niedziela, 8 grudnia 2013

Jak namówić chłopaka, narzeczonego, męża do tańca?

Faceci z reguły są stworzeniami, które nie potrafią się ruszać, nie umieją skoordynować ruchu kończyn, a już na pewno nie potrafią (i nie chcą) ruszać biodrami! Ich największym wyczynem jest podrygiwanie w klubie po kilku głębszych, a i to z powracającą myślą "mam nadzieję, że nikt na mnie nie patrzy!". Mają drewniane nogi, zero świadomości własnego ciała i brak poczucia rytmu. A przynajmniej tak o sobie myślą.

W kobietach natomiast zazwyczaj tkwi wewnętrzna chęć do pląsów na parkiecie, zaprezentowania się szerszej publiczności i pragnienie wzbudzania zachwytu w osobnikach płci męskiej. Nawet jeśli nie uczęszczały na żaden kurs, to podpatrzyły kilka sekwencji ruchów w "Tańcu z gwiazdami" czy na MTV. Taniec wydaje im się czymś, co warto umieć. Bo mało która chce przesiedzieć sama przy stoliku całe wesele czy imprezę taneczną. 


Gorzej, kiedy ich partnerom to nie przeszkadza...


Panowie, dlaczego nie chcecie tańczyć?

Jeśli oboje nie lubicie tańczyć - wszystko w porządku, nie wszyscy muszą to robić. Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś (najczęściej dziewczyna) chce się wybrać na kurs, a druga połówka wcale nie chce mu towarzyszyć. Powodów dla których mężczyzna nie chce iść na kurs tańca może być wiele. Mogą być to kwestie racjonalne takie jak brak pieniędzy na taki kurs* czy brak czasu. Ale mogą być też absurdalne - np. złe wyobrażenie tańczącego faceta. Kiedy poruszany jest temat pójścia na kurs, nasz partner już widzi oczyma wyobraźni wysmarowanego samoopalaczem faceta z nażelowanymi włosami, ubranego w obcisłe skórzane spodnie i połyskującą kamizelkę, który w gejowy sposób potrząsa pupą. A przecież nasz męski "Misio" taki nie jest! Nie dla niego miejsce na tanecznych parkietach... Taniec jest dobry dla panienek, a nie dla prawdziwych mężczyzn! 

Panowie! Hola hola! Kto Was tak okłamał!? Umiejętność tańca, dobrego prowadzenia, utrzymania odpowiedniej postawy są jak najbardziej męskie. To, że facet potrafi się odnaleźć na parkiecie, poprosić kobietę do tańca i ją poprowadzić, znacznie podnosi jego atrakcyjność**. Nie tylko faceta singla, ale również atrakcyjność partnera w związku.

Kiedy widzimy, że nasz chłopak nie pała entuzjazmem do naszego pomysłu zapisania się na kurs - możemy trochę pomóc losowi. Musimy mu uświadomić, że taniec jest dla zwykłych ludzi, jest fajnym sposobem spędzania czasu oraz daje mnóstwo radości. 

Zapisanie go od razu na kurs może wywołać u niego szok poznawczy i trwałe zniechęcenie do tańca... dlatego bądźmy ostrożne. Możemy najpierw spróbować go delikatnie "zapoznać" z tematem tańca poprzez niezobowiązujące kontakty z tańcem (niekoniecznie w jego wykonaniu).




Jak przełamać pierwsze lody:
  • Możecie pójść na imprezę np. salsową, na której odbywa się promocja szkoły tańca, a z czym idzie darmowa lekcja podstawowych kroków.
  • W szkołach tańca często pierwsza lekcja jest darmowa i bez zobowiązań, można się wybrać zobaczyć jak to wygląda, a dopiero po jej zakończeniu zadecydować czy się spodobało (muzyka, atmosfera, ludzie, instruktorzy).
  • W dużych miastach jest wiele imprez na które przychodzą ludzie uczęszczający do szkół tańca, możecie się razem na taką wybrać i poobserwować pary, które umieją tańczyć i zastanowić czy też byście tak chcieli wymiatać ;)
  • W różnych miejscach (np. galerie handlowe, domy kultury) często organizowane są pokazy grup tanecznych z różnych szkół. Można zobaczyć jak wyglądają różne rodzaje tańca i zdecydować na jaki kurs warto się wybrać.
  • Jeśli macie znajomych, którzy tańczą, to zaproście ich do siebie i zapytajcie czy pokażą Wam kroki podstawowe. W gronie znanych i lubianych osób, będzie łatwiej się przełamać. 
Jeśli Wasz partner używa argumentu, że "nie każdy się do tego nadaje", to uświadomcie go, że jest w błędzie. Mam na to dwa dowody. 

Pierwszy: Mój facet jak zapisywał się na kurs tańca był zupełnym "nemo". Zero poczucia rytmu, koordynacji ruchowej (jest wysoki i ma długie kończyny), żadnego obycia z tańcem, nigdy nie przepadał za sportami zręcznościowymi. ALE jednocześnie wiedział, że WSZYSTKIEGO w życiu da się nauczyć, więc kiedy zaproponowałam zapisanie się na kurs w formie "postanowienia noworocznego", nie miał nic przeciwko. Od pierwszej lekcji nie wyobrażał sobie siebie jako salsero. Miał poważne wątpliwości, denerwował się gdy nie czuł rytmu, jak nie wychodziły mu obroty, kiedy trudno było mu zrobić poprawne footworki. Ale wiedział, że w końcu będzie moment, kiedy się nauczy. A kiedy już doszedł do tego magicznego punktu, napalił się tak bardzo, że teraz mnie ciągnie na różne zaawansowane kursy i chce uczyć znajomych tańca. Po prostu to poczuł.

Drugi: Chodzę na różne stopnie kursów w mojej szkole tańca i czasem na pierwszych zajęciach pojawiają się ludzie, którzy się do tego zupełnie nie nadają (na pierwszy rzut oka!). Mają zerowe poczucie rytmu, nie wiedzą jak dotykać partnerkę, nie pamiętają kroków podstawowych, nie umieją ogarnąć ruchu rąk i nóg na raz. Potem spotykam ich po kilku miesiącach na imprezach i widzę, że wymiatają. Wszystkiego da się nauczyć, nawet poczucia rytmu - wystarczy trochę czasu i samozaparcia.

Jak namówić chłopaka/narzeczonego/męża do tego, żeby poszedł z nami na kurs tańca? Oraz żeby się szybko nie zniechęcił...

  • "Nie zrobisz tego, nie zapiszesz się"... Mężczyźni kochają wyzwania! Możecie się założyć o coś np. jeśli wytrzymasz dwa poziomy kursu, to... (tutaj wstaw coś, na czym naprawdę zależy Twojemu partnerowi). Możesz również użyć wymiany "przysług" - np. jeśli Ty pójdziesz ze mną na lekcję tańca, to ja pójdę z Tobą na ściankę wspinaczkową.
  • Generuj dobre nastawienie do kursu, żeby się nie zniechęcił, namawiaj, żeby wytrzymał "jeszcze jeden poziom", bo (zobaczycie!) zapali się dopiero wtedy, kiedy zacznie zauważać efekty! Taniec wychodzi dopiero na pewnym poziomie zaawansowania - szkoda przerywać naukę przed dobrnięciem do punktu, w którym w końcu się udaje! Potem się przepada i łapie bakcyla (sprawdzone na moim facecie!);
  • Nie ośmieszaj go przy całej grupie (nie wszyscy muszą wiedzieć, że jemu nie idzie, a Tobie wszystko wychodzi), bo z pewnością nie będzie chciał kontynuować nauki,
  • Nie porównuj go do innych facetów chodzących na kurs (Jak to możliwe, że nie potrafisz zapamiętać tych kilku kroków, podczas gdy Kamil potrafił zapamiętać cały układ!?)
  • Chwal go. Pochwal, że cieszysz się, że zrobił dziś cały układ dobrze, że poczułaś prowadzenie przy obrocie, że widzisz, że nabiera pewności w tańcu itp.
  • Chodząc razem na kurs, możecie w domu przećwiczyć kroki, figury i układy (uwierzcie - o takiej sytuacji marzy wiele osób, które chodzą same na kurs i tańczą tylko ze spotkanymi na sali treningów ludźmi).
  • Możecie ćwiczyć sami z filmikami nagranymi na zajęciach, albo oglądać filmy na Youtube, na których instruktorzy pokazują różne figury. Ćwiczycie sami, bez stresu i bez spojrzeń innych.
  • Może zapisanie się na kurs będzie Waszym postanowieniem noworocznym?
  • Jeśli brakuje Wam pomysłów na wspólne spędzanie czasu (ileż można oglądać telewizję czy chodzić do kina), to taniec będzie idealny!
  • Wysiłek fizyczny i endorfiny jeszcze nikomu nie zaszkodziły.
  • Masz zazdrosnego partnera? Kochanie, jeśli ze mną nie pójdziesz, to zapiszę się z kimś innym...
    Albo wybierz się na pierwsze zajęcia sama i opowiedz mu ze szczegółami jakich przystojnych partnerów masz w grupie ;)
  • Jest wiele rodzajów tańca: taniec towarzyski, nowoczesny, rock'n'roll, rumba, salsa, tango, bachata, reggeaton, kizomba... na pewno znajdzie coś, co mu się spodoba. Możecie pooglądać filmiki na Youtube i zobaczyć co najbardziej będzie pasować do imprez na które chodzicie czy do Waszego gustu muzycznego.
  • Jeśli obawia się tego, że nie ma wyczucia rytmu, to niech się nie martwi - mój partner po roku treningów również ma z tym problemy, co nie przeszkadza mu w byciu super tancerzem. Nie chcecie być przecież zawodowcami, tylko tańczyć w takim stopniu, żeby się świetnie bawić!
  • Być może boi się przed Tobą wyjść na niepojętnego - to czego wszyscy nauczą się przez 10 minut, on będzie musiał przyswajać godzinę..? Większość osób, zapisujących się na kurs ma takie obawy, instruktorzy obserwują, tłumaczą i pokazują wszystko. Poza tym nigdy nie gna się z programem na kursach (chyba że intensywnych przyspieszonych) i każdy, kto się skupi - na pewno zdąży!
  • Jeśli zapiszecie się razem, będziecie się mogli nawzajem motywować. Jest możliwe uczenie się z filmów, ale trudno o samodyscyplinę i... technikę.
  • Taniec poprawia pewność siebie. Założę się, że po kilku miesiącach chodzenia na kurs oboje będziecie się czuć bardziej atrakcyjni dla siebie. 
  • Być może tego właśnie brakuje w Waszym związku? Przez niektóre rodzaje tańca możecie na nowo obudzić zmysłowość i pożądanie np. rumba, bachata, tango, a wspólne spędzanie czasu i nowe doświadczenia żadnej parze nie zaszkodziły ;)
  • Po kilku miesiącach tańca gwarantuję Wam to, że zachwycicie znajomych np. tańcząc na weselach czy innych imprezach. Znając kroki, figury i kombinacje, odnajdziecie się nie tylko w muzyce do tego tańca, ale również w wielu innych rodzajach.
Rady dla Pań

Jeśli nic z powyższych pomysłów nie podziała, to oczywiście możecie pójść na kurs same. Nie tylko na taniec solo np. styling solo (uczący kobiety zmysłowego poruszania się do rytmów latino), ale na regularny kurs tańca. Najczęściej na kursach stosuje się wymianę partnerów, więc nie ma znaczenia, że przyszłaś sama.

Ale musicie zastanowić się nad jedną rzeczą, którą zaobserwowałam u kilku par - jeśli pójdziecie na kurs same, to partner Was już raczej nigdy nie dogoni w umiejętnościach (chyba że po kryjomu zapisze się na kurs). A przecież to z nim będziecie chodzić na wszystkie imprezy i wesela, a nie z kolegami z kursu. Na takich imprezach będzie w Was rosła frustracja, że nie możesz z nim zatańczyć, jakbyś chciała, bo nie zna kroków. Bardzo możliwe, że będziecie miały pretensje, że nie chciał nawet spróbować albo że zrezygnował z kursu. Niestety możecie nawet pomyśleć, że przez to, że nie potrafi tańczyć, nigdy nie będzie dla Was tak męski, jak np. instruktor z kursu tańca (o tym powinni szczególnie pomyśleć panowie).

A jeśli to Wy, Panie, nie chcecie się dać namówić na kurs, to wiele z rzeczy, które wyżej napisałam - dotyczy również Was! Pamiętajcie, że spróbować zawsze warto i jeśli myślicie, że nie umiecie, nie czujecie rytmu, będziecie głupio wyglądać - niemal każda osoba, zapisująca się na kurs, ma podobnie! Ponadto w wielu tańcach wszystko i tak zależy od prowadzenia partnera. Kobieta ma słuchać jego prowadzenia i przy tym pięknie i seksownie wyglądać. Często wystarczy znajomość kroku podstawowego, żeby umiejący tańczyć partner, wyczyniał z Wami cuda! Kobietki, nie ukrywajmy, mamy lepiej! :)

Mam nadzieję, że sypnęłam Wam pomocnymi argumentami i zachęciłam do tańca... w parze. Prywatnie mogę dodać, że ani ja, ani mój mężczyzna nie jesteśmy profesjonalistami, ale nie przeszkadza nam to, żeby czerpać ogromną radość z tańca. Tańczymy nie tylko na kursach, ale również na imprezach tanecznych (których w naszym mieście jest wiele), wprawkach w szkole, ćwiczymy również w domu z filmikami nagranymi na zajęciach lub z figurami znalezionymi w Internecie. Cieszy mnie ogromnie, że znaleźliśmy wspólną pasję, którą chcemy rozwijać (wchodząc na wyższe poziomy, ucząc się nowych rodzajów tańca). Kiedy nie będziemy mieć pomysłu na randkę, to spokojnie możemy się wybrać albo na jakiś nowy kurs albo na imprezę. Cieszę się, że go namówiłam oraz jestem z niego szalenie dumna, że doszedł do tak wysokiego poziomu, mimo wcześniejszych wątpliwości. Dla mnie jest najwspanialszym tancerzem. ♥  


Wam życzę tego samego!


Myślałyście kiedyś o zapisaniu się na kurs? A może tańczycie? Co na to Wasi partnerzy? Może znacie jeszcze jakieś sposoby, żeby namówić drugą połówkę na kurs tańca?

* Nie są to niestety tanie rzeczy, bo miesiąc kursu, to w zależności od rodzaju tańca i szkoły ok. 100 zł, a żeby mieć podstawy do poczucia się dobrze w tańcu, potrzebne są ok. 4 miesiące nauki przy zajęciach 2x tydzień (to moja subiektywna opinia). Ale już posiadacze systemów typu Benefit Multisport czy OK System - nie mają wymówki, bo szkoły zazwyczaj dopuszczają 1 lekcję dziennie w ramach karty :)

** DLA PANÓW/PAŃ SINGLI:

Na kursach spotykam wiele panów, którzy przychodzą sami na kurs. Chcą się nauczyć jak obchodzić się z kobietami, jak prowadzić, nabrać pewności siebie (nie tylko w tańcu, ale i w życiu). Ponadto na kursach i imprezach tanecznych można poznać wiele fantastycznych osób, z którymi można nawiązać bliższą znajomość.

15 komentarzy:

  1. Pochodzę z rodziny o której się mówi, że ma taniec we krwi. Ale to wyczucie rytmu słuch itp..jednak obycia trzeba się nauczyć od fachowca. Mojego męża bym czołgiem nie zaciągnęła...on ma dwie lewe nogi i to dosłownie. Muzyka sobie, a on sobie... :DD pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chciałabym z takiej rodziny pochodzić :) Łatwiejszy start, a tutaj każdego kroku się trzeba nauczyć. Pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń
  2. Ja z kolei nie lubię tańczyć na imprezach typu wesela itd. mój mąż też więc nie mamy problemu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O mój Boże, ja mojego namawiam już od roku i nic z tego... Może po Twoim artykule cos ruszy, ale boję się że nie - to twardy zawodnik!
    PS. Fajny blog o czymś ;) Obserwuję! Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Polecam gorąco taniec. Też wiele lat nie potrafiłam się przekonać, ale jak spróbowałam, nakręciłam się maksymalnie! :)

      Usuń
  4. Heh, w moim przypadku jest zupełnie inaczej - mój ukochany swego czasu tańczył w zespole, występował gdzieś tam, generalnie ma i słuch, i poczucie rytmu, chętnie tańczy, a ja jestem zupełną odwrotnością - zupełnie tego ni potrafię i też nie da się mnie namówić na taniec. Na szczęście K. mnie do tego na siłę nie przekonuje, nie wyciąga na kursy tańca, ale ja go proszę żeby mnie sam nauczył jakichś podstaw, aby się jako tako umieś ruszać podczas tańca na jakimś weselu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podstawy dobrze mieć, bo kobieta w ramionach wprawnego tancerza, zachwyci! :)

      Usuń
  5. Nie jest łatwo. Ostatnio byłam świadkiem jak koleżanka próbowała wyciągnąc do tańca chłopaka. Nie chciał on przyszedł inny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ani ja ani mój narzeczony nie lubimy tańczyć więc wydawać by się mogło, że jest OK :P
    Ale... na pewno przed ślubem będzie trzeba w końcu zdecydować się na taki kurs. Myślę, że Twoje rady na pewno będą przydatne, aby go namówić :) Ale czeka mnie ciężka walka coś czuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się zrażać, możecie bez stresu zobaczyć ja to wygląda :) A nuż się spodoba! PS. Namówiłam już jedną przedślubną parę na kurs salsy przed weselem ;)

      Usuń
  7. "Umiejętność tańca, dobrego prowadzenia, utrzymania odpowiedniej postawy są jak najbardziej męskie. "

    Tiaaa, chyba w połowie XiX wieku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każda dziewczyna wolałaby, żeby jej facet umiał tańczyć, niż żeby nie potrafił się ruszać w ogóle ;)

      Usuń
  8. Kocham taniec! Całym sercem! Bardzo żałuję, że mój Mężczyzna nie przepada za nim. Zazdroszczę kobietom, które dzielą swoją pasję ze Swoim Partnerem życiowym. Taniec jest dobry na wszystko! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego nie chodzimy na kursy tańca? Już wyjaśniam. Otóż każda feministka, która twierdzi, że kobiety nie rywalizują tak zaciekle, jak mężczyźni, nigdy widocznie nie była na kursie tańca właśnie. Facet, który idzie na kurs tańca, naraża się na to, że jego partnerka będzie nieustannie porównywać go z innymi (zwykle na jego niekorzyść), niejednokrotnie wyśmiewać. Po czymś takim się po prostu odechciewa i już. A jako że w szkołach tańca jest zwykle rotacja (po co???), to jest jeszcze gorzej, bo z jednej krytykującej kobiety robi się już kilka. Jeśli więc mam iść na kurs po to, żeby parę pań mogło się ze mnie pośmiać, to wolę nie iść. Proste? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!