niedziela, 8 marca 2015

Przestało mi się chcieć

Czasami spotykam osoby, które wpychają mnie do bardzo głębokiego dołka. I to nie dlatego, że są osobowościami toksycznymi, chcą mnie zasmucić czy stłamsić. Sprawiają, że czuję się źle, bo im się chce... a mnie nie. 

Ostatnio w autobusie spotkałam bardzo "obrotną" kobietę około pięćdziesiątki. Wracała właśnie z Warszawy z jakiejś imprezy rodzinnej i nawiązała rozmowę z dziewczyną, która siedziała obok mnie. Ja z wielką walizką wracałam z lotniska, zastawiłam się kapturem i chciałam spać. Ale nie mogłam, bo pięćdziesięciolatka tłumaczyła trzydziestolatce jak znaleźć takie loty do Hiszpanii. Bo jej się udało i stwierdziła, że wybierze się tam z córkami i lecą tam w styczniu. A tak w ogóle, to w dzisiejszych czasach wszystko jest w Internecie i ona się uczy hiszpańskiego. Uczy się przez youtube, a ostatnio rozumie nawet hiszpańskojęzyczne seriale... Bo teraz to są zupełnie inne czasy i trzeba się umieć do nich dostosować! A tak w ogóle, to bardzo lubi allegro, bo zawsze tam coś ładnego znajdzie. Na przykład pani patrzy... ten szalik kupiłam za 20 złotych, przywieźli mi do Paczkomatu. A w ogóle te Paczkomaty takie wygodne, odbierasz kiedy chcesz, esemes przychodzi, kiedy jest paczka do odbioru. A tak w ogóle, to zima idzie i zapisała się na basen i trzy razy w tygodniu chodzi z córką, a jeszcze wieczorami umawia się z sąsiadką na nordic walking. Pani się śmieje, a tu nie chodzi o chudnięcie, tylko o kondycję i stawy... bo kobiety w moim wieku, to o stawy muszą dbać. Wie Pani co? Bo ja mieszkam z mężem, córki się wyprowadziły i w końcu mamy czas dla siebie wieczorami. Oglądamy filmy i gramy w scrabble, bo wie Pani, układa się słowa i można nawet duże premie zgarniać. A ja często zgarniam premie, bo często układam słowa z "ż" i "ź". Mój Stefan, to by cały czas w karty grał, ale ileż można grać w remika i tysiąca. Nasza jedna córka mieszka w Krakowie, druga w Warszawie, a trzecia w Londynie. Ostatnio odwiedziłam tą w Anglii, poleciałam sama... najgorzej to pierwszy raz polecieć, zwłaszcza jak się nie zna angielskiego, ale jakoś dałam radę. Teraz byłam szósty raz. Latam zawsze sama, bo Stefan się boi. A ta córka z Warszawy, to ma firmę, chyba jej się dobrze kręci, bo już 12 lat ma ten biznes. I ma dziecko, bardzo mądre, już mówi! Ale mnie się wydaje, że ja w jej wieku byłam bardziej obrotna. Bo ona wraca z pracy, mąż jej pomaga, obiad zamawia, a wraca i padnięta. A ja to nie dość, że czwórkę dzieci musiałam ogarnąć, to Stefan nawet palcem nie kiwnął, tylko czekał na obiad. I dałam radę, bo jakie miałam wyjście. Teraz to młodzież inna, tyle ma możliwości, a tak mało robią. Za moich czasów takich rzeczy nie było, to je nadrabiam teraz...

Albo historia mojej koleżanki, która dostała pomoc nauczyciela w przedszkolu. Powiedziała, że jest załamana nową pomocnicą.
- Leniwa i nic nie robi? - zapytałam. 
- Właśnie nie. Robi wszystko. Zrobiłaby wszystko za mnie i założyłaby trzy kółka zainteresowań. Nie dość że robi staż w przedszkolu, to jeszcze studiuje, pracuje w firmie informatycznej, uczy się hiszpańskiego, działa w samorządzie studenckim i w dodatku jest instruktorką tańca.

Sytuacja w pracy, koleżanka, która pisze dużo artykułów do prasy branżowej, jest zapraszana na wiele konferencji, szefuje swojemu działowi i robi doktorat na uniwersytecie. Ma tyle lat co ja.
- Wiesz co Lena, ostatnio była taka konferencja w Krakowie i sprawdzałam przebieg kariery prelegentów. I zaczęłam się zastanawiać w którym miejscu jestem... bo tu taka jedna zaczęła na studiach, pojechała do korporacji w Niemczech, potem awansowała i została, wróciła do Polski i została prezesem w innej firmie. A ja? Może gdybym mniej imprezowała na studiach, to osiągnęłabym więcej...

Nie muszę chyba mówić, kto miał większą depresję po powrocie do domu.

Wiadro zimnej wody. Skąd w tych ludziach tyle chcenia? Skąd tyle chęci do działania? Wiem, że nic nie przyszło do nich od razu i na wszystko musieli zapracować. Co oni mają czego nie mam ja? Znacie może jakieś uniwersalne przepisy na to, żeby nam się chciało? ;) Ma ktoś podobne problemy? Może wiosna da nam kopa do działania?

28 komentarzy:

  1. Doskonale to rozumiem. Wiem, że tym ludziom nie przyszło to samo, ciężko na to pracowali. Ja też mam masę planów ale jakoś 'niechcemisie' mnie powstrzymuje. Mam nadzieję, że wiosna da mi kopa. Dni są coraz dłuższe, słoneczko świeci, ciepło się robi więc czas ruszyć swoje cztery litery :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam znajomą na studiach, która - uwaga, studiuje dwa kierunki (chodzi na wszystkie ćwiczenia i wykłady), pracuje, ponadprogramowo w domu uczy się trzech języków. Plus oczywiście robi projekty na zajęcia i realizuje praktyki. I nawet nie czuje się zmęczona. Też tak chce, nie wiem, jak ona to robi. Ja siedzę na uczelni od rana, wracam wieczorem i jestem już tak padnięta, że nie mam siły się za nic zabrać. Czasem się zastanawiam, czy oni nie mają jakiejś dłuższej doby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak to jest. Mnie męczy samo czytanie o takich osobach. Co najgorsze większość rzeczy im wychodzi a Ty się nie możesz skoncentrować dobrze na jednej :(

      Usuń
  3. Ja tam się nie przejmuję tym, że inni robią więcej. Wiem, że to brzmi banalnie, ale chodzi o to, żeby robić rzeczy, które sprawiają nam przyjemność, mieć czas na przyjemności i dla siebie :) Nadmiar pracy i pogoń za sukcesami czy karierą może z daleka wygląda fajnie, ale nie sądzę, że jest to coś, co w życiu liczy się najbardziej (zwłaszcza, że tego najbardziej żałują umierający ludzie ;)). Kończę studia, jestem na ostatnim roku i celebruję ten czas - ze wspaniałymi ludźmi, na imprezach, czasem podróżując (jeżeli studencki budżet pozwala ;)). Czasem ciężko to spiąć, ale nie żałuję, że nie pracuję. Nikt mi nigdy nie odda straconego czasu, więc nie chcę spędzić moich najlepszych lat w korpo. Jeżeli biorę się za rzeczy, które mi nie sprawiają przyjemności - porzucam je, nie zamierzam się do niczego zmuszać. Podziwiam ludzi, którzy w wolnym czasie uczą sie języków i są tak superaktywni, ale to nie ja. I dobrze mi z tym, robię co lubię, nawet jeżeli nie wiele - nie zamieniłabym nigdy mojego życia na inne! :) Rób co kochasz i nie patrz na innych, baw się dobrze w swoim życiu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że ta wiosna pomoże mi się zmienić bo na razie bardzo mocno przejmuję się tym, że wszyscy coś robią a ja siedzę w domu. Z tej całej złości zaczęłam działać- dostałam się na staż, który będę musiała pogodzić teraz z dziennymi studiami, zaczęłam biegać i już po kilku treningach mam o wiele więcej siły do działania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zauważyłam, że teraz taki styl życia jest bardzo rozpowszechniany. W internecie można znaleźć masę sposobów jak zwiększyć naszą motywację do działania albo jak lepiej zarządzać czasem. Samorozwój jest dobry, ale trzeba uważać, by nie przesadzić, bo można się wypalić. Jednak są ludzie którzy całe życie przeżywają na pełnych obrotach i nic im nie jest. Każdy jest inny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Celnie, celnie :) Też czuję ostatnio nacisk na to, żeby robić więcej, szybciej, lepiej. Uczyć się, rozwijać i trenować. Zalew blogów rozwojowych sprawił, że sama założyłam bloga z recenzjami książek (bookieandcookie.blogspot.com) i zaczęłam robić to co chcę, ale ma to też swoje złe strony. Gdy człowiek chce chwilę odpocząć to czuje się leniwy :) I przestaje zauważać, ile fajnych rzeczy sam robi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, powiem Ci jak to z mojego punktu widzenia wygląda - kilka lat temu, kiedy jeszcze studiowałam medycynę nakręciłam się na te wszystkie blogi rozwojowe. Moje ulubione słowa to były: motywacja, produktywność, 100% wykorzystania czasu. Uczyłam się wtedy 2 języków, chodziłam na mnóstwo zajęć sportowych, malowałam obrazy, uczyłam się grać na gitarze i wiele, wiele innych....Byłam świetnie zorganizowana, zmotywowana, wykorzystywałam czas na 100%, z wyjątkiem jednego....to wszystko kosztem mojego chłopaka, przyjaciół, rodziców. Potem poszłam do pracy i przeraziłam się widząc ilu młodych ludzi to moi pacjenci, ilu umrze nie dożywając nawet 30...ilu cierpi każdego dnia, ile starszych osób żałuje że zmarnowało swoje życie. I wtedy coś mnie olśniło. Wzięłam swoją listę 1001 celów i zaczęłam mazać kolejne punkty. Zaczęłam się zastanawiać - czy warto marnować cenny czas i to krótkie życie ucząc się 5 języków, poszerzając wiedzę ogólną, oglądając kolejny filmik instruktażowy? Zrezygnowałam z połowy kursów online, odłączyłam się od komputera, którego stałam się niewolnikiem przez ostatnie parę lat. Odpowiedziałam sobie na pytanie - co chcę robić żeby naprawdę żyć? co mi się przyda? Dziś nie uczę się 5 języków - zagłębiam angielski bo wiem że w mojej pracy kiedyś mi się może przydać, nie robię tysiąca ćwiczeń - wybrałam 1 które sprawiają mi ogromną przyjemność i zapewniają zdrowie. Nie uczę się kolejnej nowej fryzury z filmiku instruktażowego - pokochałam moje naturalne, rozpuszczone loki. Nie poszerzam wiedzy ogólnej żeby zabłysnąć w towarzystwie - zamiast tego potrafię godzinami rozmawiać o mojej pasji jaką jest medycyna i udzielam porad moim przyjaciołom. Dziś mam czas żeby pójść z mamą na spacer i zrobić z babcią pierogi. Mam czas żeby wyjść, położyć się na trawie i patrzeć w niebo nie licząc minut. Mam czas żeby pomagać przyjaciołom kiedy zadzwonią żeby się wyżalić lub poprosić o pomoc. Może nie zrobiłam szpagatu, nie oglądnęłam 1000 najlepszych filmów świata, nie upiekłam makaroników...Kocham moją pracę, ćwiczę, podróżuje i mam czas dla najbliższych. Dziś żyję i czuję że to ma sens. Bez kolejnego kursu online, maratonu i listy książek... za to bez patrzenia na zegarek, z uśmiechem osoby która siedzi naprzeciwko, z ciepłem drugiego człowieka i z sercem przepełnionym radością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sobie Twój komentarz oprawię w ramkę! :) Dzięki, że napisałaś.

      Usuń
    2. o kolezanka rzeczywiscie napisała cudownie !:) aż mi się łezka zakreciła w oku
      :) dokładnie w życiu róbmy to co się nam przyda, co kochamy i co nam daje szczęscie:)

      Usuń
  8. a mnie tacy ludzie meeega motywują i uwielbiam ich tok myślenia !! im to daje szczęście- poprostu - żadnej filozofii tu nie ma. Wkręć się w coś co też będzie CI je dawało a zacznei Ci sie chcieć :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Jak coś daje szczęście, to się zwyczajnie chce. Tego trzeba się trzymać. Albo szukać tego co Cę napędza :)

      Usuń
  9. Na mnie takie osoby działają bardzo motywująco, bo przecież jak inni mogą to ja też :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na mnie to działa depresyjnie, bo też nie rozumiem skąd można wziąć 'chce mi się'... myślę i nadal nie znalazłam odpowiedzi. Fajnie też z drugiej strony nigdzie nie gonić i cieszyć się chwilą, ale wtedy mam poczucie uciekania czasu [straconego]. Aczkolwiek od 20-kilku lat nie potrafię się przestać porównywać- a to dopiero depresjogenne. :p

    OdpowiedzUsuń
  11. Im więcej rzeczy się robi tym więcej się ma czasu, ja kiedyś byłam taką osobą, która robiła milony rzeczy naraz ale postanowiłam zwolnić - bo nie chodiz o to, żeby się chciało. Chce się wtedy kiedy robi się coś co się lubi. W momencie gdy ja robiłąm tysiące rzeczy nie zawsze były to te rzeczy, które chciałam robić. Zapisywałam się na jakieś zajecia bo ktoś chodził a potem rezygnowałam po roku a przez cały rok chodziłam nawet jak przestawały mi się podobać po tygodniu. Męczyłam się, dokładałam kolejne, niektóre fajniejsze, niektóre nie, ale w końcu wszystkie kończyły się tak samo. Moim zdaniem jak znajdziesz kilka rzeczy, które sprawiają ci przyjemnośc i będziesz robiła ich nawet kilka to starczy ci dobry na wszystko. A wiosna na pewno da nam kopa, ja od trzech dni mam tyle energii, że aż mi się samej wierzyć nie chce :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiosna zdecydowanie może pomóc. Na to liczę ;).

    Też nie rozumiem skąd ludzie mają siłę na to wszystko (a może im się wcale nie chce, ale robią to, żeby się wyróźniać?)... Też bym chciała móc realizować każdy swój pomysł bez najmniejszego ziewnięcia. A już szczególnie to bym chciała skończyć pisać magisterkę tak w miarę na czas - marzenie ;).

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie całą zimę nic się nie chciało i luz. Teraz dopiero się trochę budzę do życia. Latem jestem całkiem aktywna. Za życie na pełnych obrotach bez przerwy ludzie płacą czasem zdrowiem, i to nie mówię o przedwczesnej śmierci, ale o depresji, chorobach serca, problemach z zajściem w ciążę, takie tam cywilizacyjne przypadłości. Jesteśmy wciąż dziećmi natury, nawet jak się pozamykamy w miastach, i tak samo jak ona my też musimy znaleźć czas na aktywność i czas na odpoczynek. Tak że nie miej wyrzutów sumienia, bo nie ma potrzeby. Sen zimowy jest zdrowy i potrzebny :)

    A motywacja najłatwiej przychodzi, gdy jest związana z czymś, co jest bliskie sercu, czemuś, co sprawia radość. I później jak się człowiek rozkręci to przychodzi już coraz łatwiej. Może w tym kierunku warto poszukać? Bo to o tę radość chodzi, o pasję, w takim tempie do jakiego jesteśmy stworzeni. Nie o to, żeby nogi pogubić w tym biegu. Peace:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na mnie to działa depresyjnie, bo zazwyczaj ja jestem taką osobą co CHCE, co ROBI, I co DZIAŁA. A teraz chyba jestem na jakimś życiowym rozdrożu i to takim konkretnym, kończę studia, nie wiem co z pracą, jak sobie ogarnąć życie, w jakim mieście i jakim sposobem. Mimo tego, że jakoś coś robię, staram się i działam to jestem zmęczona. Wiesz wydaje mi się, że chyba trzeba wiedzieć PO CO coś robić, jakie ma się powody i co się chce osiągnąć, wtedy łatwiej wygrać z leniem. A czasem jak tak po prostu, że nie masz siły chcieć i to też jest ok. Choć mnie męczy poczucie winy, że nic nie robię. Eh

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę te komentarze i mi by nawet się takiego długiego pisać nie chciało ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja jestem chyba..hmmm.. no dużo od Was starsza, bo mąż, dwoje dzieci, a studia to jakby w poprzednim życiu...mgliste wspomnienie....No i co, i to samo. Owszem, mam dni, kiedy energia mnie roznosi i się rozpędzam. Ale cała reszta pozostałych, to rozglądanie się i zagwozdka - jak te inne mamy, żony, mają taki luz, zawsze najmodniejsze paznokcie, wiedzą kto, gdzie, z kim, zdążą na zumbę, społeczne omnibusy. A ja...wchodzę do domu po pracy i...nie wiem od czego zacząć:) A kiedyś...podróże, Stany, ambicje, mieszkanie, wszystko sama, sama, sama....i przypominam sobie wtedy, że WTEDY marzyłam dokładnie o tym, co mam teraz. O sobie takiej jak teraz. A że nie wiem kto, z kim i gdzie, a paznokcie mam saute...cóż..

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi się tak chciało przez 29 lat, a potem odechciało. I ten stan trwa już drugi rok. ��

    OdpowiedzUsuń
  18. Bo to jest tak, że jak ma się więcej rzeczy do zrobienia to się więcej chce. Jak ja studiowałam na dwóch kierunkach to i chciało mi się gdzieś wyjść, poćwiczyć, pojechać, pobiegać, umówić się na kawę z przyjaciółką, pójść na randkę, nauczyć się czegoś nowego i jeszcze bloga założyłam. Jak dużo się robi to i czasu się więcej znajduje na przyjemności i na działanie, bo wszystko jest uporządkowane, zaplanowane. A jak człowiek ma za dużo czasu to przecież wszystko może poczekać, nic się nie chce i jakoś ten czas ucieka sam. Najlepsza rada - zacząć tak organizować sobie czas, żeby nie mieć czasu myśleć o tym, że "nie chce mi się".

    OdpowiedzUsuń
  19. To wszystko chyba zależy od tego czy myślimy tylko o celu czy skupiamy się na teraźniejszości. Najlepiej to drugie. Sama z tym walczę, żeby żyć tu i teraz i robić jak najwięcej. Nie zastanawiać się czy mi dobrze wyjdzie czy źle, ale często czuję, że brakuje mi energii. Ci ludzie chyba mają nieskończone pokazy energii do działania. Tylko w życiu nie ma nic za darmo i pewnie z czegoś musieli zrezygnować. To tyle jeżeli chodzi np o młodych doktorów. Imprezy też potrzebne :).

    OdpowiedzUsuń
  20. Kochana, też często tak mam, jestem zzdołowana bo nic mi się nie chce, a kiedy patrzę na innych, tych którym chce się wszystko i wszystko idzie im jak z płatka to czuje sie jeszcze bardziej zdołowana . Uważam, że każdy ma prawo do gorszego dnia, potem to mija i znowu moge przenosic góry. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witaj ja tak teraz mam popadłam w depresje głęboką przez nerwicę rzucił mnie facet po trzech latach b nie pracowałam i przez skype powiedział że ja nie mam prawda głosu mam morde zamknąć bo nie pracuje chodz nie utrzymywał mnie ... od tamtej pory nie widze sensu życia ..był dla mnie jak przyjaciel osoba bliska najbliższa. Nie potrafie ufać komuś cieszyc sie z życia wszystkie jego słowa kierowane do mnie wzięłam głęboko do serca . Co mogę zrobić chciałam udowodnić mu na sile , że jestem wartościowa! bo mam niską samoocenę i przeczyłam bo i tak w jego oczach jestem nikim. bRAKUJE Mi energii czesto myślę poco dla kogo żyć? Czy tak się czujecie? mam w głowie metlik zazdroszcze innym gdy mają energii dużo motywacji wierzą w siebie mówią stanowczo. :( Musiałam sie wyżalic przepraszam najmocniej.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kobietki nie ma się co załamywać.Najlepszym sposobem na takie złe momenty są zakupy:)))Zróbcię się na milion dolarów i od razu będzie wam lepiej:)))) Ja jak mam doła to kupuję torebki i inne pierdołki.W tym sklepie zostawiłam już majątek....polecam http://www.brytyjka.pl/

    OdpowiedzUsuń
  23. Niestety mam to samo ... juz kilkanascie lat i coraz trudniej go porzucić :/ ... ale trzeba walczyć ... zapraszam na bloga ... dopiero zaczęłam więc z chęcią przyjmę każdą pomoc :) pozdrawiam TeenageGirl

    OdpowiedzUsuń
  24. Każda z nas ma chyba takie dni i nawet dłuższe momenty. Ja też ostatnio wpadłam w dłuższy dołek..Ale w końcu stwierdziłam, że nie ma co siedzieć i się nad sobą użalać! Przetrząsnęłam internet, trafiłam na https://www.credy.pl/ i znalazłam świetną ofertę darmowej pożyczki. Kupiłam bilety d Rzymu i powiem Wam, ze resztę załtwiła pizza, pasty i świetne wino! Po powrocie znowu mi się chciało!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!