czwartek, 6 lutego 2014

Kobiecość: Piękno vs. atrakcyjność seksualna

xx | via FacebookNie umiem sobie radzić ze zmianami w życiu. Wiem, że kiedy przyjdzie starość, pojawią się zmarszczki i zwiotczała skóra - będzie to dla mnie trudne. Być może to dlatego, że zbyt dużą wagę przykładam do mojego wyglądu zewnętrznego. Ciągłej walki o mniejszy obwód w biodrach, ładnie wyeksponowany biust stanikiem z niebotycznym wypełnieniem, obcisłymi ubraniami, wysokimi obcasami i czerwoną szminką, w której czuję się, jakbym prosiła o pieniądze. Kto mnie oszukał, że to uczyni ze mnie piękną kobietę? Czasem, idąc na imprezę, czuję się po prostu przebrana. Mózg podpowiada mi, że powinnam się czuć pięknie, bo przecież mam te wszystkie atrybuty piękna. Dziesięciocentymetrowe szpilki, krótką sukienkę, push-up, gołe plecy. Ale to tak nie działa.

W obcasach się niewygodnie tańczy, szminka zaraz będzie migrować po mojej twarzy, a krótką sukienkę będę musiała co chwilę obciągać i przez to ani na chwilę nie poczuję się komfortowo w tańcu.

Po co mi ta cała otoczka i próba upodobnienia się do "propozycji imprezowych" podpatrzonych w jakimś Joy'u czy innym Cosmopolitanie w czekaniu na jakieś zajęcia fitness? Po co chcę wystawić siebie na tacy, krzyczeć o zauważenie, walczyć o aprobatę kogoś, na kogo zdaniu mi nie zależy? Do klubów nie chodzę, bo zawsze jak szłam tam z koleżankami, czułam się jak zwierzyna. I sama zachowywałam się jak ta zwierzyna, bo ktoś kiedyś wtłoczył mi do głowy, że najlepiej się będę bawić w świetnych ciuchach i wysokich butach. Wcale nie chciałam być "upolowana", ale dałam się wtłoczyć w dyktat miejsca. Mocny makijaż, odlotowe ciuchy, wysokie szpilki. Nawet jeśli ktoś mnie chciał "wyrwać", to uciekałam. Nie chciałam nawiązywać znajomości w klubach, bo każda wizyta w toalecie gdzie jakaś para uprawiała seks w toalecie, uświadamiała mnie po co takie znajomości są. Więc po co tam chodziłam? Bo dałam się oszukać, że szalone studentki tak się bawią. I znowu to nie byłam ja.

Teraz kiedy wybieram się na imprezę, najlepiej czuję się w tenisówkach, legginsach i jakiejś tunice. Włosy koniecznie związane, żeby nie przeszkadzały, a makijaż nieważny, bo i tak spłynie. A najbardziej liczy się to, że tańczę to, co lubię. I że tańczę z nim. Wtedy czuję się pięknie. I to piękno bierze się stąd, że to są te chwile, kiedy czuję się wspaniale sama ze sobą.

Piękno jest bardzo śliskim tematem.
A to dlatego, że poruszamy się pomiędzy tym idealnym-duchowym aspektem piękna (lubię to, jaka jestem) i atrakcyjnością seksualną (jestem gorącym kąskiem, każdy ma na mnie ochotę).

Za atrakcyjnością seksualną kryją się dwie rzeczy:
  • atawizmy
  • wizerunek kreowany przez media
Ewolucyjnie zrozumiałe jest, że wszystkich ciągnie do atrakcyjnych fizycznie ludzi. Piękny biologicznie osobnik, to ten, który jest zdrowy, ma silne geny, jest dobrym kandydatem (kandydatką) do przedłużenia gatunku. Wielu naukowców próbowało wyjaśnić dlaczego dla mężczyzn kobiece piersi* są tak atrakcyjne - jedna z teorii mówi, że twarz, usta, dłonie w pobliżu ciepłej kobiecej piersi przywołują błogie wspomnienie z dzieciństwa - bliskość matczynej karmiącej nas piersi. Niesie ze sobą relaks, spokój, ciepło, wyciszenie. Inne mówią o tym, że piersi, to znak seksualnej dojrzałości i gotowości na rozmnażanie, a jeszcze inne twierdzą, że piersi wykształciły się w procesie ewolucji, żeby mężczyźni zwrócili uwagę na "przód" kobiety i chcieli uprawiać seks twarzami do siebie. Kiedy ludzie zaczęli chodzić na dwóch nogach, z przodu kobiety nie miały atrybutów seksualnych, podczas gdy w postawie czworonożnej najważniejszym atrybutem były pośladki. Niemniej pamiętajmy, że to tylko echo sprzed tysięcy lat, a bycie człowiekiem do czegoś zobowiązuje.

BohoWspółczesny wizerunek kobiety w mediach jest adresowany bezpośrednio do mężczyzn. Być może dlatego, że na nich najprościej zadziała mechanizm bodziec-reakcja, najłatwiej jest odnosić się do najsilniejszych, pierwotnych instynktów, jakim jest rozmnażanie. Kiedyś faceci mieli okazję zobaczyć podniecającą seksualnie kobietę tylko w swoim łóżku lub w pisemkach dla panów. Dziś jest to możliwe wszędzie - nie tylko w miejscach imprez i na ulicy, ale również w gazecie, telewizji, reklamie hamburgera, reklamie samochodu, na billboardach, w gazetkach reklamowych, w sklepach odzieżowych, na co trzeciej stronie w Internecie czy na ulotkach. Wszędzie. Wszystkie panie są podane w niebywale atrakcyjny i apetyczny sposób - wymyślone ciała, wymyślone okoliczności. Najlepiej sprzedają się hasła reklamowe zawierające podteksty seksualne, a najlepiej klikają się w Internecie tytuły, które nimi ociekają. Ostry makijaż, idealna sylwetka, duże odsłonięte piersi... nie ma rady. Zawsze działa, a nawet jeśli nie działa, to przyciąga uwagę. Są pożądane. Przekazy pośrednio adresowane są również do kobiet. Bo my również chcemy ruszać facetów i chcemy być pożądane. Dążymy do niedoścignionego ideału, po to, żeby być lepsze od kobiet, które nie istnieją. Które są chorym wymysłem grafika. Może przez to jesteśmy chore na perfekcję? Kiedyś pokazanie kolana było bardzo odważne... a dziś? My, kobiety, co jeszcze mamy pokazać, żeby podkręcić facetów bardziej, niż panie z telewizji czy filmów dla dorosłych? Musimy być oczywiście najbardziej wyzwolone jak tylko się da, a w łóżku musimy robić wszystko, co im się zamarzy. Sięgnę po kolejne badania - dowodzą one, że ten od lat utrwalany wizerunek kobiet w mediach wywołuje u mężczyzn zmniejszone zadowolenie ze związku z obecną partnerką, mniejsze zaangażowanie w związek, instrumentalne traktowanie kobiet i akceptację przemocy. 

KŁAMSTWO WSPÓŁCZESNOŚCI

Myślę, że współczesna kultura (zwłaszcza komercyjna) bardzo się zagalopowała. Wszystko musi mieć olśniewające opakowanie. Nie dość, że po wybiegach paradują aniołki VS, które mają idealne ciała, to Photoshop przychodzi z pomocą i może poprawić nawet coś, co nie wymaga poprawek. Wraz z rozwojem techniki brniemy w życie w kłamstwie. Potrawy w kartach dań są fotografowane w studiu, z odpowiednim oświetleniem, podrasowywane w programach graficznych. Produkty przedstawiane na opakowaniach bardzo różnią się od tego, co znajduje się w środku. Nawet warzywa modyfikuje się genetycznie, żeby były bardziej dorodne, a potem jeszcze podkręca kontrast w gazetce reklamowej. Wszystko po to, żeby sprzedać produkt.

Ale czy my jesteśmy produktem? Czy nas i naszą kobiecość mamy sprzedawać?
Mam wrażenie, że nasz świat robi nas w balona.

Co ciekawe, to kobiety identyfikują atrakcyjność fizyczną z ogólną atrakcyjnością. Mężczyźni raczej warunkują ją sprawnością (młodzi: fizyczną; starsi: seksualną i intelektualną). U facetów seksualność również warunkuje wartość, można to zauważyć w mediach na przykład widząc rosnącą popularność preparatów na polepszenie sprawności seksualnej. Bardzo często źródłem naszej samowiedzy jest tzw. lustro społeczne (feedback od społeczeństwa, to jak nas postrzegają inni, a zgodnie ze stereotypami - atrakcyjne osoby są lepiej traktowane). Niestety w porównaniu z wizerunkiem kobiet w mediach, najczęściej wypadamy słabo.

Porównywanie się z nimi rodzi w nas frustrację. Nie znosimy modelek, bo wpędzają nas w nieskończone kompleksy. Na castingach widzimy piękne, wysokie, długonogie kobiety, które nawet bez makijażu wyglądają zjawiskowo. Ale zarówno one (jak i osoby, występujące w TV) są ludźmi, którzy zarabiają na siebie swoim ciałem. Na wybiegach króluje rozmiar XS, sylwetka chłopięca i ma to całkiem racjonalne wytłumaczenie. Na kreacje zużywa się mniej materiału, a szycie na proste sylwetki bez krągłości jest szybsze i łatwiejsze.

Naszym głównym problemem jest to, że nie potrafimy być obiektywne w stosunku do siebie. Postrzegamy się przez pryzmat wyretuszowanych obrazków z gazet, nie będzie nadużyciem jeśli powiem, że mamy upośledzone postrzeganie siebie. I nie odnosi się to tylko do wyglądu, ale również umiejętności i talentów.

Nie muszę Wam pisać o tym, jak zmieniał się ideał kobiecego ciała na przestrzeni lat, bo doskonale to widać na przykład w kinematografii. Zastanawia mnie tylko KTO to wszystko dyktuje i DLACZEGO ktoś, kto wyznacza trendy w modzie ma prawo wyznaczać atrybuty piękna?

Nie jestem produktem,
JESTEM PIĘKNA SAMA W SOBIE.

Bo jestem kobietą.

Polecam posłuchać kobiety, która została okrzyknięta najbrzydszą kobietą świata. Po obejrzeniu pozazdrościsz jej wewnętrznego piękna i niesamowitej siły.

Jeśli będziemy postrzegać się tylko poprzez pryzmat atrakcyjności seksualnej, to nie dość, że nigdy nie będziemy zadowoleni (zadowolone), to jeszcze poczucie "względnego zadowolenia" będzie trwało bardzo krótko. Bo młodość i witalność bardzo szybko się kończy. Jest się seksbombą przez jakiś czas, ale kobieta zachodzi w ciążę i już jej cielesność wygląda inaczej. No chyba, że jest się gwiazdą Hollywood i ma się dostęp do nieskończonych pokładów gotówki i funkcji Photoshopa. Nasze życie przechodzi na kolejne levele i czas atrakcyjności seksualnej po porostu wygasa. Jeśli budujemy na niej swoje poczucie wartości, bardzo szybko staniemy się nieszczęśliwe. Nie można budować siebie na czymś wymyślonym.

Lo Intento Todo Para Ser | via TumblrTO CO TO JEST PIĘKNO?

Znacie takie panie, które mają 60 lat, a mają w sobie niesamowitą klasę? Ich czas atrakcyjności seksualnej minął już dawno, ale swoim ciepłem, mądrością i kobiecością potrafią onieśmielić niejednego mężczyznę i niejedną kobietę. Są też dziewczyny, które mając dwadzieściakilka lat nie muszą krzyczeć rozpaczliwie swoją seksualnością i błagać, żeby ktoś ją zauważył. Mają klasę i siłę, a faceci się za nimi szaleją. Taka będzie piękna nawet w powyciąganym swetrze. I nie chodzi mi o to, żebyście się przestały malować i chodziły w za dużych ubraniach. Po prostu zróbcie wszystko, żeby czuć się dobrze ze sobą. Nie próbujcie równać do jakiegoś chorego ideału, figury, modelki z doczepianymi włosami... Nie musisz nikogo udawać. Spróbuj być szczęśliwa ze sobą. Żeby być taką dziewczyną, wcale nie trzeba kupić drogiego kremu, sukienki z najnowszej kolekcji, ani pomalować sobie ust na krwistą czerwień. Trzeba sobie uświadomić jedno.

Do potwierdzenia naszego piękna wcale nie jest nam potrzebny żaden mężczyzna!

Lubimy się oglądać w oczach facetów/chłopaków/narzeczonych/mężów, lubimy słyszeć komplementy, zwłaszcza jak mamy niskie poczucie własnej wartości. Łakniemy dowartościowania, docenienia, akceptacji. Ale budowanie swojego "ja" ze zdań aprobaty usłyszanych od innych jest bardzo niebezpieczne. Bo wystarczy, że ktoś w gniewie poruszy kamień, który leży na samym dole budowli... wszystko runie. Jeśli uświadomimy, że siła nie idzie z zewnątrz, tylko ze środka - wygrałyśmy życie. Miłe słowa słyszane od innych oczywiście sprawiają nam przyjemność i nie ma w tym nic złego, ale nie mogą być fundamentem naszego poczucia swojej wartości. Nie jesteśmy produktem! Nikt nie ma prawa mówić czy jesteśmy coś warte, czy nie. Same w sobie jesteśmy wartością, nie poddawajmy tego nigdy w wątpliwość.

Jesteś piękną kobietą. Nawet jeśli patrząc w lustro masz wątpliwości. Nie jesteś produktem, chociaż świat chce Cię ze wszystkich sił do tego przekonać. Ktoś nas okłamał, a prawdziwe życie wcale nie wygląda jak te po drugiej stronie magicznego szkiełka. Tkwi w Tobie siła, o której istnieniu nawet nie wiesz. Jest w Tobie piękno, którego może teraz nie widzisz, ale jeśli będziesz je pielęgnować, to rozbłyśniesz.

Trochę się rozpisałam... jestem bardzo ciekawa co myślicie na ten temat. Moje zdanie już znacie. A czy dla Was piękno = atrakcyjność seksualna? Co myślicie o tym, że wizerunek kobiety utrwalany w mediach dokonał w naszych głowach wiele spustoszenia?

Zapraszam Was do przeczytania innych tekstów z cyklu W poszukiwaniu kobiecości.

* Przepraszam za "szczucie cycem" w zdjęciach, ale chciałam, żebyście poczuły sytuację jeszcze bardziej.

Będzie mi bardzo miło, jak polubisz mnie na Facebooku, albo odwiedzić na Instagramie :)

19 komentarzy:

  1. Nie koniecznie będziesz mieć zmarszczki i zwiotczałą skórę ;) dużo zależy od Ciebie. Moja babcia ma 78 lat, otoczenie daje jej max 65 lat, ale duże znaczenie ma to jaki trybu życia prowadziła i prowadzi wciąż. Jasne geny też mają znaczenie, ale jak to babcia mówi ma swoje sposoby, aby wyglądać tak dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, znam wiele zadbanych starszych pań. Najbardziej lubię te młode duchem, są przecudownymi babeczkami :) Też jestem za tym, żeby teraz zdrowym trybem życia pracować na dobre samopoczucie w końcowej fazie życia, ale nie wszystkie rzeczy da się niestety przewidzieć.

      Usuń
  2. Uroda przeminie, a to co masz wewnątrz pozostanie. :) Bardzo mądry tekst...

    P.S. Jest taka fajna książka o kobietach napisana przez nieżyjącego już dominikanina ojca Joachima Badeni- "Kobieta-boska tajemnica". Polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie sprawdzę i przeczytam! Dzięki :)

      Usuń
  3. Jest rozróżnienie od bycia pięknym, a seksownym, ale ja wprowadziłabym jeszcze jedno - bycie seksownym od bycia sexy. Przedstawiłaś tylko jedną stronę, tą właśnie sexy - dekolt, ostry makijaż, krótkie sukienki. A bycie seksownym to co innego. Jest to bardziej godne. I nie, nie zgadzam się, że moje hasło "seksowne" można przystawić tu do definicji "piękno" i mówię o tym samym. Piękno może być czyste, nieskazitelne i niewinne, a to nie tożsame.
    Zgadzam się, że kobiety są przedstawione przedmiotowo. Te reklamy, zdjęcia... Czyste ZOO. Kobiety same się trochę w to wkopały. W reklamach też są sami zadbani i napakowani mężczyźni - a czy tylu chłopa co znamy, obsesyjnie chodzi na siłownie, do fryzjera, jest na diecie? Nie, bo mają to gdzieś co wpajają media. A my kobiety tak strasznie na to narzekamy, ale mimo wszystko gonimy.
    Pozdrawiam gorąco i dziękuję za ciekawy wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - nie wspomniałam o tym aspekcie. Chociaż słowo seksowność ciągle mi nie pasuje (bo słowo jakby wciąż zniża kobietę do obiektu seksualnego), ale chyba nie ma lepszego odpwiednika. Chodzi mi o kobiecość w pełnym tego słowa znaczeniu, kobiecy magnetyzm, samoświadomość i moc wykorzystania swoich atutów, urody i klasy :) To bardzo groźna kobieca broń.

      Usuń
  4. Szczerze po tym co przeczytałam wiem jedno - mam na tyle mały biust, że jestem szczęściarą mając takiego cudownego faceta! On chyba bardziej docenia moje wszystkie zakompleksione przeze mnie części ciała, niż ja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa miłość. A ona przekreśla wszelkie kanony i modele piękna :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy artykuł, naprawdę mnie wciągnął. I zgadzam się z Tobą w kwestii kobiet z klasą. Jeżdżę czasami autobusem z taką starszą panią i widać w niej właśnie tę klasę i bądź co bądź wdzięk, którymi przerasta młode dziewczęta, pomimo swego dojrzałego już wieku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak najbardziej masz rację, jedyna droga do prwadziwego piękna to ta przez siebie samą. Jeśli będziesz "w sobie zakochana", sama będziesz traktowała siebie z szacunkiem i będziesz się rozwijała to na pewno będziesz czuła się dobrze sama ze sobą, a wtedy nieważne czego na siebie na ubierzesz i tak będzie od ciebie "biło" pięknem. Będzie prawdziwe i takie jak być powinno (:

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko to prawda, co napisałaś, tylko że te współczesne "archetypy" piękna i seksualności, o których piszesz, tak silnie zakorzeniły się w naszej świadomości, że ich zmiana jest już bardzo trudna.
    Zaciekawiło mnie jednak stwierdzenie dotyczące współczesnej mody - że szycie ubrań w rozmiarze 0 to oszczędność materiału i prostota wykonania - coś w tym jest. Z drugiej strony bielizna VS lepiej prezentuje się na kształtnych ciałach niż na kobiecych "wieszakach". Ciekawe to zjawisko, że w ubraniach chcemy mieć rozmiar XS, a jeśli chodzi o bieliznę, marzą nam się wymiary 90-60-90 ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście, że wszystko jest w naszej głowie :) wszystko się tam zaczyna. Mam jedną koleżankę, która ma taki charakter, że nic to iż ma rozmiar zgoła inny niż XS, a ja i tak uważam ją za bardzo atrakcyjną :) Wiesz... te pisemka mogą sobie drukować ulepszone zdjęcia... ważne, żeby się nie dać zakręcić... żeby poznać swoje piękno i móc czytać takie gazetki bez kompleksów, chyba trzeba dorosnąć. Poznać siebie :) A do tego trzeba czasu...

    Udanego piątku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja trochę nie na temat, ale uznałam, że muszę Ci podziękować - dzięki Tobie wreszcie zapisałam się na salsę, o czym marzyłam od dawna, ale jakoś nie mogłam się zabrać. A wystarczyło 15 minut w internetach, jeden mail i już! :D Byłam na pierwszych zajęciach i jestem absolutnie zachwycona! Twój blog jest cudowny, jak tylko tu trafiłam, przeczytałam wszystkie wpisy i z niecierpliwością czekam na kolejne. Bardzo się cieszę, że tu trafiłam ;)

    U.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa, że udało mi się Ciebie namówić :) Polecaj dalej wszystkim koleżankom!

      Usuń
  10. Fantastyczny, interesujący i wciągający wpis.

    Sądzę, że wielu kobietom, które zdają sobie sprawę z bezsensu i wątpliwej poprawności moralnej tej całej maskarady, mimo wszystko ciężko jest się od niej odciąć. Mimo tego, że najlepiej się czują w skromnym, wygodnym stroju i delikatnym makijażu, to idąc na imprezę, gdzie większość dziewczyn wygląda jak z wybiegu albo magazynu, czują się szaro i nieatrakcyjnie. Bo porównują się do nich, bo widzą spojrzenia facetów, skierowane właśnie na te "sztuczne" kobiety. I chociaż wiedzą, że te spojrzenia oznaczają zainteresowanie jedynie ciałem i wcale o tych kobietach dobrze nie świadczą, to gdzieś tam w głębi siebie też chciałyby wzbudzać zainteresowanie. Tak mi się wydaje :)

    Fajnie, że Tobie udało się w tym wszystkim odnaleźć :) Innym również tego życzę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś byłam bardzo nieśmiała, zakompleksiona. Zawsze uważałam siebie za grubą, brzydką. Kiedy kończyłam gimnazjum i szłam do liceum kompleksy zniknęły. Stałam się pewniejsza siebie, zaczęłam akceptować siebie i swoje ciało i tak jest do dzisiaj. Nie mam kompleksów, nie zastanawiam się nad tym ile ważę (czy za dużo), jak wyglądają poszczególne części mojego ciała. Patrzę w lustro i myślę: jest Ok :-) inni ludzie mają gorzej, na co mam narzekać? Nigdy nie chodziłam w mini, z odkrytym brzuchem, w szpilkach. I nie mogłam narzekać. Podobam się sobie, czuję się ładna, mam swoje zdanie, potrafię szybko wziąć się w garść. Najważniejsze to czuć się dobrze samej ze sobą. Nie rozpaczajmy! Nie płaczcie nad rozlanym mlekiem :-) Wszystko się ułoży. Jakoś to będzie. Myślałam, że moje życie od jakiegoś czasu to wspinaczka pod górę. Zawsze coś. Chłopak mnie zostawił, w pracy masakra (nie mogę już psychicznie tu wytrzymać) I co? Zmieniam pracę!!! Jestem taka szczęśliwa! Nowe otoczenie, nowi ludzie, nowe rzeczy do nauczenia. Wszystko tak szybko się dzieje. Było źle żeby teraz mogło być dobrze.
    Wszystkiego dobrego!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę mądrze napisane... Problem tkwi jednak w tym, że mało która kobieta ma takie podejście. I tak jak mówiłaś - wszystko przez to co aktualnie krzyczy na nas z każdej strony - wszystko co piękne kończy się w rozmiarze 36... Ja jestem okropnie zakompleksiona i nie potrafię się tego wyzbyć, choć i tak zauważam już dużą poprawę... nie wiem czy kiedyś się to zmieni, czy sprawię to sama, czy gdy w końcu schudnę, może jakiś facet, a może już na zawsze tak pozostanie... Postrzegam piękno inaczej niż atrakcyjność seksualną, ale niestety nie w swoim przypadku...

    OdpowiedzUsuń
  13. Starożytni Grecy utrzymywali, że "piękno tkwi w oku patrzącego". Dlatego najlepiej przeglądać się w zakochanych oczach :) Try to design

    OdpowiedzUsuń
  14. Kobiety same dały się wciągnąć w poprawianie urody, dając przez to zarobić sklepom odzieżowym, kosmetycznym, chirurgom plastycznym... A mężczyźni nie lubią wybierać w ciemno, wolą naturalne dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!