niedziela, 2 marca 2014

Nie zwierzam się nikomu

Every time when you judge yourself, you hurt yourselfMarta zmusiła mnie do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami. Nie mogę powiedzieć, że nie mam znajomych, bo ludzie, który ich naprawdę nie mają - wyśmialiby mnie.

Od zawsze walczą we mnie dwie natury i trudno mi stwierdzić, która wygrywa. To zależy od humoru. Czasem mam wrażenie, że jestem duszą towarzystwa, lubię rozmawiać z ludźmi, ciekawe osobowości dają mi kopa do działania, lubię imprezy, spotkania z przyjaciółmi. Mam wielu znajomych, kilku przyjaciół. Od lat należę do grupy przyjacielskiej, która zawsze jest dla siebie. Wspólnie jeździmy w góry, organizujemy imprezy, oblewamy mieszkania, chodzimy na herbatki. Mam się do kogo odezwać, kiedy mam problem. Wiem, że jeśli bym powiedziała, że potrzebuję pomocy, to znalazłoby się ramię do płaczu i tabliczka czekolady na poprawę humoru. Wiem, że próbowaliby mi pomóc. Ba! Wiem nawet, że byliby szczęśliwi z tym, że poprosiłam ich o radę, pomoc, czas.

Tylko wiecie co?
Ja tego nie robię.
Nigdy.

Jestem typem osoby, która się nie zwierza. Po prostu nie rozmawiam z nikim o tym, że coś mi nie wyszło, że z czymś mam problem, że z czymś sobie nie radzę. Przez to wiele osób patrzy na mnie jak na człowieka, któremu wszystko wychodzi, którego wszyscy lubią i który z niczym nie ma najmniejszego problemu. Oczywiście to bajka, dość nieprawdziwa. Być może dzieje się tak dlatego, że u mnie w domu nie rozmawiało się o uczuciach. Rozmowy były rzeczowe, dotyczyły rzeczy bieżących, planów, marzeń itp. Żadnego "kocham cię", ani "zależy mi na tobie", choć nie mogę zarzucić moim rodzicom braku miłości. Po prostu się o tym nie mówiło. I mogę rozmawiać o uczuciach, snuć różne opowieści, radzić w sprawach sercowych... ale jeśli nie dotyczy to mnie. O swoich uczuciach nie mówię.

Teraz, z perspektywy lat widzę, że ta nieumiejętność zwierzania się, trochę zniszczyła niektóre moje relacje. Bo wiecie, można mieć znajomych, z którymi dobrze bawisz się na koncertach, pojedziesz pod namiot czy wyjdziesz na piwo. Jest miło i przyjemnie, można porozmawiać o zabawnych sytuacjach z MPK, pośmiać się z paradokumentów i powspominać jak to było na jakimś festiwalu. Można. Ale relacje, które opierają się na takich rozmowach są szalenie płytkie. Nie ma punktu zaczepienia, który by związał dwie osoby. Najlepiej wiążą smutki, radości, tajemnice i problemy. Jeśli nie ma tego w relacji, pozostaje ona zwykłą znajomością. Idąc dalej, jeżeli się nie zwierzamy, narażamy się na samotność, bo nie wiążemy trwałych relacji. Brzmi trochę strasznie, ale takie jest moje doświadczenie.

Miałam kiedyś koleżankę, z którą trzymałam się przez całe liceum. Wiele rzeczy robiłyśmy wspólnie, miałyśmy podobne zainteresowania, książki, koncerty, festiwale - wszystko. Nigdy nie spotkałam osoby, którą porywałyby te same rzeczy, co mnie. Mogłyśmy rozmawiać godzinami. Kiedyś ta koleżanka zauważyła, że między nami jest fajne koleżeństwo i zależy jej na tej relacji, ale martwi ją to, że nie ma w niej głębi, bo nigdy się sobie nie zwierzamy. Poszłyśmy do kawiarni i wylałyśmy z siebie wszystkie opowieści miłosne, marzenia, obawy i sekrety. W filmach od tego momentu przyjaźń by kwitła, zostałybyśmy swoimi BFF i poszłybyśmy na wspólne zakupy. Ale tak się nie stało. Po tym wszystkim czułam, że było to sztuczne i niepotrzebne, chociaż ciągle ją uwielbiałam. Nasze koleżeństwo koleżeństwem pozostało, a po zakończeniu liceum nigdy nie spotkałam się z nią sam na sam. Nawet nigdy same się do siebie nie odezwałyśmy "ot tak".
Mam przyjaciółkę. Jest ona typem bardzo uczuciowej, ale mocnej osobowości. Bardzo często mi się wypłakuje, zawsze jestem gotowa, żeby ją pocieszyć, czy po prostu spotkać się na plotki. Dla mnie jest to idealna symbioza - ona opowiada o swoich uczuciach i nie wymaga, żebym ja opowiadała o swoich. Raz kiedyś przyszłam do niej zapłakana po pocieszenie, ona bardzo się ucieszyła i wzruszyła, że w końcu nadszedł dzień, kiedy to ona może mi pomóc. Kiedy zaufałam jej na tyle, żeby się podzielić swoimi problemami. Zaskoczyło mnie to bardzo, bo nigdy nie myślałam o tym w sposób, że ktoś "pragnie" tego, bym się z nim sobą podzieliła. Tak głębiej, bez powierzchownych tematów.

InspiracjeTo bardzo głupie, ale kiedy miałam jakiś większy problem w przeszłości, to wolałam odpalić jakieś babskie forum i tam zasięgnąć porady. U obcych kobiet, w czasie gdy na wyciągnięcie ręki miałam osoby, które z przyjemnością by mi pomogły. Absurdalne, nie? Podobnie było z nowo poznanymi osobami. Czasem tymi "przypadkowymi" z Internetu. Łatwiej było mi z nimi porozmawiać o rzeczach ważnych, niż z osobami będącymi obok. Tak też nawiązałam jedną internetową przyjaźń, która trwa już 10 lat i zdecydowanie przeniosła się do realu. Odwiedzamy się nawzajem, znamy swoje "paczki" znajomych, chodzimy na imprezy, spędzamy razem wyjazdy wakacyjne itp. Z racji odległości wciąż najczęściej rozmawiamy przez komunikatory i to chyba jej najłatwiej mi się zwierzyć z problemów, bo "przez szkiełko" jest bezpieczniej i już się do takiego charakteru relacji przyzwyczaiłam.

Zastanawiam się skąd we mnie takie zachowanie. Czy jest to podyktowane obawami, wychowaniem, czy po prostu taka jestem? 

Dlaczego się nie zwierzam?
  • mam wrażenie, że moje problemy/sukcesy są zbyt małe, nie warte podzielenia się nimi
  • boję się, że zanudzę odbiorcę mało konkretnym bełkotem
  • boję się, że ktoś wykorzysta moje słabości przeciwko mnie, wyśmieje
  • mam problem z werbalizowaniem moich uczuć
  • boję się, że podzielę się sobą, poproszę o radę, a ktoś odpowie jednym zdaniem, a potem skupi się na sobie i swoim życiu
  • nie chcę pokazać przed innymi słabości
  • nie chcę wyjść na osobę, która "odzywa się" tylko wtedy, kiedy ma problem
  • uważam, że lepiej mówić o rzeczach pozytywnych
  • jeśli o czymś się nie mówi, problem nie istnieje
  • problemy wolę opisać w pamiętniczku i pozastanawiać się nad nimi sama
  • nie lubię wpuszczać ludzi do mojego intymnego świata
Po zdefiniowaniu obaw zastanawiam się czy to nie jest pewnego rodzaju hamulcem w moim życiu, którego pasowałoby się pozbyć. Na dobrą sprawę jedyną osobą, której mogę wszystko powiedzieć jest B., jego nie obowiązują moje powyższe strachy, ale mózg podpowiada mi, że takich osób jest więcej. Myślę, że ludzie cenią mnie jako przyjaciela, bo zawsze wysłucham i poradzę, ale nie daję siebie do tej relacji. Jak już wcześniej napisałam, taka postawa długofalowo generuje samotność. Wiele powodów, które wymieniłam wyżej, to zwykłe, irracjonalne strachy, które można przełamać.

Być może jestem przyzwyczajona do tego, że tłumię w sobie emocje. Ale to wszystko męczy i schodzi później ze mnie z wielkim hukiem. Nawet jeśli w czasie rozmowy chciałabym, żeby ktoś mnie o coś zapytał (nigdy nie zwierzam się sama z siebie, muszę być zapytana), złoszczę się w środku, że ktoś opowiada tylko o swoich sprawach, ale przecież przez lata ich tego nauczyłam! Tego, że słucham, nie oczekując na przyzwolenie na zwierzenia, bo ich nie potrzebuję. Na zwierzenia mam ochotę bardzo rzadko.

Mam również problem z umówieniem się na spotkanie (np. kawę) sam na sam. Albo chociażby z wyjściem z inicjatywą spotkania się. Jeśli ktoś zaproponuje, to oczywiście, chętnie pójdę, ale zazwyczaj mam tyle spraw na głowie, że nawet nie myślę, że jeszcze gdzieś mogłabym "wcisnąć" spotkanie z przyjaciółką/znajomą. A powinnam. Unikanie inicjatywy również może generować samotność. Bo jeśli druga osoba unika umawiania spotkań, mimo żeby chciała, nie ma opcji spotkania się. Jeśli choć jedna wyjdzie z inicjatywą, już jest krok w przód. Muszę też zwrócić uwagę na to, żeby obowiązywała zasada "raz ty, raz ja", bo czasem łapię się na myśli, że ktoś o mnie zapomniał i nie chce się umawiać, a to przecież od kilku kolejek była "moja kolej". Jeśli ja nie wystosuję propozycji, tamta osoba może pomyśleć, że wcale nie mam ochoty na spotkanie.

Korzyści ze zwierzania:

  • przyjaciel wie, że jesteś zaangażowany w relację
  • jeśli werbalizujesz problemy, w jakiejś części się ich pozbywasz
  • nie tłumisz emocji
  • przyjaciel cieszy się, że może pomóc
  • nie zamykasz swoich problemów we własnym świecie
  • masz spojrzenie na sprawę drugiej osoby, nowe pomysły, inny punkt widzenia

A jak to wygląda u Was? Macie podobne problemy, a może chcielibyście coś dodać od siebie? Po napisaniu tego posta widzę wiele zaniedbań, których się dopuszczałam w przyjaźniach. Przyjaźń jest jak związek, który trzeba pielęgnować i może nie trzeba dawać sobie kwiatów i czekoladek, ale panują w nim podobne mechanizmy. Jeśli ja jestem na 100%, to ty też bądź na 100%. Widzę kilka rzeczy, w których muszę się podciągnąć i myślę, że to ułatwi moje życie. Przede wszystkim muszę skruszyć swoją skorupę i dopuścić do swojego wnętrza więcej osób. Bo podskórnie wiem, że warto.

33 komentarze:

  1. Ja nawet jeśli się komuś zwierzałam to Ci ludzie jakoś ode mnie uciekali. Mało kto rozumie moje problemy,a niektórzy je po prostu bagatelizują lub wyśmiewają. I faktycznie jestem teraz samotna. Mam tylko chłopaka, ale czasem trzeba pogadać z kimś tej samej płci, a temu najbliższemu dać trochę spokoju.
    Jak dla mnie - fajnie byłoby znaleźć kogoś choćby do "zwykłego" pogadania, o zwierzaniu się nawet nie myślę. Zresztą większość zdrowo myślących ludzi na bank skrytykowało by moje irracjonalne zachowywanie się, a co mi po krytyce skoro nie powoduje ona u mnie chęci zmiany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie musi być to krytyka czy pochwalanie działania, wystarczy zwyczajne pogadanie. Zawsze wydawało mi się, że znalezienie osób "do pogadania" jest najłatwiejsze w np. liceum, gimnazjum... i że takie znajomości są najtrwalsze. Na studiach każdy lata za swoimi rzeczami, o pracy później nie wspominając... ale okazuje się, że przyjazną duszę można znaleźć wszędzie, może spróbujesz poszukać? Ostatnio poznałam bardzo miłą dziewczynę na zajęciach z burleski. Powitała mnie bardzo ciepło, rozmawiamy często, zaczęłyśmy chodzić wspólnie na różne inne zajęcia. Tak że nigdy nie wiadomo :)

      Usuń
  2. Jejku, jakbym czytała o sobie... Doskonale znam to uczucie, gdy coś mnie hamuje przed zwierzaniem się innym osobom. A jeśli już się przełamię to zamiast ulgi czuję się jakbym stała przed kimś zupełnie naga. I towarzyszy temu takie dziwne uczucie wstydu, zażenowania. Odkryta ze wszystkich moich obaw i sekretów. Podobnie jak Ty, zastanawiałam się skąd się to u mnie wzięło, czy to mój charakter, czy cecha nabyta? Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że wyniosłam to z domu. Schemat : mówisz o swoim problemie głośno = nie radzisz sobie, jesteś gorsza i słabsza psychicznie od innych. Zamiast pomocy i wsparcia psychicznego uzyskiwałam tylko wieczną krytykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w wychowaniu coś jest... ale nie jest tak, że niczego nie da się zmienić. Pamiętam jak pierwszy raz zdecydowałam się na 100% szczerości wobec mojego chłopaka. Musiałam mu powiedzieć o rzeczy, która jest bardzo osobista i niemalże nikt o niej nie wie. Czułam się naga, bezbronna, zupełnie niezdolna do niczego. Jego reakcja bardzo mnie zachęciła, bo przytulił, powiedział co o tym myśli i od razu znalazł potencjalne rozwiązania. Wiem, że zawsze mogę na nim polegać, że zawsze mi pomoże.

      Usuń
  3. Mam podobnie i to spotyka się z zarzutami ze strony bliskich. Ale ja nie wiem czy to jakiś obowiązek? Kiedy mam ochotę coś powiedzieć to mówię, otwieram się, ale ciężko to porównać do telenoweli jaką oglądam w przypadku wielu osób;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, ważny jest umiar ;) Nie każdy lubi żyć cudzym życiem.

      Usuń
  4. Dodam jeszcze, że kiedy nieraz zdarzy mi się wywlec na wierzch jakieś głębsze, skrywane myśli, obawy uczucia to po czasie nie zawsze czuję się z tym dobrze. Może to z braku zaufania do innych, ale zawsze obawiam się że ktoś wykorzysta to przeciwko mnie. To chyba świadczy o tym, że trochę mnie życie skrzywiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak z wszystkimi rysami, które się na nas odciskują. Jeśli raz nas to spotkało, węszymy podstęp, często niepotrzebnie. I nie przetłumaczysz sobie, że tamta sytuacja była wyjątkowa, a przed Tobą wcale nie stoi ta sama osoba. Mam tak samo.

      Usuń
  5. Ja zwierzam się tylko 3 osobom na tym świecie, w tym osobie, która jest w połowie mną, czyli mojej bliźniaczej siostrze ;)
    I dobrze mi z tym. Mam wrażenie, że mi się zbiera szambo wewnętrzne, jak się nikomu nie zwierzam. Ale to już tak po prostu mam i tyle :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiadanie bliźniaczki to szczęście :) W ogóle - posiadanie siostry musi być świetne!

      Usuń
  6. Moje relację są podobne. Jednak przyjaźń widzę właśnie jako silną niewytłumaczalną wieź dwóch osób, które mogą ze sobą nie rozmawiać miesiącami a jak się spotkają to i tak wszystko wiedzą, są sobie tak samo bliskie jak przdtem. Dużo wynika z wychowania jakie wynosimy z domu, poza tym domniemam, że jesteś introwertyczką, my tak po prostu mamy. To nie znaczy, że jesteśmy gorszymi przyjaciółmi. Według mnie lepiej gdy przyjaźń składa sie z dwóch odmiennych osobowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takich przyjaciół od dzieciństwa - wspólna podstawówka, gimnazjum, a potem (do dziś) ciągłe spotkania. Różne rzeczy się działy w naszej grupie. Były roszady, ludzie przychodzili, odchodzili... ale ZAWSZE było i jest tak, że nie ma znaczenia ile byśmy się nie widzieli, to zawsze jest tak samo. Tak samo dobrze.

      Usuń
  7. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Odhaczyłam u siebie prawie wszystkie powody nie zwierzania się z Twojej listy:)
    Ja też od pewnego czasu widzę u siebie potrzebę większego dzielenia się sobą. Właśnie po to, żeby relacje na których mi zależy były lepsze. I po to, żeby otrzymywać, nie tylko dawać. Uczę się tego powoli, bez ciśnienia, daję sobie czas. I wybieram osoby przed którymi naprawdę chcę się otworzyć.
    Mam świadomość, że nigdy w życiu nie będzie to moją naturalną skłonnością i nie będę wylewała z siebie wszystkich uczuć i emocji. Pewnych rzeczy się nie przeskoczy, jesteśmy jakie jesteśmy. Ale od kiedy więcej mówię o sobie, czuję się lepiej, to dobry kierunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jest to, co piszesz :) Metodą małych kroków, myślę, że możemy zajść daleko. Nie trzeba od razu wylewać wszystkiego, można zacząć po kawałku, od planów, przez marzenia, do obaw i strachów. Trzymam kciuki :)

      Usuń
  8. Dobry post. Kiedyś lubiłam moim koleżankom / przyjaciółkom się zwierzać, ale jak zauważyłam, że one tego nie robią sama przestałam być z nimi tak blisko. Zwierzając się komuś pokazywałam mu zaufanie, gdy ktoś mi - wiedziałam, że mi ufa. Brak zwierzania kojarzyłam z tym, że nie jestem godna zaufania, że ta osoba nie traktuje mnie blisko. Chyba sądzimy zawsze po sobie, skoro ja się zwierzam i w ten sposób coś okazuje, to ta osoba mi to samo okaże w ten sam sposób jakim ja to robię..
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja spotykam się z przyjaciółkami raz na miesiąc/dwa miesiące. Są to spotkania, w ktorych się praktycznie przekrzykujemy, ale często myślę, że tak naprawdę to nie są to takie wynurzenia, jak kiedyś robiło. Chyba coraz bardziej cenimy prywatność, zamykamy się. Ma to też złe skutki, bo wszystko w sobie dusimy i nie potrafimy przez to przejść. Ja raczej co do uczuć, jestem osobą zamkniętą i wolę się nie obnażać ze słabościami czy wątpliwościami. Potem mi mówią, że mam do wszystkiego dystans, niczym się nie przejmuję i stale się uśmiecham :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie jakoś tak się składa, że jeśli już znajdę kogoś, któremu ufam, przyjaciela, to zazwyczaj mieszka w jakimś odległym mieście, więc o spotkaniach mowa jest może tylko w wakacje. A jeśli chodzi o zwierzanie się to... różnie bywa. Czasem nie mam ochoty nikomu nic mówić, ale od kiedy znam W., zawsze wiem, że mogę do niej zadzwonić czy wysłać list (Jestem bardzo dumna z tego, że przekonałam ją i siebie do tej formy komunikacji). A inne osoby muszą zdobyć moje zaufanie, żebym się z nimi podzieliła zwierzeniami. Chyba nigdy nie poprosiłabym na forum internetowym o radę w jakiejś ważniejszej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawe co napisałaś. Ja zwykle mam jedną- dwie osoby, którymi mówię o swoich problemach. Też nie jestem jakoś super otwarta, zawsze najpierw muszę sama wszystko przemyśleć wewnątrz siebie.
    creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. :) a wiesz jak ja miałam? Latami {od podstawówki} zwierzałam się mojej Przyjaciółce. Przyjaźnimy się do dziś, czyli zniosła to wszystko. Ona się nie zwierzała. Nie potrzebowała tego. Po latach, role się odmieniły. Dalej rozmawiamy o wszystkim. Ale to Ona mówi więcej. Ja więcej słucham. Mam tak, jak Ty, wiem, że mogę zadzwonić, Ona mi doradzi. I czasem to robię :) wiem, że Ją mam. Ale teraz to Ona mówi więcej... ludzie się zmieniają... zmieniają się ich potrzeby... czytając Cię mam wrażenie, że właśnie w tej chwili się zmieniasz :) zwierzanie się jest miłe! Daje ulgę! A jeszcze jeśli się ma osoby zaufane... to cudowne! :)


    Miłego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wiele osób mówi mi, że jestem dobrym słuchaczem i obserwatorem. Mam małą garstkę znajomych z którymi lubię się spotykać. Są to znajomi ze studiów, z którymi miało się różne przygody i przeżycia. Czasami od takiego znajomego dostaję pytanie, albo widze zdziwienie w oczach w momencie kiedy mówię o jakiejś swojej sytuacji, fakcie z życia, o której byłam przekonana, że wie... że jesteśmy na tyle blisko..np. wszyscy wiedzą, że mam siostrę...ale brata? ''To Ty masz jeszcze brata???'' W takim momencie widze raczej przepaść w naszej relacji i jej przykrość, niż dobrą znajomość. Dlatego za bardzo nie lubie się zwierzać, nie ufam ludziom, mam wrażenie, że mnie nie słuchają- przynajmniej co niektórzy. Tak jak i u Ciebie, u mnie w domu nie było wylewności uczuciowej, wiem że rodzice mnie bardzo kochają, ale nigdy sobie tego nie mówiliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakbym czytała o sobie i swojej... przyjaciółce? Ciężko już to określić, bo znamy się od liceum i idealnie wpasowałyśmy się w siebie, dobrze spędzało nam się czas, gadało o wielu sprawach, poważnych, mniej poważnych, mogłam opowiedzieć o sobie, ale nigdy ona nie zwierzała się ze swoich spraw. A ja też to chcę usłyszeć, też chcę pomóc. Pomyślałam, że nie da się stworzyć świetnej relacji, gdy i jedna i druga osoba w nią nie wejdzie. Moim zdaniem każda ze stron powinna włożyć w relację coś od siebie, pokazać się, trochę się odkryć. Nie wiem, z czego wynika takie zachowanie, nie da się też zmienić na siłę drugiego człowieka, no ale kurczę myślę, że każdy nawet w minimalnym stopniu chciałby powiedzieć coś komuś o swoich problemach. Sama nie wiem, ciężki temat dla mnie, bo mimo tego, że ceniłam sobie tą przyjaźń, niestety z takiego podejścia drugiej strony wynikły wręcz irracjonalne sytuacje. Ciężko to opowiedzieć, ale doskonale rozumiem temat i problem, tylko raczej z drugiej strony.

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba zawsze tak jest, że jedna osoba więcej słucha, a druga więcej mówi. Ludzie się tak chyba dobierają. Ja również jestem tą stroną słuchającą, ale po przeczytaniu Twojego posta, komentarzy i zastanowieniu się chyba rzeczywiście muszę się wziąć za siebie i zacząć zwierzać przyjaciołom, aby nie myśleli, że nie darzę ich zaufaniem. U mnie są dwa główne powody do niezwierzania się: pokazanie słabości i myśl, że drugiej osoby to wcale nie interesuje co mam do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  16. przyznam, że skłoniłaś mnie do refleksji. czytając Twoje słowa zaczęłam robić 'rachunek sumienia'. i mam wrażenie, że wszystko zależy od chwili w życiu. nie można zamykać się w sobie, bo to nie jest zdrowe dla naszej psychiki. jednak częściej jakoś wychodzi tak, że dzielimy się tym, co jest złe, a nie dobre. nie wiem, czy to jest cecha taka nasza polska, czy po prostu ludzka. jednak przez ostatnie 15 miesięcy staram się co tydzień znaleźć coś miłego, przyjemnego w moim życiu i z chęcią dzielę się tym z najbliższymi. żeby nie było tak, że dzielę się z nimi tylko smutkami i tym, co mnie złości ;) bo jak jest coś dobrego to zawsze zastanawiam się, czy powinnam się tym chwalić ;) właśnie 'chwalić', a to słowo przecież ma w naszych słownikach mylny, negatywny wydźwięk, a co jest tym złego, że powiemy komuś, iż coś nam wyszło i jesteśmy szczęśliwi?

    OdpowiedzUsuń
  17. Już jakiś czas temu zaczęłam czytać Twojego bloga i każdy wpis wpływa na mnie pozytywnie, tak samo jest z tym.
    Czytając Twoją notkę, mogłam każde słowo odnieść do siebie. Mam straszny problem z zwierzaniem się, i powody są różne, zależne od osoby. Rozmyślając teraz o tym, prawdopodobnie odkryłam powód braku jakichkolwiek trwałych, głębokich przyjaźni. Miałam jedną osobę, której mogłam się zwierzyć, lecz ona nie zwierzała się mi i czułam pewną pustkę, a przyjaźń się niestety później zakończyła. dopiero teraz uświadomiłam sobie, że inni mogą czuć taką pustkę wobec mnie. Teraz jestem w liceum i właśnie otaczam się znajomymi, z którymi łączą mnie zwykłe, rozmowy, opierające się na zabiciu czasu. A są to wspaniali ludzie, którzy mają ze mną wiele wspólnego.
    Dzięki Twojej notce mam motywacje do pracy nad sobą i wiem, że będzie to trudne, ale mam nadzieję, że przełamię pewną wewnętrzną barierę w sobie. Tobie także życzę pomyślnych zmian.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak dobrze czytać, że nie tylko ja tak mam. Nigdy nie potrafiłam rozmawiać o swoich uczuciach, marzeniach. Coraz częściej zastanawiam się nad tym, że niby mam wspaniałych przyjaciół, ale tak naprawdę mało o mnie wiedzą, bo ja nie chcę o niczym mówić, o niczym bardziej osobistym, nieważne, czy to coś radosnego, czy smutnego, nie mówię i tyle, boję się. Nieraz słyszałam, że moim największym problemem jest to, że nie ufam. Jeden raz przeprowadziłam taką szczerą rozmowę, było to dla mnie strasznie trudne, poprzedzone długim wykładem z ich strony, że trzeba innym ufać, bo bez tego nie da się żyć i tak nie powiedziałam wszystkiego, bo nie wiadomo czemu bałam się, że po tym co powiem zmienią zdanie na mój temat, że nie będę potrafiła już z nimi normalnie rozmawiać, a jednak tak się nie stało. I raz w życiu czułam, że kogoś tak naprawdę obchodzą moje uczucia. Ale i tak pewnie kolejny raz nieprędko nastąpi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja po prostu jestem introwertykiem i się już z tym pogodziłam. W moim przypadku podpunkty "dlaczego się nie zwierzam" w ogóle nie odzwierciedlają przyczyn. Po prostu nie mam potrzeby dzielenia się swoim światem z ludźmi, jak ktoś tego nie akceptuje, to nie musi ze mną przebywać. Do posłuchania nt. introwertyzmu: Susan Cain: www .ted.com/talks/susan_cain_the_power_of_introverts?language=pl Obawiam się, że wyląduję w spamie, więc zrobię spację po www.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za linka, na tą prezentację już kiedyś trafiłam, ale jej nie obejrzałam. Teraz do niej wrócę :)

      Usuń
  20. Dziękuję Ci za ten wpis. Zawsze mi się wydawało, że to ze mną tylko jest coś nie tak, bo nie chce nikomu o ważnych, męczących mnie sprawach mówić. Nie lubię mówić o sobie, bo wydaje mi się, że nikt nie chce słuchać o moich problemach. Kiedyś jeszcze od czasu do czasu potrafiłam zwierzać się przyjaciółce, ale w pewnym momencie ona przestała mnie słuchać. I wtedy zaczęło mi być ciężko, bo nawet części - tych błahych spraw nie mogłam z siebie wyrzucić. Lepiej za dużo nie mówić, bo ludzie lubią to potem wykorzystać (szczególnie rodzina do wypominania problemów, o których już dawno się zapomniało). Ludzie nie potrafią słuchać, za to lubią dużo mówić o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Cieszę się, że nie jestem jedyną osobą która tak ma. Ja mam tak, że chcę, ale boję się komuś zwierzyć. Mam osobę, która dużo mi o sobie opowiada. Niestety nie wiem czy to przyjaźń. Między nami jest spora różnica wieku. Znamy się kawał czasu, ale nigdy nie miałam odwagi żeby zapytać się jak określić naszą relacje. Myślę, że to może być powodem tego, dlaczego nie jestem wylewna. Boję się, że druga strona mnie wyśmieje. Będzie uważała, że moje problemy są błahe. Boję się, że jako osoba dorosła uzna mnie za dziecko. Już sama nie wiem jak to zmienić. Dziękuję Ci za ten wpis. Życzę powodzenia w otwieraniu się na innych :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiem, że wpis jest już trochę "stary" ale bardzo mi zależy na Twojej odpowiedzi.
    Trafiłam tutaj, bo zastanawiało mnie właśnie w jaki sposób funkcjonują osoby,które wszystko duszą w sobie.
    Ja jestem człowiekiem dość otwartym, bardzo łatwo i bardzo szybko jestem w stanie przekazać komuś moje największe tajemnice. Jak to mówi moja siostra (co nie jest wcale komplementem): "czyta się ze mnie jak z otwartej księgi". Jak kogoś polubię to w ciągu 30 minut jestem w stanie całe życie tej osobie streścić.
    Mam ogromne poczucie winy, bo raz,że zanudzam tymi problemami, a dwa,że uważam to za słabość i oznakę mało odpornego charakteru. Nie mam to związku ze zwykłym zwierzaniem się, uważam, że to już podchodzi po chorobę, bo jestem w stanie powiedzieć osobie,którą słabo znam o najintymniejszych szczegółach mojego życia albo notorycznie ogłaszam wszystkim co robię np. idę do toalety, do sklepu, dostałam 5 z egzaminu, pogadałam ze sprzedawcą w sklepie, no jak małe dziecko normalnie chociaż tych ludzi to wcale pewnie nieinteresuje.

    W pewnym sensie podziwiam osoby,które nic o sobie nie mówią ale trochę też się ich obawiam. Tak jak ty obawiasz się,że informacje mogą zostać użyte przeciwko Tobie, tak ja boję się,że osoba,która sama się nie zwierza ale z chęcią słucha zwierzeń innych to zwykły manipulant,który chce coś ode mnie wyciągnąć.
    I teraz pytanie- jak wy to robicie,że się nikomu nie zwierzacie? Ale tak szczerze...
    No bo znam kilka takich osób, są wśród nich ludzie samotni,którzy nie zwierzają się bo nie mają zbytnio komu ale są tez tacy jak ty, z masą znajomych, rodziną i licznymi okazjami..
    Kiedy coś Cię gnębi, zostaniesz źle potraktowana, nie odczuwasz w środku takiego przymusu podzielenia się tym ze światem i wyładowania negatywnych emocji? No bo jak człowiek np. jest wściekły to chce ten gniew zrzucić, wyładowac tę energię, można to zrobić poprzez wylanie swoich frustracji w obecności innej osoby. Zawsze zastanawiało mnie, co takie osoby jak ty robią z tą nagromadzoną energią? Jak radzicie sobie ze stresem?

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzięki za ten post.

    Dobrze wiedzieć, ze ktoś ma jak ja i umie wyciągnąć z tego konstruktywne wnioski.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!