czwartek, 20 marca 2014

Mężczyźni nie mają empatii

Untitled
Dziś będzie o tym dlaczego faceci nie mają empatii, nigdy się nie domyślają, czemu na Dzień Kobiet zabierają nas na pizzę, a nie do romantycznej restauracji i w ogóle dlaczego są nieokrzesanymi ordynusami...* 

Wczoraj wieczorem, w supermarkecie, pomiędzy kukurydzą, a chlebem, rozpoczęłam z Brodaczem kolejną światopoglądową odyseję. Bez ogródek przyznał, że mimo, iż generalizowanie w jakikolwiek sposób jest krzywdzące, to mężczyźni nie mają zdolności empatii. Przynajmniej on. Wyprowadźcie mnie z błędu - jeśli Wasi mężczyźni rozumieją słowo "empatia", to dajcie znać, może dostałam wadliwy egzemplarz. A jeśli jest tu (przypadkowo) jakiś facet i nie wie co to, to cytuję słownik: empatia - zdolność rozumienia innych ludzi, umiejętność wczuwania się w ich potrzeby i uczucia. Nawet jeśli wiesz, co to, to najprawdopodobniej tego nie używasz... podobno ;)

Według Brodacza przede wszystkim bardzo trudno im się "domyślać" i być świadomym tego, czego chce (oczekuje) druga osoba. Może w procesie ewolucji to w kobietach wykształciła się ta umiejętność, bo musiały dbać o ognisko domowe, a faceci, polując, nigdy nie mieli potrzeby zastanawiania się co czuje mamut, którego zabijają, albo inny polujący ordynus, z którym przemierzają niezliczone kilometry? Jako że mężczyźni nie mają zdolności domyślania się, która dla nich jest niczym innym, niż czymś pokroju zdolności telepatycznych, pozostaje im się tylko NAUCZYĆ zachowań, które mogą wyglądać na zachowania empatyczne. Wyhodować (wypielęgnować) w sobie odruch jak u psa Pawłowa - substytut empatii np. jesteś chora, to przychodzę do ciebie z pomarańczami i kartami do gry, jeśli jest pierwszy dzień wiosny to cośtam, jeśli jest Dzień Kobiet, to chciałabyś coś więcej, niż zjedzenie pizzy w galerii handlowej itp. 

Ale tutaj zaczyna się zgrzyt... bo może to (skoro już wspominaliśmy psy) trącić tresurą. 


Tutaj wchodzimy na kruchy grunt zmieniania drugiej osoby, generowania w niej zachowań nienaturalnych i przemieniania jej w kogoś, kim nie jest. Brzmi groźnie. Mam znajomego, który nigdy nie da dziewczynie kwiatka, nie będzie się wyjątkowo starał, zabiegał, bo "to nie on", bo "on taki nie jest". Ja natomiast myślę, że rezygnowanie z takiej postawy jest oznaką dojrzałości (jeśli nie ogólnej, to chociaż dojrzałości w związku). Bo jeśli będziemy podejmować pewne działania (nazwane wyżej: substytutem empatii), nie myśląc o tym w kategoriach rezygnowania z siebie, ale uszczęśliwienia osoby, którą się kocha... to zmienia się wszystko. Według mnie to jest dojrzała i zdrowa postawa.

Każdy z nas jest egoistą i nie ma w tym nic złego. Wchodząc w związek musimy w jakiś sposób zrezygnować z siebie, bo cholernie się różnimy. Nie tylko pod względem płci, ale również przyzwyczajeń, wspomnień, doświadczeń, wychowania... I tutaj najlepiej wszystko zadziała jeśli po obu stronach mamy miłość - bo jedna osoba będzie się chciała zmienić dla drugiej, ale ta druga wcale nie będzie tego oczekiwać, bo kocha człowieka takim, jaki jest. Myślę, że związek, to ciągłe przeciąganie liny. 

LoveZaczęliśmy się zastanawiać z jakich rzeczy zrezygnowaliśmy dla siebie/zdecydowaliśmy się je zrobić ze względu na drugą osobę. W większości przykładów bodziec do rozpoczęcia tej czynności pochodził z jednej strony, ale potem stał się czymś ważnym dla obu. Np. wybranie się na kurs tańca (jeśli macie problem z namówieniem partnera, zapraszam tutaj) - dla niego mogło się to wydać niemęskie, trudne, niepotrzebne, ale dla mnie to było ważne. Potrzebował czasu, żeby się do tego przekonać, ale teraz tańczy lepiej i więcej, niż ja. A rezygnowanie z pewnych rzeczy jest naturalne, uzasadnione i wcale nie budzi frustracji. Może to dlatego, że nie było sytuacji, w której trzeba by było zrezygnować z czegoś wielkiego np. pasji, rodziny. Ważną rzecz kiedyś odpisała mi Groszkowa: Po ślubie można się wspaniale wspólnie rozwijać, bo ma się na to mnóstwo czasu. Według mnie związek polega właśnie na tym, że można się pięknie nawzajem rozwijać, ciągle uczyć, nawzajem oswajać.

Największym absurdem jest to, że kobiety mierzą mężczyzn swoją miarą (ja też!) i odwrotnie. Ja mam pokłady empatii, przejmuję się tym, co czują inni, nie chcę im zrobić przykrości, oczekuję, że ktoś mnie pocieszy i się mną zaopiekuje. Ale on to ordynus. Nie przejmuje się opinią innych, nie zastanawia się czy coś sprawi komuś przykrość, bo jeśli on nie miał takiej intencji, to niemożliwe, żeby kogoś (tak, oczywiście kobietę) to zasmuciło, nie potrzebuje pocieszenia, ani opieki, bo ze wszystkim poradzi sobie sam. Ja tego nie potrzebuję = ona tego nie potrzebuje. Ja tego potrzebuje = on tego potrzebuje. Nie, to nie jest tak. To nigdy nie jest takie proste, żadna para chyba nie jest "dotarta" od razu. Trzeba rezygnować ze swojego egoizmu. Ona się nim opiekuje, a on orientuje się, że to wcale nie jest jakie złe. Ona uczy się nie brać wszystkiego do siebie, a on zaczyna myśleć, mówiąc... Wszystko się przenika. Uczymy się siebie nawzajem.

Jak czasem się o coś złoszczę, to z jednej strony wzbiera we mnie złość, że "nie pomyślał", ale z drugiej wiem, że on się "nie domyśla" i trochę mi to ułatwia sprawę. Albo gdy powie coś, co sprawi mi przykrość, w jego głowie brzmi całkiem niewinnie i nie ma przy tym złych intencji. Nauczyłam się nie przejmować, bo wiem, że przecież nie jest moim wrogiem i nie robi tego specjalnie, tylko po prostu taki JEST. Co ciekawe moje złości są częściej podsycane przez koleżanki ("jak mógł się nie domyślać?", "jak mógł to powiedzieć*?"), a studzone przez mamę, która zawsze ze stoickim spokojem mówi, że przecież jest facetem i przecież się nie domyśli (tonem pokroju: czego wymagasz, przecież nie zacznie latać). Przyznam szczerze, że często mnie to otrzeźwia, bo "mądrość życiowa" wydaje się w tej kwestii ważniejsza, niż młodzieńcza roszczeniowość i chęć ciągłego ćwierkania i lania lukru. 

* nie bierzcie tego wpisu całkiem serio ;) nie jest to poparte żadnymi teoriami naukowymi, to po prostu luźne przemyślenia, które nie mają na celu nikogo obrazić.
** absolutnie nie mówię tutaj o obrażaniu drugiej osoby. Jeśli macie taki problem, to polecam przeczytać to.

Przepraszam jeśli to, co napisałam to oczywiste oczywistości, truizmy i banały... czasem trzeba! Poza tym nigdy nie myślałam o tym, że faceci MOGĄ NIE MIEĆ cechy jaką jest empatia. I uderzyło mnie również to, że ciągle mierzymy innych swoją miarą... a tak się nie da zrozumieć drugiej osoby, bo to dwa zupełnie inne układy odniesienia. Co myślicie o tym wszystkim? Czy może tak być naprawdę czy to tylko głupie tłumaczenie facetów? No i przede wszystkim - czy trafił mi się "wadliwy (albo inaczej - wyjątkowy) egzemplarz"? :)

Zapraszam na mojego Fejsika i Instagram - będzie mi miło, jak będziecie tam zaglądać :)

16 komentarzy:

  1. Są też faceci z empatią, ale nieliczni:) I często właśnie tacy mają w sobie pewien kobiecy pierwiastek, co może się nie podobać. Z moich o obserwacji wynika: im więcej testosteronu tym mniej empatii. Ale na pewno są wyjątki!
    Z innej beczki. Na Twoim Instagramie widziałam Judytę Szustaka. Dobra jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle o. Szustaka uwielbiam :) Dostałam płytę od Brodacza - on ma Jonasza, ale jeszcze go nie przesłuchałam. Judyta się daje spokój i dystans do kobiecości - polecam!

      Usuń
    2. Ja też go bardzo lubię, wezmę się za Judytę:-)

      Usuń
  2. No ja spotkałam takiego co jest empatyczny, a im dłużej ze sobą jesteśmy tym więcej. Ale ogólnie zauważam, że do innych też ma. Także, jak to w życiu bardzo różnie bywa.
    Jedno jest pewne, my mamy do tego większą gotowość i środowisko tego od nas oczekuje, więc się z naszą empatią obnosimy, jak ekshibicjonista w parku ;) Oni mają mniejszą, i gotowość, i oczekiwania społeczeństwa, i wychowanie inne przechodzą.
    Może to i lepiej? Przynajmniej jest różnorodność? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - my jesteśmy do tego stworzone :), a mężczyźni mają trudniej. Światy kobiet i mężczyzn są niesamowicie różne, ale też bogate. Myślę, że świat jest tak pięknie pomyślany, że się możemy wspaniale uzupełniać!

      Usuń
  3. :) dzień dobry :) Przyjaciółka pokazała mi zdjęcia. Co zrobił jej znajomy, ze swojej ukochanej było miło. Otóż pooklejał sobie strategiczne punkty w domu karteczkami, na których sam sobie napisał "zapytaj jak minął jej dzień", "powiedz jej coś miłego" itp :) twierdził, że on o tym po prostu nie myśli. Jeśli jednak sobie przypomni dzięki karteczkom, z przyjemnością to zrobi! A ona się ucieszy ;)

    Ujął mnie tym sposobem :) i tym, że sam to zrobił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Niesamowite! Jakie proste i jakie fajnie! :-)))

      Usuń
    2. Świetna sprawa, świetny facet! :)

      Usuń
    3. Jestem zachwycona pomysłem :) Jak się chce, to się da!

      Usuń
    4. Świetny pomysł, faktycznie czasem musi być trudno się Panom domyślić, o co nam chodzi. Odróżniłabym też empatię od domyślania. Empatię jako współczucie mogą mieć i mają Panowie całkiem często, natomiast domyślić się, co tym babom w głowach siedzi... to nie dziwię się, że trudno;) Pozdrawiam ;))

      Usuń
  4. Nie mówisz prawdę, ale przez takie truizmy niby, dziś się rozstaliśmy, wygląda na to że na dobre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre rzeczy trudno przeskoczyć, każdemu z nas trudno jest rezygnować z samych siebie... Bez względu na to jaką masz sytuację, jestem pewna, że uda Ci się być naprawdę szczęśliwą!

      Usuń
  5. Może i oczywistości, ale przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Dzięki za ten post! :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście jest tak jak napisałaś- kobiety od pradziejów musiały być empatyczne, zauważać potrzeby partnera, rozpoznawać emocje itp. To była ich praca. Dlatego też kobiety zdecydowanie są bardziej inteligentne emocjonalnie :) Faceci i kobiety różnią się biologicznie, więc nic dziwnego, że inaczej myślą. Ale faceci też potrafią być empatyczni! Wydaje mi się często, że mój partner jest bardziej empatyczny ode mnie :) Facetom trzeba powiedzieć, że potrzebuje tego i tamtego. I oni powinni starać się zaspokoić nasze potrzeby (tak samo jak my staramy się dla nich), a my nie powinniśmy wszystkiego usprawiedliwiać stwierdzeniem "bo to facet". Jak widać, jak się chce to można, czego dobrym przykładem jest komentarz wyżej (ten o karteczkach:))

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój facet nie odczuwa w ogóle empatii ale tylko… podczas kłótni :-O przy sprzeczce o byle pierdołę potrafi rozpętać takie piekło, że zastanawiam się czy to dalej on. Jest arogancki, chamski i mówi, że po prostu taki jest, i że nic na to nie poradzi. Żeby było "śmieszniej" to przy codziennych sprawach potrafi być miły, troskliwy i wbrew pozorom jest bardziej domyślny ode mnie. Tylko podczas sprzeczek zmienia się w pitbulla, którego po prostu mam ochotę wystawić za drzwi :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!