niedziela, 26 stycznia 2014

Myśli, które zatruwają... czyli dlaczego nie warto myśleć za dużo?

Coasy Is Cool
Kiedy nie myślę o pewnych rzeczach, czuję się duchowo zdrowsza. Czasem jednak pozwalam im tłuc się po mojej głowie i wtedy z każdą chwilą czuję się bardziej nieszczęśliwa, mimo że rozsądek podpowiada, że moje strachy są irracjonalne. Te myśli są dla mnie jak trucizna, bo wchodzą pod skórę bardzo głęboko i długo nie chcą stamtąd wyjść. Czasem rozdrapuję rzeczy, których nie powinnam już więcej dotykać. Nie powinnam tego robić, bo to działa tylko na moją niekorzyść i jest formą perwersyjnego samobiczowania. A myśl, że jest się niewystarczającym w jakikolwiek sposób, bardzo lubi nam się zagnieździć z tyłu głowy i wysysać radość.

Nie u wszystkich te obawy są takie same, wiele z nich uwarunkowane jest cechami charakteru.

JAKIE MYŚLI NAS ZJADAJĄ?

- Zazdrość o partnera - chyba każdej kobiecie czasem się to zdarza. Poczucie bycia niewystarczającą dla swojego partnera może nieźle podkopać naszą pewność siebie. Budzi w nas wiele negatywnych emocji, które w wielu przypadkach są bezpodstawne i nie mają żadnego powodu. Najczęściej nawiedza te z nas, które mają niskie poczucie własnej wartości oraz są niepewne partnerów. Można ją wyleczyć (mówię o bezpodstawnej zazdrości) skupianiem się na swoich sprawach, inwestowaniu w siebie i spotkania z przyjaciółmi. Warto też poważnie przemyśleć i przedyskutować z partnerem kwestię zaufania.
- Zazdrość o powodzenie życiowe innych - to bardzo polska cecha. Nie umiemy się cieszyć z sukcesów znajomych, bo od razu pojawia się podejrzliwe myślenie. Jak sąsiad kupi sobie nowy, fantastyczny wóz, pojawiają się głosy "Ciekawe za co go kupił? Na pewno nakradł!". Jeśli koleżanka dostanie awans w pracy, to zastanawiamy się przez które łóżko się musiała przewinąć, bo przecież ma takie same kompetencje jak my. Najlepiej by było, gdyby wszystkie emocje, które w nas wzbierają, skierować w coś, co przyczyni się do czegoś konstruktywnego np. rozpoczęcie oszczędzania na nowy samochód, albo w drugim przykładzie inwestycje w rozwój (naukę języków, kursy, coś co podniesie nasze kwalifikacje).
- Co inni powiedzą? - wiele z Was na pewno zna grafikę z osiołkiem. Mówi wszystko. Głupi ludzie, bo we dwoje jadą na osiołku; głupi mężczyzna, bo jego żona idzie, kiedy on jedzie; głupi facet, bo żona jedzie, a on idzie; głupi oboje, bo nie wiedzą jak wykorzystać osiołka. Na zastanawianie się nad tym, co inni o nas pomyślą, tracimy bardzo wiele energii. A przecież zawsze się znajdzie ktoś, komu nie dogodzimy i komu coś nie będzie pasowało. Jeszcze nie znalazłam niezawodnego sposobu, żeby nauczyć się wdupiemania, ale ciągle szukam.
- Obwinianie innych za nasze niepowodzenia - bardzo często gniew spowodowany naszymi niepowodzeniami lubimy skierować w stronę innych osób. Zawsze wszyscy inni są winni, tylko nie my. Możemy stracić wiele czasu i energii umiejscawiając źródło problemu w konkretnych osobach, kiedy tak naprawdę błąd tkwi w naszym zachowaniu lub podejściu. Kiedy obwiniamy za coś kogoś, zastanówmy się po pierwsze czy obiektywnie wina leży po jego stronie oraz czy zrobił to specjalnie. Może się okazać, że ta osoba wcale nie ma nic wspólnego z problemem, a jego prawdziwym źródłem są kumulujące się w nas złe emocje.
- Umiłowanie cierpienia - smutek jest naszą świadomą decyzją. To my decydujemy czy nasze życie będzie dobre, czy złe. Niektórzy z nas wolą celebrować bycie nieszczęśliwym, epatować nieszczęściem dookoła, czekając na pomoc lub słowa pożałowania. Wpadają po pas w wodę, która po jakimś czasie okazuje się być na tyle ciepła, że nie opłaca się z niej wychodzić. Niestety użalać się nad sobą i stać w miejscu można bardzo długo, rozsądniej jednak będzie trzeźwo ocenić swoją sytuację i podjąć środki, które wydobędą nas z tego dołka.
- Analizowanie sytuacji po raz tysięczny - jeśli stało się coś złego, ktoś powiedział coś niemiłego, ktoś zachował się wobec Ciebie nie w porządku... idź dalej. Mądrość ludowa: nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Niektóre rzeczy po prostu się zdarzają. Wypowiedziane słowa zazwyczaj znaczą to, co znaczą i wcale nie niosą za sobą ideologii, którą bardzo sprawnie możemy sobie do nich wymyślić. Nie bądźmy bajkopisarzami, skupiajmy się na rzeczach ważnych i nie traćmy energii na niezliczone scenariusze "co by było gdyby". Nie nakręcajmy się!
- Poczucie bycia niewystarczająco mądrym/pięknym/dobrym - obawa w zależności od otoczenia dotyczy naszego intelektu, wiedzy, urody, sprawności, empatii itp. We wszystkim można być niewystarczającym... Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie od nas mądrzejszy, piękniejszy, lepszy, wszystko zależy od punktu widzenia. Musimy sobie uzmysłowić, że porównywanie się do innych nie ma najmniejszego sensu. Każdy z nas ma inne talenty, wygląda inaczej, stanął w czasie swojego życia w obliczu innych możliwości. Patrzenie na innych powinno się ograniczać tylko do odnajdywania wzorców, do których dążenie będzie naszym motorem do działania.

Brzmi pięknie, gładko i łatwo. Możecie się zastanawiać dlaczego tak mędrkuję - wpis jest średnią tego, z czego napisaniem nosiłam się już od dawna, moich doświadczeń oraz ostatniego rozdziału książki Nie tłumacz się, działaj! Briana Tracy'ego. Chcę również napisać, że wszystkie wpisy, które zamieszczam na blogu są również moim prywatnym poszukiwaniem kobiecości, pewności siebie i przepisu na szczęśliwsze życie.

Moim sposobem na uniknięcie czarnych myśli jest przede wszystkim pilnowanie się, żeby mnie nie nawiedzały. Najczęściej przychodzą, kiedy zanotowałam jakąś porażkę albo mam za dużo wolnego czasu (!) i przeznacza zbyt wiele czasu na myślenie o nieistotnych rzeczach. Jeśli za każdym razem, kiedy przyjdzie taka myśl, będziemy ją oddalać, zrzucimy z siebie ciężar, do jakiego by urosła po dłuższym czasie. Nie generujmy ich sztucznie i pilnujmy się. Jeśli przyjdą, użyjmy racjonalnych argumentów i je przeganiajmy. Jeśli to nie poskutkuje, to spróbujmy złe emocje zamienić na motywację np. pójdźmy na basen, zaszyjmy się w książkach, zróbmy coś z czym długo zwlekaliśmy. Z pewnością poczujemy się lepiej!


Brian Tracy w swojej książce zwrócił również uwagę na bardzo ciekawą rzecz - według niego wybaczanie jest czynnością czysto egoistyczną. W zdrowym tego słowa znaczeniu. Ludzie mylnie żyją w przekonaniu, że wybaczanie to pobłażliwość i frajerstwo, a wybaczającego stawia się na pozycji wykorzystywanego. A w rzeczywistości dzięki wybaczaniu zrzucamy z siebie ciężar i wyzwalamy się emocjonalnie. Może warto spróbować?

Kochani, najpierw zapraszam Was na moją stronę na Facebooku, tam znajdziecie informacje o najświeższych postach oraz zapowiedzi kolejnych tematów. Mam tyle pomysłów, ale nie wiem co by Was najbardziej porwało! A może mi trochę pomożecie? O jakich rzeczach chcielibyście u mnie poczytać?

36 komentarzy:

  1. Niestety u mnie kończy się na etapie nakręcania się. Staram się z tym walczyć z różnym skutkiem. Najlepiej wtedy znaleźć sobie zajęcie, to najlepiej odwraca naszą uwagę od myślenia o pierdołach, które są tak jak napisałaś trucizną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak, odwrócenie uwagi pomaga. Najlepiej natychmiastowe ;)

      Usuń
    2. A co jeżeli próba odrzucenia myśli wzmaga jej pozycję w głowie - chodzi o to że najbardziej męczą myśli od których próbujemy uciec, gdzieś podświadomie są zakodowane, wracają i domagają się analizowania..

      Usuń
    3. Myślę, że trzeba myśleć o tym inaczej, niż: "Nie myśl o różowym słoniu...". Po prostu trzeba skupiać swoją uwagę na czymś innym, najlepiej budującym :)

      Usuń
  2. Czyli u mnie nie jest tak źle :)
    Zazdrość u mnie nie istnieje, ufam partnerowi w 100% :)
    Zazdrość o powodzenie innych, nie! skupiam się na swoim powodzeniu i tym jak mam do niego najlepiej dążyć :)
    Co inni powiedzą, hmm tu jest gorzej z tym mam spory problem gdy jestem np. w dużej grupie ludzi, ale mam trochę głupi sposób radzenia sobie z tym - ja zaczynam oceniać ich, muszę powiedzieć, że to pomaga, po jakimś czasie zapominam o sobie :)
    Za niepowodzenia mogę obwiniać tylko siebie.
    Nie cierpię ludzi, którzy użalają się nad sobą, jednak rozumiem, że czasem po prostu nie ma już siły, ale należy znaleźć ja w sobie :)
    Analizowanie sytuacji przychodzi mi coraz rzadziej i te myśli skutecznie odganiam:)
    Jestem bardzo nieśmiała i myśli, że jestem niewystarczająco piękna mądra itd mam pewnie najczęściej ;)

    Więc ja chciałabym poczytać właśnie o nieśmiałości, jak sobie z nią radzić, jak uwierzyć w siebie :)
    Ale uprzedzam, że mogę u Ciebie czytać o wszystkim, bo nie wiem czemu, ale strasznie dobrze mi się to robi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Mam nadzieję, że za niedługo nauczę się tych wszystkich rzeczy, które Ty opanowałaś. Zapomniałam chyba o jeszcze jednej rzeczy... nie oceniać ;) Ale jeśli Tobie pomaga, to dobrze dla Ciebie, każdy ma jakieś swoje sposoby. Planowałam właśnie kilka postów o nieśmiałości i poczuciu wartości. Mam nadzieję, że Cię zainteresują!

      Usuń
  3. Bardzo dobry post ;) Najważniejszym punktem, by nie myśleć destrukcyjnie, jest w ogóle uświadomić sobie, że to robisz. Większość narzekanctwa wynosi się z samej tradycji narodowej, więc ciężko zauważyć, że to coś nienormalnego. Gdy byłam młodym dziewczęciem (11-14 lat) cierpiałam z zazdrości z powodu nowych wspaniałych rzeczy moich koleżanek, na których moich rodziców nigdy nie będzie stać (ciuchy, gry, komórka itp) i potem nagle... Samo mi przeszło. Wiem, że brzmi to głupio, ale strasznie się cieszę, gdy moja przyjaciółka mi się czymś chwali, bo widzę, że się cieszy. I już zazdrości nie czuję. O chłopaka też nie, bo mam do niego 100% pewności, tak jak Carolajnaa ;) Dobry post, jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Mimi :) Być może samo Ci przeszło, bo to, na czym Ci zależało i co było dla Ciebie ważne - już miałaś, albo zaczęłaś to doceniać? Myślę, że byłaś (jesteś) szczęśliwa i wcale nie były (są) Ci potrzebne jakieś dodatkowe "rzeczy". Może człowiek spełniony po prostu nie zazdrości?

      Usuń
  4. Gdy za dużo myślę to od razu zjada mnie stres i chudnę, czego najprawdziwiej w świecie nienawidzę. Ale mam na to sposób. Poprostu siedzę sobie w moim pokoiku z słuchawkami na uszach i oddaję się jej bez reszty :)

    I-am-Journalist.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak, muzyka jest dobrą ucieczką - umie zagłuszać myśli. A tego chudnięcia niejedna dziewczyna z pewnością Ci zazdrości ;)

      Usuń
  5. Fajny post. Najważniejsze to zająć się sobą i swoimi sprawami. Mieć jakieś zajęcie i umieć zorganizować sobie czas.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Człowiek, który ma swój świat, swoje zajęcia i swoją pasję nie uzależnia swojego szczęścia od innych (tego jacy są, tego, co mają itp.). I dziękuję za Twój poprzedni komentarz, dał mi dużo do myślenia.

      Usuń
    2. Cieszę się :-)
      Czekam na więcej postów. Z niecierpliwością!
      M.

      Usuń
  6. Bardzo się cieszę, że udało mi się trafić na Twojego bloga ;) Piszesz w bardzo przyjemny sposób, na dodatek o rzeczach, które same mi teraz chodzą po głowie, więc tematy Twoich postów pokrywają się z moimi przemyśleniami. Czytam jednym tchem, a na dodatek jesteś z Krakowa! Cudo = )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się tutaj podoba :)

      Usuń
  7. Powinnam sobie wydrukować tego posta i codziennie czytać jak mantrę przed pójściem spać. Dobra lekcja z wdupiemienia baaaardzo by mi się przydała, często też się bezsensownie umartwiam i oczekuję pocieszenia od otoczenia, które moje "nieszczęścia" średnio obchodzą, do tego jeszcze analizowanie sytuacji, mielenie i maglowanie. Wręcz zabawne jest, że mam tego wszystkiego świadomość, a zachowania do końca zmienić nie potrafię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie go powinnam wydrukować, bo niby to takie proste, a ciągle trzeba tłuc sobie do głowy ;) Może kiedyś w końcu się nauczymy.

      Usuń
  8. Mój mąż powinien to przeczytać, on lubi dzielić włos na cztery(czworo) i gdybać. Czasem jego wnioski są zatrważające lub wręcz obłędne. I jak zaczyna tak nawijać...mówię mu..ej ty Hanka Bielicka..focha się, a ja mam spokój do następnego razu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a myślałam, że dzielenie włosa na czworo, to domena kobiet ;)

      Usuń
  9. Ja chyba jestem typem mega wyluzowanym. Nie skłaniam się do takich negatywnych myśli. Od zawsze patrzę na wszystko pozytywnie i nie przejmuję się, gdy coś nie wyjdzie. Przecież to nieudane też ma jakiś cel i może dzięki temu osiągnę jeszcze coś lepszego?

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mądre słowa! W moim przypadku analizowanie sytuacji po raz tysięczny, totalnie mnie wyniszcza. Nie wiem dlaczego i po co to robię. Potrafię zapanować nad swoimi kompleksami, nad brakami, i wieloma sytuacjami, jestem szczęśliwa i to bardzo doceniam, jednak są momenty samotności (wieczory, kiedy mąż udziela korepetycji lub uprawia sport, kiedy biegam, kiedy gotuję i jestem sama ze swoimi myślami), które mnie wypalają i zjadają moją pozytywną energię. Zupełnie nie portrafię sobie wytłumaczyć, że to bez sensu...

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie co prawda negatywne myśli tak często się nie pojawiają. Ale jak już się pojawią to zawsze kiedy mam za dużo wolnego czasu :D Dlatego wtedy muszę się za coś wziąść i zaraz znikają :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli się nie mylę, trafiłam na miłośniczkę rozwoju osobistego :) Bardzo mi miło, bo również od lat siedzę dla przyjemności w tym temacie i zaczynam zbierać pierwsze żniwo zmiany postawy. Bo niestety nic nie dzieje się od razu, jeśli ktoś wcześniej, tak jak ja, latami uprawiał czarnowidztwo i w ogóle w głowie miał plantację negatywnych myśli, to na poprawę musi cierpliwie poczekać ;) Nauczyłam się prostej metody na radzenie sobie z natrętnymi myślami (która akurat na mnie działa) - po prostu idę w ustronne miejsce i daję sobie ochrzan.

    OdpowiedzUsuń
  13. to wszystko niby takie oczywiste, ale jak dobrze przeczytać o tym w punktach! wszyscy mamy do czynienia z destrukcyjnymi myślami, a najlepszym sposobem na to żeby się ich pozbyć jest świadomość, które z nich tak źle na nas wpływają. dziękuję za tego posta!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkie te rodzaje negatywnych myśli, które wypisałaś zdarzają mi się zdecydowanie zbyt często - szczególnie analizowanie pewnych sytuacji po fakcie. Ale pracuję nad tym nieustannie:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio poruszałem podobny temat na moim blogu. Czasami intensywne myślenie o rzeczach niepotrzebnych wprowadza nas w destrukcję. Powiem tak brzydko i wulgarnie, ale mój przyjaciel zawsze mawia (w szczególności o zazdrość w związku, o której piszesz), że warto czasami mieć wyje*ane, żeby było dane. W praktyce się sprawdza. Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

    KAMIL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to wyje.ane, żeby było dane? :-) Jeśli jestem zazdrosna o mojego faceta to mam mieć wyje.bane??? :-)
      M.

      Usuń
  16. Świetny post i bardzo fajny blog. Jeśli chodzi o moje problemy z zamartwianiem się to zazwyczaj dotyczą one związku, ewentualnie niskiej samooceny, analizowaniem setki razy jednego problemu. Kiedyś najlepszym sposobem na pozbycie się ich było tzw. eliminowanie (rozstanie z obiektem problemów, nie zastanawianie się nad tym, zajmowanie się czymś innym). Jednak nie zawsze te sposoby się sprawdzają. Im coś dla nas istotniejsze, tym ciężej odegnać od siebie złe myśli. Zgodzę się z Kamsonem, że "miej wyjebane, a będzie ci dane", chociaż to też nie jest łatwe do praktykowania :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja droga, nawet nie wiesz jak bardzo ten wpis wpasowuje się w moją teraźniejszą sytuacje... dotyka mnie zazdrość chyba na każdym możliwym polu, jako że sytuacja życiowa bardzo się zmieniła w ostatnim czasie. Widzę jak mnie to niszczy moi przyjaciele też to widzą, ale jakoś nie potrafię sobie z tym poradzić. Czytając twoje słowa uświadomiłam sobie, że nie warto tracic na to czasu i zająć się działaniem. To chyba najlepsze lekarstwo na wszystko zabrać się za zbliżanie się do upragnionych celów.
    Bardzo ci dziękuję, nawet nie wiesz jak pomogły mi twoje słowa :)

    Pozdrawiam,
    Fire Fly

    OdpowiedzUsuń
  18. te myśli! Te mysli! Boże, one były przyczyną (chociaz pośrednią) mojej depresji! Ta cholerna zazdrość, poczucie, że ciagle się jest ocenianym, człowiek zaczyna dążyć do czegos, co tak naprawdę nie jest jego własnymi celami tylko czyimiś. A później nie może sobie poradzić z takimi właśnie deprywującymi myslami, które powracają i powracają. Przez pewien czas probowałam zepchnąć te myśli na dalszy plan, własnie basen, spacer itp. Czasami i to nie pomaga i wtedy ...no... jest źle. po prostu źle. Dlatego nie można doprowadzić siebie do takiej sytuacji, bo to normalna autodestrukcja. Dobrze prawisz moja droga ;* Już Cie uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niby wszystko to już wiem, czytałam, słyszałam, przyznałam rację, a potem znowu pogrążam się w ciemnej strony mocy i nic z tego nie wychodzi. Dlatego chyba potrzeba mi częstszego zaglądania tutaj, podglądania Ciebie i brania przykładu. Pisz, proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Podoba mi się ten diagramik - wydrukuję go sobie i będę zaiweszać nad biurkiem za każdym razem gdy zaczynam programowanie!
    Try to design

    OdpowiedzUsuń
  21. wszystko co było mozliwe do napisania i co odczułam zawarły osoby w komentarzach nade mną.
    ja powiem krótko DZIĘKUJĘ! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja niestety gdy usłyszę coś przykrego , potrafię kilka dni to wałkować , myśleć czemu etc .Nieraz po czasie znów wracam do przykrego wydarzenia i ponownie cierpię. Reasumując za dużo myślę i nieraz chciałabym móc wyłączyć mózg jak komputer .Dużo też porównuję się z innymi-to kolejna trucizna , choć o dziwo generalnie nie zazdroszczę sukcesów innym .

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej.
    Ja nieustannie ostatnio zatruwam swoje myśli. Bardzo mocno zadręczam się po śmierci miłości mojego życia, która odeszła kilka miesięcy temu, ale nie o tym chciałbym tutaj mówić. Szczególnie wrażliwy jestem na krzywdę ludzi. Ongiś żal mi było psów na łańcuchach, teraz jestem duzo starszy i myślę nieco inaczej. Szczególnie żal mi dziewcząt i kobiet, które zmuszane są do sypiania mówiąc delikatnie ze swoimi przełożonymi. Chciałbym to wyjaśnić. Nie chodzi mi o pokusy kobiet i romanse, które nie niosą ze sobą tragedii dla osób trzecich. Nie chodzi mi również o zdrady swoich mężów czy zdrady żon przez mężów. Chodzi mi dokładnie o sytuacje kiedy pracodawca mówi wprost "nie zwolnię Cię, ale będziesz do mojej dyspozycji i na moje zawołanie". Jeszcze gorsza sytuacja jest wtedy kiedy dyrektor mówi wprost do swojego pracownika, którego wcześniej upokarzał i utrudniał mu życie "kilka nocy z Twoją żoną i jest po sprawie". Bo na bankiecie jego zona wpadła mu w oko.I wiecie co? Mężczyźni się na to zgadzają. Bo dzieci, bo kredyty do spłacenia. Przełożeni wiedzą przecież o każdym kredycie i w ten sposób to wykorzystują. Ktoś pisze, że jego żona po całonocnym interview o pracę wróciła nad ranem wykończona i słyszał jak płakała w łazience, a na imprezach z kolezankami z pracy dowiedział się, że jego żonę wówczas obracało czterech dyrektorów w spa. Nieraz kobiety od razu przyznają się do tego mężom i takie pary godzą się na to z konieczności a o powodach jakie mają pisałem powyżej.Wyobraźcie sobie co czuje mąż kiedy wie, że ona robi się na bóstwo, bo ma spotkanie z szefem, jakie przeżywa spazmy kiedy jej szef przeżywa w tym czasie gorące orgazmy z jego żoną. To jest tortura nie do zniesienia. Nie oceniam tych kobiet i mężczyzn bo oni wszyscy cierpią po równo a Czytałem wypowiedzi samych prezesów na ten temat. Jeden z nich pisze, że to nie jest tak jak ludzie myślą "margines marginesów" Takie rzeczy dzieją się wszędzie, o każdej porze i tak jest nie tylko w wielkich korporacjach ale w małych firmach. Mówią, że bieda wychowuje najlepiej, ale tu mamy ewidentny przykład na to, że bieda pcha ludzi do takich rzeczy a Ci na górze, którzy są wszystkiemu winni pozostają nietykalni. Dziewczyny, które odmawiają są niszczone lub zwalniane, ale piszą, że nigdy nie żałowały swojej decyzji.Tu tez dotykamy aspektu kiedy uroda potrafi być przekleństwem. Żal mi bardzo tych ludzi i zuję się bezradny, gdybym mógł coś zrobić to zrobiłbym. Pozdrawiam Was

    OdpowiedzUsuń
  24. Leno, w ciągu godziny przeczytałam chyba wszystkie Twoje posty, Trafilam tu przypadkiem wpisująć " mój chłopak mnie obraża" w google....
    Bylam bardzo zdenerwowana, a teraz, po tej lekturze jestem oazą spokoju.
    Myślę sobie, dlaczego zycie nas nie oszczędza? To jakiś sprawdzian przed tym najlepszym co nas czeka ?
    Pozdrawiam Cię i mocno ściskam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!