki fajny człowiek,druga sprawa to dzieci ,gdybym teraz miała mniejsze dzieci to nie zastanawiałabym się ,dążyła bym do tego żeby się wyprowadził,wyzywał je i poniżał ,teraz są już prawie dorosłe i z pewnymi sprawami ciężko jest im sobie poradzić bo nie miały poczucia bezpieczeństwa a ja nic z tym nie zrobiłam teraz żałuję

    OdpowiedzUsuń
  88. Byłam z facetem prawie 2 lata. Poznałam go z moją przyjaciółką, wszystko było ok. Ona go lubiła, ale nic specjalnego. Za to cały czas miałam wrażenie, że ona mu się podoba, że z nią flirtuje. Ale on zaprzeczał, więc nie robiłam z tego wielkiego problemu. Przez większość czasu układało się nam świetnie, ale ostatnie miesiące nie były ciekawe.... No i on powiedział, że chce przerwy, że musi odpocząć. Zgodziłam się. Byłam pewna, że jeszcze będziemy razem, w końcu się kochaliśmy. Spotykałam się częściej z przyjaciółką, rozmawiałam z nią o moich problemach, ona zapewniała, że się jeszcze zejdziemy: przecież tak bardzo się kochacie! Minęły jakieś 2 tygodnie od naszego rozstania. Dowiadywałam się, że mój były bardzo często spotyka się z moją przyjaciółką. Ale twierdzili, że to tylko na gruncie przyjacielskim. Nie czułam w niej zagrożenia, bardzo jej ufałam. Ale zaczęłam zauważać, że on już chyba nic do mnie nie czuje. Wtedy spotkałam się z nią. Rozmawiałyśmy długo. Ona mówiła, że przyjaźń jest dla niej najważniejsza, że nigdy by mi czegoś takiego nie zrobiła, że są rzeczy ważne i ważniejsze.... Po czym tydzień później byli już razem.
    Nie wiedziałam co mam zrobić. Zycie runęło mi w jednej chwili… straciłam przyjaciółkę i faceta którego kochałam. Z pomocą przyszedł mi rytualista perun72@interia.pl u którego zamówiłam urok miłosny. Zadziałało. Po kolejnych 2 miesiącach facet znowu był ze mną, a „przyjaciółka” boi się do teraz spojrzeć mi w oczy. Czuję że odzyskałam twarz.

    OdpowiedzUsuń
  89. Zawsze podobali mi się " bad boye " aż w końcu poznałam jednego . Na początku jak zawsze pięknie i kolorowo , po roku zaczęło coś się zmieniać ... Stał nie straszny , ciągle kłótnie bez powodu , w których to wina zawsze była niby po mojej stronie , ciągle słuchanie jaka jestem głupia , niezaradna , a on zawsze najmądrzejszy. Nienawidzę gdy się klócimy , bo krzykami i wyzwiskami sprawia że czuje się mała a moja samoocena spada do zera ,moje zdanie nie ma znaczenia bo i tak zawsze musi być po jego myśli , ja nie mogę wyrazić swojej opinii bo przecież i tak zrobi jak on chce . Wydaje mi się że jest ze mną tylko po to aby mieć służącą i kogoś do sexu. Czasem słyszę kocham cię , Ale nie widzę żeby pokazywał mi ta miłość . Jest egoista , a tak nie może być w zwiaku . Nie wiem sama co mam robić , bo mnie niszczy to wszystko Ale kocham go..... lub to tylko przyzeywajenie . Zawsze byłam uparta i stawialam na swoim , lecz przy nim stałam się uległa więc to wykorzystał , szkoda że nie może wejść do mojej głowy i zobaczyć jak cierpię w środku ... Jest większa różnica wieku między nami i może dlatego chce rządzić bo uważa się za madrzejszego. Pomóżcie co robić :c O.

    OdpowiedzUsuń
  90. tak sobie czytam wasze posty i ryczec mi sie chce. nie mam jeszcze odwagi pisac o moim zyciu. podejrzewam, ze nie chciala bym przeczytac "dziewczano, ty masz naprawde problem, zrob cos z tym" albo "odczekaj, sa wzloty i upadki, bedzie dobrze". No ale skoro sie tu znalazlam, to pewnie oznacza, ze mam ten cholerny problem.
    Poddalam sie. Dalam za wygrana. Mija dzien za dniem, a ja jestem coraz bierniejsza...
    Od 7 lat jestem mezatka z dwojka dzieci. Mam meza - tyrana. Pierwsze oznaki byly po kilku miesiacach znajomosci ale jak to sie mowi... milosc jest slepa. Trwam w tej slepej milosci juz 10 lat i nie widze swiatelka w tunelu. Chyba osleplam haha! Albo tego swiatalka nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  91. Nie marnuj mlodosci, bo obudzisz sie z nerwica I depresja okolo 50tki jak ja I stwierdzisz, ze zalujesz najlepszych lat zycia zmarnowanych dla kogos, kto nie byl tego wart. Sa mili mezczyzni na tym swiecie, uwierz mi. Masz jeszcze szanse. Zycie mija szybciej niz nam sie wydaje, a potem przestajemy byc atrakcyjne dla mezczyzn, wielu z nich woli mlodsze partnerki, im pozniej, tym trudniej kogos znalezc. Nie czekaj, nie katuj sie, jesli jestes nieszczesliwa, I masz mozliwosci finansowe, odejdz. Jak dzieci znosza tyranie ojca? Jest tyranem tylko dla ciebie czy dla nich tez?

    OdpowiedzUsuń
  92. Bardzo dobry tekst...
    Zapraszam do mnie.http://nieuzewnetrznione-emocje.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  93. A ja 4 lata związku.Byla radosna i pełna życia. Dopóki go nie poznałam wydawał się poukładany było jak w bajce po 4 miesiącach wyjechał i się zaczęło. Nocne sprawdzanie czy jestem w domu.nawyzwal wszystkie moje koleżanki które odwrócił się ode mnie on miał być tylko jedyny na ważniejszy. Zakazy nie mogę się malować chodzić w stringach musiałam robić zdjęcia w pracy co mam na sobie żadnych imprez dom praca.telefon jest zarejestrowany na niego codziennie sprawdza do kogo dzwonie i pisze.latem tylko spodnie zero sukienek. Na basenie tylko siedzenie na kocu tel przy uchu żeby wszystko słyszał. Słownictwo dziwki suki to normalne kocham u niego. Jest jak narkotyk nie mogę się uwolnić. Cipki zakaz golenia.jestem w rakiety czlowieka

    OdpowiedzUsuń
  94. To wszystko łatwo jest napisać po fakcie...
    Gdy kochasz mężczyznę od 8 lat i wiele było za wami wiele przeszłoście by móc być razem to już nie jest tak łatwo pogodzić się z tym ze to koniec.
    Zapraszam na www.specyficzne-pierdolenie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  95. Od wczoraj czytam wszystkie te komentarze. Jakże jesteśmy w wielu sprawach my kobiety do siebie podobne. Jak wiele potrafimy znieść w imię miłości, dla ratowania związku, dla dzieci. Jednak jak nie wiele robimy by być szczęśliwe. Sama jestem w pięcioletnim związku. Niedawno się zaręczyłam. Jednak jak ktoś pięknie napisał powyżej i mnie : "ciąży pierścionek" Każda chęć rozmowy, która wychodzi oczywiście z mojej inicjatywy kończy się awanturą i wyzwiskami (tj jesteś pojebana, popierdolona itp, raz kiedyś bardzo mocno mnie uszczypnął i nie chciał puścić to go walnęłam ręką w głowę aby się bronić to wyszarprł mnie za włosy, a cała akcja była o to, że chyba nie posprzątał i wściekł się jak mu zwróciłam uwagę, kiedyś też wyzywał mnie od dziwek...) oczywiście w moim kierunku. O ważnych sprawach mnie nie informuje, żyje własnym życiem obok mnie... Nie ze mną :( O przeprosinach z jego strony nie ma mowy. Za to 2-3 dni bez zupełnych rozmów i ignorowanie mnie są na porządku dziennym. Boję się tego ślubu, boję się życia po nim. Wszystko już ruszyło, sala, kościół , obie rodziny wszystko wiedzą o zaręczynach. Ja natomiast mam coraz więcej wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  96. Dziewczyno! Pomyśl co będzie jak po ślubie będziecie mieli dzieci! Chcesz żeby tak Cię wyzywal przy nich? Jak możesz wyjść za mąż za faceta który ma Cię za dziwkę, a po ślubie nie będzie lepiej tylko gorzej, bo poczuje się pewny że jesteś już jego. Znam takie ciche dni, są najgorsze, to strasznie gdy nie można odbyć ze swoim facetem normalnej rozmowy. Powiedz mi jak sobie wyobrażasz swoje życie z facetem który ciągle się obraża, nie możesz z nim NORMALNIE porozmawiać i wszystko Bessie zawsze na Twojej glowie. Trzeba w zyciu byc z kims kto ma byc dla Ciebie wsparciem, jest sie razem po to zeby bylo latwiej a nie jeszcze trudniej. Dziewczyno wycofaj sie poki jeszcze nie macie slubu I dzieci bo dopiero potem nie bedzie odwrotu, co z tego ze juz cala rodzina wie, to Twoje życie, nikt go za Ciebie nie przeżyje. Czym jest odwołanie ślubu wobec tego jak sobie zmarnujesz życie. Jak facet może podnieść na Ciebie rękę i wyzywać Cię od dziwek! To nie facet. Obudź się!!!! To może być najlepsza decyzja w Twoim życiu.

    OdpowiedzUsuń
  97. Pierwszy raz przeczytałam post w 100% o sobie, do samego końca.
    Byłam w toksycznym związku 8 miesięcy, zerwanie ciągnęło się AŻ 2 MIESIĄCE
    nie uważam związku za czas "zmarnowany", bo nauczył mnie tak wiele, nawet za dużo.
    Jestem teraz szczęśliwa będąc sama, nie musiałam się leczyć alkoholem ani niczym podobnym, wytrwałam i jestem z siebie niezmiernie dumna, silniejsza i stanowcza.
    Mój chłopak miał wszystkie wymienione wyżej cechy, bardzo manipulował mną psychicznie. Doprowadził do tego, że pewnego dnia poszłam do szkolnej pedagog i poprosiłam o rozmowę. 20 minut dało mi 50% więcej sił, nad resztą pracowałam i pracuje wciąż. Byłam bardzo wrażliwa i ulegałam na jego "choroby" i uzalanie się nad sobą. W końcu skończyłam raz na zawsze z nim kontakt, choć niestety się widujemy.
    Dziś jest mi wciąż ciężko ponieważ za samo podejście do jakiegoś kolegi jestem wyzywana przez byłego bezpodstawnie od 'dziwek' 'szmat' 'że się puszczam' itd. To boli i łamie moją siłę ale jest teraz na tyle wzmocniona że nie muszę płakać po nocach i spędzać smutnych wieczorów chociażby.
    Szkoda trafiac na takich psychopatów, następnym razem będę uważać więcej.
    To przykre jeśli trzeba się każdemu tłumaczyć bo gdzie się nie pojawię to coś odwali a ja staram się to sprostować...
    Pisałabym więcej, ale myślę że tyle wystarczy:)

    OdpowiedzUsuń
  98. Byłam w toksycznym związku przez pięć lat.Odeszłam i wyprowadziłam się, bo już dłużej nie mogłam wytrzymać. Minęło pół roku,on cały czas nie odpuszcza, nie daje o sobie zapomnieć. Ciągle dzwoni, czeka pod moimi drzwiami,mówi, że mnie kocha.Czy ja go kocham, nie wiem, czy to miłość, czy uzależnienie, ale jest ciężko. Byłoby mi lżej gdyby zupełnie zniknął z mojego życia.Cały czas walczę o siebie i mam nadzieję, że wygram.Uważajcie na takich mężczyzn i uciekajcie.

    OdpowiedzUsuń
  99. Dziewczyny powiedzcie mi co mam robic bo juz nie mam sily na wszystko jestem juz psychicznie wykaczona wszystkim a mianowicie chodzi o to.. jestem z partnerem od roku w jego poprzednim zwiazku dziewczyna go zdradzila a mianowicie teraz chodzi o moj zwiazek ze kochamy sie jest zazdrosny bardzo o mnie lubi dogryzac o kolegach moich mi np jak przyjme zaproszenie na fb od kolegi jak sie klucimy przewaznoe o glupoty to zadko przeprasza mnie chodz to on zaczyna klutnie ciezko jest. Mu zaufac mi zalezy mi bardzo na nim i noe chciala bym go stracic tym bardziej ze mam slaba psychike i mam czasem mysli samobuicze jak sie poklucimy i on jedzie do matki swojej. Prosze o pomoc was prosze i z gory dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  100. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  101. Czytając ten post, komentarze pod nim, płaczę. Płacze, bo wiem, jaki to syf. Płacze, bo ja nie mam odwagi tego zakończyć. Często postanawiam, że to koniec. Ale nigdy nie doprowadzam do niego. Boje się, że nie dam rady. Nie mam znajomych, przyjaciół, którzy mogliby mi pomóc. Mam za to dwójkę małych dzieci. Dzieci, które patrza na zło, bo mają słaba matkę. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się być stala. Ogromna nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  102. Przeczytałam wszystkie komentarze i większość pasuje do mojego już byłego toksycznego chłopaka. Prawie 3 lata związku, a ja czuję się jakbym postarzała się o ponad 10 lat. Pierwszy rok był fajny bo jeszcze nie pokazał swojego prawdziwego ja. A im dłużej byliśmy ze sobą tym coraz gorzej się działo między nami. Nie szanował mnie, poniżał, oczerniał przy swoich znajomych, moich nie chciał poznać bo mu to do niczego nie potrzebne. Później jego ciągłe fochy, obrażanie o byle co bo on nie jest ważny. Manipulował mną a ja z tej głupiej miłości poddawałam się temu. I jeszcze te jego głupie podchody i manipulacje doprowadziły do tego,że stałam się zazdrosna i jeszcze bardziej nerwowa. W jego ustach byłam szmatą, idiotką, dziwką i miałam mu być posłuszna i robić co on chcę bo on ma potrzeby-a no to niby nie. Pierwszy i ostatni raz się wplatałam w taki związek. Ciągle pretensje i ochrzanianie za nic. Potrafił mnie bardzo zranić wiedział co powiedzieć, żeby zabolało najbardziej. Teraz gdy już nie jesteśmy razem-odżyłam jeszcze dużo przede mną pracy żeby poukładać sobie życie od nowa, ale już bez niego to już pewne!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w takim samym związku od ponad 4 lat , ale najgorsze jest to że boję się odejść ... też jestem dla niego szmata ... idotka... dziwka... Manipuluje mną cały czas , przez niego z każdym jestem poklocona teraz nie mam nikogo , nie mam przyjaciół, koleżanek , kolegów, nawet rodzice powoli się ode mnie już odwracają bo z nim jestem a oni go nie znoszą . Ja już nie wiem co mam robić . Psychicznie już jestem załamana , cały czas siedzę i płacze , nie mam siły wstać z łóżka ... Boje się odejść od niego, zastrasza mnie i wgl . Ja już nie mam siły ...

      Usuń
    2. Spakuj się i uciekaj tam gdzie cie nie znajdzie. Ja również tkwi w toksycznym związku od 8 lat. Jest coraz gorzej jeszcze jakieś dwa lata temu poklucilismy się raz na jkis czas potrafił mnie uderzyć. I grozić ze mnie zabije. Teraz czepia się wszystkiego ma mnie za nic nie mogę mieć własnego zdania jak mu się sprzeciwie to za chwile wybucha i leci tekst ty jesteś kurwa popierdolona weś idź bo ci zaraz wyje... I jeszcze różne słowa lecą w moja stronę jak się bardzo zdenerwuje to wtedy rzuca się do mnie z rękami. Mamy syna 6 lat. Cały czas szuka zaczepki o byle co chciałby mnie sobie ustawić jak swój zegarek ja niestety nie potrafię się aż tak podporządkować. Chce mieć swoje zdanie. Jemu to nie odpowiada i mówi rób tak jak ja ci każe a będzie lepiej. Przeważnie po kłótni juz teraz nawet nie powie mi przepraszam. Bo to ja powinnam bo wszystko moja wina. Uważa się za lepszego. Nie pochodzę z bogatej rodziny mojej mamie było ciężko w życiu. On to wie i mówi mi ze jestem tak jak mamusia jestem nikim zwykłym gównem. Ja nie wiem już jak to zakończyć wiem ze lepiej nie będzie. Kilka razy mieliśmy to zmienić ale zawsze kończy się tak samo. Jestem od niego uzależniona twierdzi ze bez niego nie dam sobie rady. Jak pracowałam to wiecznie źle bo mnie w domu nie było z reszta jest zazdrosny o każdego ja nie mogę się przy nim na żadnego faceta spojrzeć. Bo by mnie chyba udusil żywcem jest o mnie zazdrosny ogólnie od zawsze jestem kobietą atrakcyjna dbam o siebie. A on się zapuścil brzuch mu się rzucił dużo kilogramów dodatkowych i w tym może być największy problem wyrzywa się przez to na mnie. Twierdzi ze to moja wina. Kochane my jesteśmy 8 lat razem a ha z nim nie mam żadnego zdjęcia. Kiedyś był z babka 11 lat z nią jeździł wszędzie pełno zdjęć z wakacji nawet był z nią zaręczyny. A ja to jestem zwykłym śmiecie do bzykania i sprzątania raczej. Takie mam uczucie. Niby czasami powie ze mnie kocha ale ja już w to nie wierzę. Zranił mnie już tyle razy psychicznie ze nie mogę tego zliczyć mam dosyć ostatnie kilka miesięcy cały czas wspomina o tym żebym od niego odeszła żebym się wyprowadziła bo on już nie wytrzymuje. Ze jestem głupia... ze nie ma chemi między nami wspólnych tematów. Powiem tak dużo razy wspomniał o tym że mu życie zniszczyłam ze jestem najgorszym wydarzeniem w jego życiu które mogło go spotkać. Itd. Wiec chyba moja historia jest tu najgorsza... wstyd się przyznać naprawdę ja nie wiem czemu ja z nim nadal jestem wiem ze zasługuje na kogoś lepszego ale powiem szczerze że nawet bym chyba nie chciała mieć nikogo przez najbliższe kilka lat. Za dużo przykrości łez i nie wiele dobrych wspólnych chwil. Bo od kąd pamiętał zawsze mnie wyzywa :(( jest naprawdę straszny ja nie pojmuje jak można aż tak traktować osobę która kiedyś może kochał. .. fakt nie zdradza mnie nie pije. Ale wiecznie wynajduje powód do kłótni zawsze! I tak prawie codziennie. Ja juz jestem tak wyczerpana psychicznie ze ja nie potrafię samodzielnie myśleć robie to co on mi mówi. Bo nie mam sił odmówić ale i tak jest zawsze źle. Jestem najgorsza. Jak bym miała pieniądze to wzięła bym zamówiła bilet za granicę i bym z synem wyjechała. On mi groził kilkakrotnie ze syna mu nie zabiorę mam większą przewagę ponieważ on nie ma do niego żadnych praw ponieważ nigdy nie został prawnie uznany jako ojciec. Ja jestem cały czas widziana jako samotna matka. Jemu to nie przeszkadza ze nie ma syna na papierze. Tak jak jest mu wystarczy
      Ale padają groźby ze mi go zabierze. I ci w takiej sytuacji ronić ? Coraz częściej myślę aby jakoś zakończyć ta mękę mogę iść do mamy z synem. Ale nie potrafię raz się rozstalismy po okropne awanturze wróciłam następnego dnia a on nawet o to mnie nie prosił. Poprostu wróciłam do domu. W tej kłótni dwukrotnie mnie uderzył bardzo mocno w głowę. On się tłumaczy ze był bardzo zdenerwowany i nie potrafił się powstrzymać. I ta klotnia była o byle co. Nie mam poprostu odwagi...

      Usuń
  103. Witam ja mam taki problem ze jestem ze swoim partnerem 3lata często sie klocilismy nie moglismy sie dogadać potem urodzila nam sie coreczka 8 miesieczna nie wiem co msm robic pije duxo wyzywa mnie od najgorszych np kurwa ze jestem itd. Raz wzielam dziecko i poszlam do rodzicow bo sie roztalam z nin ale po paru dniach mnie przeprosil i wrocilam do niego wszystko bylo dobrze potem zaczol znowu nadużywać alkoholu wiec poklocilusmy sie i znowu zaczal krzyczec jako to ja jrstem itd wiec opil sie i zaczol znowu wyzywac wiec spakowalam ciuchy i wrocilam do rodzicow i teraz nie wiem co mam zrobic czy posłuchać ojca zeby go zostawic bo to facet nie dla mnie? Nie wiem uzaleznilam sie od niego boje sie ze nie dam rady bez niego ale nie potrafie mu juz zaufac chyba go juz nie kocham ale mowi zrbym wrocila ze alkoholu nie pije juz nie wiem co mam zrobic... nie chce zeby moja coreczka przez to cierpiala :( prosze o pomoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wracaj, kochana! On sie nie zmieni, jesli teraz cie nie szanuje to juz bedzie tylko gorzej! Rodzice dobrze ci radza. To jest dobry moment! Jeszcze nie stala sie tragedia.

      Usuń
  104. Rozstałam się z miłością mojego życia po 7 latach….. Czułam się tak tragicznie że jest to wręcz nie do opisania… trzeba to przeżyć… Koleżanka dała mi namiary na pewnego rytualistę (strona o ile pamiętam to http://urok-milosny.pl) nigdy nie wierzyłam w magię, ale byłam zdesperowana i postanowiłam spróbować. I jak się okazało było warto. Wrócił do mnie po 6 tygodniach od zamówienia uroku. Teraz znowu czuję szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  105. Krótko, ale silnie trwałam w toksycznym zwiazku. Wiedziałam, że jest nie tak. Pamiętałam dobre chwile, na złe przymykałam przy nim oczy, ale chodziłam przestraszona. Wręcz się bałam, milczałam. Pozwalałam na złe traktowanie. Co gorsza, myślę, że może sama Go źle traktowałam. Zakończyłam jednego dnia relację, ale sama wróciłam. Uzależniłam się od Niego. Gdy przytulił czułam spokój jakiego nigdzie nie mogłam osiągnąć. Mieszkaliśmy razem. Niestety, ostatecznie On mnie zostawił zarzucając mi, że to ja się zmieniłam. Sobie nic nie miał do zarzucenia. On był czysty. Od 1,5 roku nie umiem psychicznie z tej toksycznej relacji wyjść. To są męki za życia. I co gorsza. Przyjaciele nie są w stanie tego zrozumieć. Sama też nie potrafię tego pojąć, że tak długo się męczę.

    OdpowiedzUsuń
  106. Mam 34 lata i zaczynam życie od nowa od zera.Nie mam domu nie mam męża, mam tylko otwarte rany posypywane solą. Byłam z miłością mojego życia dwadzieścia lat, od zawsze razem.Dużo rzeczy nie zauważałam nie widziałam ,że tkwię w tak toksycznym związku a może wiedziałam tylko się do tego przyzwyczaiłam i nauczyłam się tak żyć.Mój mąż dobry człowiek, w oczach innych zawsze służący pomocą, miły ,dobry lubiany w towarzystwie,sąsiadki zachwycone, koleżanki też ...a dla mnie tyran.Zawsze on wie wszystko najlepiej, nic się mi nie należało jemu owszem. Całe życie pracowałam a on wyzywał, że wszystko mam dzięki niemu, że ja nie dokładam złamanej złotówki do naszego związku.Wszystko co było złe to tylko moja wina,dla niego wszystko dla mnie zawsze nic. Co miesiąc musiałam oddawać swoją wypłatę na dom. Czułości zero sex bardziej brutalny niż z uczuciem .Często znikał z domu pod pretekstem swoich pasji,których ja nigdy mu nie zabraniałam.Miał wszystko co zechciał pan i władca.No i okazało się zdradził mnie z naszą koleżanką zoną swojego dobrego kolegi ,która często bywała u nas w domu teraz wiem dlaczego. Byli tak perfidni, rozwalił całkowicie moje życie a ja głupia nawet dzięki niej wyjeżdzaliśmy na wspólne wakacje jak się okazało żeby oni mogli spędzać ze sobą czas, nic nie zauważałam. Był z nią w związku 4 lata 4 lata oszukiwali dwie rodziny.Zdrada wyszła, pokazał swoje prawdziwe oblicze nie przepraszał za to co się stało tylko wyładował się na mnie.Uderzył,popychał,wyzwał,zastraszył,grożił śmiercią,oblaniem kwasem,pokazywał samochody w których będzie wywoził mojego trupa.Każdego dnia czułam strach, trzęsłam się jak zbliżała się jego godzina powrotu do domu... Do czasu gdy wszystko nabrało tak wielką siłę ,że coś we mnie pękło człowiek którego kochałam nad zycie był zdolny zrobić mi tak okropne rzeczy :(i to tylko dlatego,że tak bardzo go kochałam. Chyba nigdy w życiu nie zapomnę dzwięku tych strasznych słów,wyrazu jego twarzy,przerażającego wzroku. Zabił mnie...oj jak bolało i nadal boli tak bardzo,ze chwilami zastanawiam się ile jeszcze zniosę.Już 5 miesiąc a ja próbuję się podnieść jestem jak żywy trup brudny, oskubany z poczucia własnej wartości :( i to tylko dlatego ,że oddałam mu swoje serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanie, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Nie rozumiem sama tego, ale tacy kolesie nie wiedza co to milosc. Pewnie w domu tez byl zwiazek silowy... wiec nie mial dobrego przykladu. Wyszlas z tego? Dziewczyny, szukajcie specjalisty, psychologa, ktory pomoze wam stanac na nogi. Psycholog to lekarz dusz, pomoze wam! A ty sie kochana ciesz, ze dziecka z nim nie masz. Chociaz nawet gdybys miala, tez dalaby sobie rade! Trzymam kciuki!!

      Usuń
  107. Jak tak czytam Wasze komentarze drogie Panie, to zastanawiam się czy istnieje prawdziwa miłość która płynie z obu stron.. Po przeczytaniu danych tu opisów myślę, że tak okrutnego zachowania mężczyzn nic nie jest w stanie usprawiedliwić. Myślę, że to zachowanie emanuje tylko z poczucia niskiej samooceny. W ten sposób niektórzy faceci chcą się dowartościować, poczuć się panem i władcą, jakimi dotąd nie byli. Znęcają się nad słabszymi żeby poczuć się panem wszystkiego co ich otacza. Cóż. Wszystko wynosi się z rodzinnego domu.. Facet zachowujący się jak tyran ma problemy psychiczne.. Mimo że Panie tak ich kochały, oni wykorzystywali to, ponieważ nigdy prędzej nie doznali tego uczucia.. Bardzo mi przykro, że niektórzy mężczyźni nie są w stanie docenić tego co oferuje mu prawdziwa miłość... Wierzę, że odnajdziecie kogoś, kto będzie was godzien w 100% i kto będzie w stanie Was przekonać że istnieją faceci, którzy potrafią sprawić, że świat jest piękniejszy... Jestem w związku 5 lat i uwierzcie mi, że istnieją faceci, którzy są wierni, uczciwi i mają szacunek do kobiet. Pozdrawiam Was serdecznie drogie Panie i życzę szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
  108. A ja mam całkowicie identycznie ale mamy razem dziecko i ślub cywilny, jestem w rozsypce

    OdpowiedzUsuń
  109. A ja mam całkowicie identycznie ale mamy razem dziecko i ślub cywilny, jestem w rozsypce

    OdpowiedzUsuń
  110. A ja mam całkowicie identycznie ale mamy razem dziecko i ślub cywilny, jestem w rozsypce

    OdpowiedzUsuń
  111. o matko,trafiłam tu oczywiście wpisując oklepaną frazę "mój facet mnie nie szanuje". Przeczytałam tekst,tak jak i tysiące innych wcześniej,i mimo tego,że wszystko zgadza się dokładnie,myślę sobie "no tak,to prawda,ale co teraz?" no właśnie,co teraz? Wziąć czterolatka pod pachę,spakować rzeczy i uciec? Bo odejść nie pozwoli. Przecież sobie nie poradzę-no właśnie. A z drugiej strony,przecież zasługuję na coś więcej niż bycie sprzątaczką,kucharką i opiekunką do dziecka. Fajnie,że niektórym z nas się udało,jeśli kiedykolwiek zdobędę się na ten krok-dam znać.Teraz jednak wrócę do sprzątania,po kolejnej awanturze i wyzywaniu od beznadziejnych,nieprzydatnych itp. Vi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspolczuje wam, dziewczyny. Nawet sobie tego nie wyobrazam... Ja tu trafilam, zeby poczytac dla siostry, ktorej facet nie szanuje. Zawsze radze psychologa, on daje sile, zeby odejsc. Sprobuj, wizyty sa na kasy chorych!

      Usuń
  112. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  113. Byłam w związku toksycznym kilka miesięcy.

    Na szczęście w potem się obudziłam.

    Utrata wagi, stres, brak radości życia.

    Po prostu odeszlam.

    Nie wolno dać sobie wmówić ,że jesteście najgorsze.

    Kobiety nawet te które maja dzieci zróbcie to dla nich i patrzcie na siebie i swoje szczęście.

    Lepiej odejść właśnie teraz a nie gdy będziecie stare i nikomu nie potrzebne.

    Nigdy więcej zabrania godności .

    Jest jedno życie!

    OdpowiedzUsuń

  114. Odejdź od niego.

    Uwierz mi nie miałam nikogo i byłam sama ze wszystkim.

    Nie bądź uzależniona od faceta.

    Jeżeli masz choć trochę siły po prostu działaj .

    Chętnie dam siły osobie którą byłam Ja słaba bez siły i życia.
    Teraz jest inaczej i czuję życie biorąc wszystkim co mam:)
    szczypta_chilii@interia. pl piszcie:)

    Syla

    OdpowiedzUsuń
  115. Witam was przeczytałam chyba wszystko... Sama żyję w podobnym związku, 5 lat. wszystko było pięknie do puki nie wprowadziliśmy się do jego matki uciekajać przed alkocholizmem mojego ojca, mój facet najwyrazniej nauczyl sie tam braku szacunku. wiedzial ze jestem trudna porywcza i nerwowa bo widzial przez co przeszlam, na poczatku bardzo mnie wspieral i kochal wiedzialam ze to ten jedyny wyciagnol mnie z dna, ale po przeprowadzce wiele sie zmienilo nie wiem czy próbuję pokazac swojej matce ktora chorobliwie kocha swoich synow ze jest taki meski czy poprostu stal sie skurwysynem bez uczuc, przejde do rzeczy gdy pracowalam niezauwazalam duzo jakies male klamstewka ktore mnie nauczyly dystansu i patrzenia na wszystko z boku, potem zaczelo sie odmawianie sexu gdy bym byla jakas trendowata gdy stracilam prace zaczelo sie wyzywanie i pokazywanie jaki to on jest doskonaly a ja nic nie warta ostatnio nawet uslyszalam ze jak cos osiagne to wtedy bede mogla dyskutowac. nie potafie juz z nim rozmawiac unikam go albo udaje ze wszystko jest ok. gdy pracowalam jego klamstwa odbijaly na mnie sie tak bardzo ze plakala jezdzac do pracy i z niej wracajac, zawsze gdy mu probuje cos powiedziec ze mi zle ze nie chce takie zycia to on mowi ze marudze i chyba mam za duzo czasu albo niechce mi sie tego sluchac jestem zmeczony i wrocilem z pracy, ale gdy ja wracalam musialam sprzatac i podstawiac pod pysk. gdy ostatnio mu powiedzialam ze czuje sie przez niego jak gów.no i w jego oczach tym wlasnie jestem to nawet nie zaprzeczyl. Płacze w lozku lezac obok niego a on udaje ze nic sie nie dzieje. nie wiem co mam myslec i czuc nie mam dokad pojsc, bez pracy i pieniedzy, nie moge niestety wrocic do rodzicow, bo tam niestety jest gorzej niz tu. nie moge obarczac moich siostr swoimi problemami, bo maja swoje dzieci dom prace. nie wiem co robic juz chcialam isc do mopsu po pomoc ale tak sie sklada ze po przeprowadzce stalam sie osoba bezdomna nie mam meldunku i wysla mnie do jakies przytulku. jestem zalamana :(

    OdpowiedzUsuń
  116. Dziewczyny!Nie poddawajcie się!Walczcie, bo warto!Jeszcze kilka miesięcy temu byłam w takim chorym układzie.Jesteśmy 9 lat po ślubie, mamy dwoje dzieci -córka ma 6 lat, syn-roczek.A ja jestem wreszcie szczęśliwa, bo od 4 miesięcy już mi ten dziad w domu nie śmierdzi!Po latach upokorzeń,wyzwisk, jego pijaństwa i wszelkich innych uzależnień, kopnęłam go w dupę.Na koniec jeszcze dostał ode mnie fangę w kinol!Świnia bez honoru pojechał jeszcze zgłosić mnie na Policję, bo nie mógł się pogodzić z tym, że to on dostał po ryju😁 Policjant, mój znajomy, go wyśmiał i wygnał z komendy😁 Pierwsze ostrzeżenie ślubny otrzymał kilka miesięcy wcześniej, kiedy wykręcił mi ręce tak, że aż usiadłam.Wtedy okazało się,że mam świetny prawy sierpowy, co zaowocowało piękną śliwą pod okiem przez tydzień.Mąż był w szoku.Szkoda, że w nim nie był gdy to,on wielokrotnie bił mnie, popychał, dusił, bił pięścią w moją twarz, gdy prowadziłam auto,on siedział obok, a z tyłu nasza córka.Podatny na wszelkie uzależnienia, palił 50 sztuk papierosów dziennie, pił kilka piw i jeszcze te kolorowe małpki, pił wszędzie i wszędzie chował butelki i puszki.Do tego okazało się, że gra na automatach i bierze dopalacze.Zadał się z szemranym towarzystwem, ale jak się okazało, to wszystko kręciło go zanim jeszcze go poznałam.Dużo przede mną ukrył, jego rodzina go w tym wspomagała, żeby nie wydało się, że ma kuratora sądowego za 3 różne sprawy.A ja niegdyś wzorowa uczennica, radosna, fajna dziewczyna, stałam się agresywna i wulgarna, bo równałam do jego poziomu.Sprawnie operuję słowami,które kiedyś nie przeszły by mi przez gardło.Nienawidzę go!Jest narcyzem, liczył się zawsze tylko on, bo on jest głodny, śpiący, zmęczony.Pracował kiedy chciał, w poniedziałki przeważnie zawalał, bo skacowany jak świnia.Seksu dobrego nie miałam z nim nigdy,kładł się i czekał na trzęsienie ziemi 😂 Później ciągle mi odmawiał, to była taka kara dla mnie, bo nie byłam zbyt miła podobno.A następnie wpadł już w takie uzależnienia, że kuśka odmówiła mu posłuszeństwa.Zresztą ja nigdy nie pójdę z pijanym, czy nawet wciętym do łóżka.Kłamstwa i kradzieże były na porządku dziennym.Kradł mi pieniądze z portfela, wynosił przedmioty z domu.Synka odchowałam sama, bo on był ciągle tak naćpany i zapamroczony,że nie wiedział o jego istnieniu. Dowiedział się niedawno, bo oprzytomniał, jak mu kopa sprzedałam.A ja mam w sobie moc!Mega siłę, która pozwala mi działać i robić rzeczy, które wydawały mi się niemożliwe.Zarabiam fajną kasę, ale już tylko na siebie i dzieci.A on niech zdycha pod płotem.Nie żałuję niczego!Mam piękne dzieci i ja też jestem fajną babką.Trzymajcie się dziewczyny!Wy też możecie zmienić swoje życie.Najtrudniejsze jest podjęcie tej właściwej decyzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie moje małżeństwo, tylko bez ćpania i okradania. Poza tym kropka w kropkę moje życie. Ja niestety nie z zdobyłam się na to żeby odejść i dzisiaj jestem juz starą czterdziestoletnią zgorzkniałą babą bez żadnych widoków na przyszłość. Córki, widząc jak on mnie traktuje zaczęły robić to samo. Od starszej dostałam juz dwa razy w twarz.

      Usuń
    2. Pomysl o corkach, ktore przez lata w rozny sposob braly udzial w takim zyciu i nie znają innego. Dlatego dla nich i dla samej siebie zawalcz o inne zycie. 40 lat to druga polowa zycia, którą mozesz rozpocząć w zupelnie nowy sposób. Z calego serca życzę ci tego

      Usuń
  117. Witam. Jestem od ponad siedemnastu lat mężatką.Prawie każdy komentarz opisuje mogę pseudo małżeństwo.Nie odeszłam i to był mój błąd.Teraz mam 43lata i zmarnowane życie.Dla osoby najbliższej(oprócz córek) memu sercu jestem nikim. Mąż wraca z pracy,je obiad,uwala się na kanapie i śpi lub kilka godzin grzebie w komórce. Jego rozmowa ze mną,to pojęczenie jaki jest zmeczony(ja pracuje codziennie po dziesięć godzin) ,powiedzenie jednego(dosłownie) zdania na temat dzieciaków i to wszystko. Weekendy niczym się nie różnią od zwykłych dni. Potrafi się nie odzywać całymi dniami, wszelkie próby podjęcia jakiejkolwiek rozmowy nie przynoszą efektów,słyszę tylko "s********j".Od ośmiu lat nigdzie ze mną nie wyszedł,próbowałam go wyciągać to do kina,kawiarni czy zwykły spacer,zawsze był na nie.Kiedyś mu powiedzialam,że chciałabym chociaż na jeden dzień,zamienić się w naszego psa,to wtedy poszedłby ze mną na głupi spacer. Od kilku lat nie wiem jak to jest być przytulaną czy całowaną.Sex tez nie istnieje. Wydzwania co drugi dzień do Polski do swojej matki,a do żony nie potrafi wysłać głupiego smsa. Moja obecność w dumu sprowadza się do sprzątania,prania i gotowania. Kiedy nie robię żadnej z tych rzeczy nie ma żadnej różnicy. Od męża słyszę "komplementy" typu:wywłoko, tłusta kierdo(nie jestem gruba, wyglądam lepiej niż niektóre nastolatki), pojebka,itp. "Nie dzwonię do ciebie bo nie lubię, nie piszę smsow bo nie lubię, nie lubię z tobą rozmawiać ani spędzać z tobą czasu". Nigdy nie było go, gdy był potrzebny. Dzieciakami tez się nie interesował przez kilkanaście lat. Teraz udaje wspaniałego ojca pod warunkiem, że nie trzeba iść na wywiadówkę czy do dentysty.Córki są nastawiane przeciwko mnie, na szczęście starsza sama to zauważyła i nie daje już jemu sobą manipulować. Zwraca się do mnie bezosobowo i tylko wtedy,kiedy muszę zadzwonić w jakieś jego sprawie. Chciałabym odejść, ale tak mnie zeszmacił,że boję się, iż sobie nie poradzę. Boje się, że jak mnie nie będzie, to córkom do reszty zrobi pranie mózgów. Całe noce płaczę, poszłam ostatnio do psychologa, ale nie wiem czy to coś da. Myślę o śmierci,kupiłam sobie nawet"sprzęt" odpowiedni do samobójstwa. Jestem bardzo samotna,jak tak ma wyglądać mogę życie, to ja go już nie chcę :-(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Pisze do pani, która jest mamą dwoch córek i dokonala tutaj wpisu w dniu 5 marca. Poniewaz sama tez jestem 43 letnią mamą trojki dzieci i wiem jak sie czujesz, chciałabym ci pomóc. Wyslij proszę email do siebie. Pozdrawiam Ela

      Usuń
    3. Elu,właśnie przeczytałam pani wiadomość. Mój e-mail to :slaweczka42@gmail.com. Niech go sobie pani zapisze, bo później go usunę. Czekam na wiadomość i dziękuję.

      Usuń
    4. Napiszę do ciebie w tym tygodniu. Cieszę się ze sie odezwalas. Pozdrawiam Ela

      Usuń
    5. Napisalam odbierz pocztę pozdrawiam Ela

      Usuń
  118. Szkoda,że już tu nikt nie wchodzi :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem. Czytam i właśnie postanawiam zmienić swoje życie. Dziękuję autorce za obiektywne spojrzenie. Pomogło mi to podjąć dzisiejsze decyzje. Wieczorem nadejdzie czas na poważną rozmowę z nim.

      Usuń
    2. Mam podobnie. Nic się nie zmieni, będzie tylko gorzej. Po 30 latach dogadzania zasłabłam za kierownicą, Żyję, ale nogę mam na zawsze poważnie złamaną w stawie skokowym. Cierpię codziennie ból, a on dalej mnie dręczy. Niestety, jesteśmy w separacji, już się nie daję poniżać. Lepiej późno niż wcale. Uciekajcie kobiety od drani i buraków!

      Usuń
  119. Też tu jestem.Czytam Wasze wpisy - każda Wasza historia to lekcja! Plus jaki widzę to to ,ze bylyscie tu czyli widzicie problem i szukacie pomocy chocby wsparcia przez internet. Moja historia jest inna..ale bardzo podobna do Waszych.Nie byłam bita ani wyzywana. Jedyną obelgą pod moim adresem bylo , ze nie jestem w stanie czegos pojąć albo zebym nie robiła scen.Jestem miesiąc po rozstaniu , wciąż jest ciężko.Mój były walczy o mnie nadal.Wczoraj oświadczył mi si3 po raz trzeci ale pierwszy raz bez napierania z mojej strony. Poszło nam o ślub którego nie chcial twierdzac ze nie wiedzial ze takie to wazne dla mnie.O dzieci ktore chcialam miec a on nie dorosl. Jestem na zakrecie teraz on obiecuje wszystko a ja nie wiem czy nadal tego chce..

    OdpowiedzUsuń
  120. Otwiera oczy chociaż trochę na początek. Akurat jestem na takim etapie kiedy powinnam zacząć dbać o siebie i całkiem to skończyć. Ale się boję, że nie dam rady. Że to będzie błąd. że to ten jedyny. Mimo, że w głębi siebie wiem, że nie. Że wiem że gdybym miała dzieci choć nie chcę ich raczej to nie chciałabym żeby je wychowywał... Trudno to zakończyć bo on ciągle powtarza, że moja sprawa jak odbieram jego słowa, albo że chcę go ograniczać bo nie podoba mi się, że zaczyna się regurlnie spotykać z kobietą 30 lat straszą u niej w domu wieczorem, i wychodzą gdzieś razem, dwa razy w tygodniu.Ale ja tylko ograniczam według niego, mimo że nie mam nic przeciwko koleżankom ale reguralne spotykanie się jest przesadą... Powinnam się według niego leczyć i mam urojenia że tak wymyślam, że ona może coś od niego chcieć, a on po prostu uważa, że przyjaźnie ze starszymi osobami rozwiają, a skoro ja jestem w innym województwie to czemu ma siedzieć sam? Jest mi przykro, że tak mnie traktuje, i przykro, że mogę go stracić....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uciekaj, lepszy rok w zalobie po nim niz zmarnowane zycie twoje

      Usuń
    2. Coraz bardziej do tego dochodzę. Jest mi źle. Był u mnie na parę dni. Pojechał dziś, usłyszałam żebym miała swoje zdanie gdzie indziej, że jestem masochistką i według niego to nie jest obrażenie tylko stwierdzenie faktu, żebym nie robiła z siebie ofiary. Bo lubię jak jest mi źle. Jak będę odbierać jego słowa inaczej to będzie mi dużo lepiej, musi mnie chronić przed samą sobą...Coraz mniej mi się to podoba. Nie szanuje mnie ale ma świetną taktykę. Najpierw jest obrażenie, krzyki, chamstwo, a potem płacz i tekst "Jestem dla ciebie taki niedobry...." A to wszystko to chamstwo się powtarza regularnie, żeby nie powiedzieć że się rozkręca... Czuję się naprawdę beznadziejna, manipulowana dobrze i zła na siebie, że na to pozwalam.

      Usuń
    3. To chory, toksyczny związek, niemajacy nic wspolnego z prawdziwą miłością. Kontynuowanie tego jest nie tylko stratą czasu ale może doprowadzić Cię do uraty zdrowia.

      Usuń
    4. Może nie miło się to czyta, ale chyba nie powinno być miło. Dziękuję. Bo czasem wydaje mi się, że przesadzam a on ma rację po prostu. Najgorsze jest chyba jednak to, że mi na nim zależy mimo, że wiem, że nie tak to powinno wyglądać. choć przewidziałam. Pisał wczoraj przepraszał za krzyki, i swoje zachowanie, że nie wie co mu się stało, jak zwykle. Obecnie się do niego nie odzywam , zbieram siły. Bo chyba to mi potrzebne. Boję się, że nie dam rady sobie z tym wszystkim. Z walką o samą siebie, o swoje samopoczucie.

      Usuń
  121. Witam, ja właściwie nie wiem co mam robić... Nie jest u nas za dobrze, ale najgorzej też chyba nie... Jestem z chłopakiem od 6 lat, nie dawno urodził nam się synek. Wiele razy sie zdarzało, że mnie okłamywał i to zawsze w sprawie picia alkoholu, zaniżał ilość albo całkiem mówił że nie pił. Często się kłóciliśmy, ale ogólnie jesteśmy takim związkiem co mamy dystans do siebie i lubimy sobie na żarty troszkę podokuczać... Kiedy zamieszkaliśmy razem rok temu najbardziej denerwowało mnie jego chodzenie do sklepu, koledzy i picie albo piwka albo czasami coś mocniejszego... i o to były głownie kłótnie, gdy urodziłam dziecko zauważyłam że sie stara, chociaz nie jest to dla niego łatwe, zwłaszcza że zamieszkaliśmy w mieszkaniu w bloku, a on sie żle czuje tu, woli wieś i otwartą przestrzeń, jest bardzo pracowity i bardzo go denerwuje bezczynne siedzenie... Ogólnie jest bardzo nerwowy, jak ma gorszy dzień to się na mnie wyżywa, czepia o byle co, wciąż przeklina, mówi że mu przeszkadzam swoim byciem, wymyśla powody żeby mi tylko dokuczyć, czasami w nerwach powie na mnie idiotka, głupia, poj...na, spier..laj,zamknij ryj, debilka a zaś jak wie, że przesadził to przeprasza i jest bardzo miły. Ogólnie to mówi że mnie bardzo kocha, że mu się najbardziej podobam ze wszystkich dziewczyn, zawsze wg niego jestem najładniejsza w towarzystwie, chociaz ja sama tak nie myślę, mówi mi komplementy, tuli się, jak jest w pracy pisze do mnie smsy zwykłe takie "co tam" i buziaki i wgl, jak czasami ma prace u rodziców i zostaje tam na noc to tęskni, za naszym synkiem też szaleje, gdy czasami powiedział mi za dużo albo mnie okłamał (na co jestem bardzo przewrażliwiona) i sie popłakałam, to przychodził, tulił mnie, przepraszał, a gdy płakałam mocniej płakał razem ze mną i mówił że nie może patrzeć jak płaczę bo mu sie serce kraja i że jest idiotą i że jest zerem że mnie krzywdzi, ale zazwyczaj płaczę po kryjomu. Właściwie to te jego wybuchy złości są złe wtedy w nerwach bardzo brzydko się do mnie odzywa, krytykuje, poniża, albo jak ma gorszy dzień wtedy go wszystko denerwuje i też źle mnie traktuje i jego picie troszkę za często do którego się nie zawsze przyznaje bo wie, ze bedzie hałas. Kiedyś sam zasugerował że może powinien brać tabletki jakieś uspakajające. Wiem, że ja też jestem przewrażliwiona, przez kłótnie moich rodziców w dzieciństwie i bardzo wrażliwa i też mam troszkę cięzki charakter... Nie wiem jak mam na to wszystko patrzeć, dziś jak znów poruszyłam temat i powiedziałam co mi na sercu leży obiecał poprawe, przeprosił, powiedział że czas wydorośleć, że się stara, ale będzie sie starał jeszcze bardziej, że zobacze że wszystko będzie dobrze. Zastanawiam sie czy może on potrzebuje pomocy skoro sam widzi, że ma problem z nerwami i wtedy za dużo troszkę powie i bardzo żałuje? Myślę że warto zawalczyć zwłaszcza że mamy dziecko, ale z drugiej strony już tyle lat i tyle obietnic i czasem nie mam już siły i nadziei... Chociaz przyznam, ze za każdym razem jest troszke lepiej i sie stara, chociaz nie zawsze mu to wychodzi, gdy nerwy biorą góre...

    OdpowiedzUsuń
  122. Powinnas szczerze porozmawiac z dobrym psychologiem ale tylko po to zeby zrozumiec, ze z tego pieca chleba nie bedzie. Z tego co piszesz twoj zwiazek nie wróży nic dobrego, a ktos kto niszczy drugiego człowieka nie zasluguje na szansę

    OdpowiedzUsuń
  123. Ehhh jestem facet. Jeśli mężczyzna nie szanuje kobiety to dla mnie to jest proste... to jest patologia. Od razu koniec, bez żadnych zastanowień i analiz. Nie ma sensu. Gbur i burak niech zostanie sam ze sobą. Też czasem jestem zły, czasem mam złe humory w sobie, ale nigdy w życiu nie byłbym w stanie zwyzywać kobiety. Moim zdaniem mężczyzna który tak postępuje to zwykłe kutwa zwierze i tyle. Ja mam zgoła inny problem, mam żonę i czuje że mi się chemia rozwija względem innej, no i się trochę boje, bo kocham moją żonę. Bardzo. Jesteśmy 6 lat małżeństwem... do tej pory było wszystko oczywiste bez żadnych zakłóceń... mamy wspaniałe dziecko i kolejne w drodze. Tamta druga, młodsza trochę kobieta, kusi mnie... świadomie.. jej to rybka (młoda jest).. mnie nie. Do tej pory radzę sobie prostym sposobem. Nic nie robię (nie pogłębiam relacji ), ale nie wiem jak długo tak wytrzymam bo nie znam przyszłości, a to już kilka miesięcy mnie męczy. Może powinienem zmienić pracę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana pracy to trochę ucieczka. W innej tez znajdzie się lafirynda, ktorej nie zalezy na niczym, która dla zabawy wskoczy do łóżka zonatemu. Bylbys ostatnim dupkim gdybys zmarnowal to co łączy ciebie i twoją żonę, do tego jestes odpowiedzialny za zycie twoich dzieci. Takze moja rada taka. Swiece, dobry seks, wspolny wyjazd ale to wszystko oczywiście z żoną. Lafiryndzie daj do zrozumienia, zeby polowala na kogo innego. Wiem jak łatwo zniszczyc związek i zawiesc zaufanie bo mojemu mężowi niestety to sie udalo. Także trzymam kciuki za was

      Usuń
  124. Ciesze sie ze trafilam tutaj troche dalo mi to do myslenia. Mój facet tez mnie nie szanował zawsze wyzywał kiedy byl zly albo zrobilam cos co nie bylo po jego mysli. Zawsze ja bylam ta najgorsza. A jesli on cos zrobil zle to nie mialam prawa nawet o tym wspominac... bo od razu zlosc Obiecywal ze sie zmieni i na obiecankasz sie konczylo. Na początku bylao fajnie, a potem pokazywal swoje prawdziwe "Ja" trwalo to 3 lata. nie jest latwo sama nie wiem jak mam sie czuc...

    OdpowiedzUsuń
  125. A ja dalej w takim związku tkwię, mało tego jesteśmy małżeństwem, a w drodze dziecko... Nie wiem co robić...

    OdpowiedzUsuń
  126. Czy jeszcze ktoś czyta tutaj? Czy jakaś osoba która może porozmawiać na priv mail.Potrzebuje jakiegoś kopa od kogoś abym wkoncu się otrzasnela i przestała żyć zludzeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wchodzę tutaj ponieważ temat jest mi niestety bliski. Zostaw email do siebie,napiszę.

      Usuń
  127. Witam. Chyba jestem silną kobietą bo przez 8 lat wytrzymywałam zniewagi męża, był ojcem nieobecnym w wychowaniu, uciekał z domu w swoje pasje a ja nie wychodziłam z domu bez dzieci całe prowadzenie domu było na mojej głowie. W wakacje mąż wdał się w romans bo niszczyła go rutyna:) ja dowiedziałam się o wszystkim w styczniu tego roku. Znalazłam zdjęcia pornograficzne jakie do siebie wysyłali. Było wiele kłamstw, wypierania się potem straszliwa złość na mnie, próba zniszczenia mnie psychicznie, prowokowanie. To było okrutne i nie zależało mu na mnie co czułam i co mogłam zrobić. ale po tygodniu jak złożyłam pozew o rozwód totalna przemiana męża. przyznał się do wszystkiego zobaczył swoją winę że krzywdził mnie i dzieci. I mam wierzyć w szczerość intencji męża? Prosi o wycofanie pozwy bo mnie kocha i się poprawi.Stara się teraz bardziej ale dostrzegam grę. 24 maja mamy rozprawę a on wczoraj 19 maja zdenerwował się na mnie, że położyłam się na 10min. bo jestem przeziębiona ogromny ból głowy, gardła, gorączka. od rana się nie oszczędzałam pomimo ogromnego osłabienia zrobiłam prasowanie, obiad, opieka nad dziećmi. Jak zobaczył że się położyłam ostentacyjnie szczelił pięścią w drzwi a następnie roztrzaskał taboret kopiąc go nie wiem czy nie powinnam go odszukać na śmietniku i nie pokazać w sądzie. I co mam robić bo miałam w planie pójść do sądu w celu wycofania pozwu o rozwód. czy to nie jest znak żeby się wstrzymać? Jeżeli nie ma miłości to powinien być chociaż szacunek. To by wystarczyło do bycia razem ale chyba nie powinnam zapominać na co męża stać.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!