czwartek, 13 lutego 2014

Uwielbiam grube kobiety!

Dziś chcę Wam pokazać wycinek rzeczywistości, który jest z pewnością ekstremalny i marginalny... ale jest. I robi się o nim coraz głośniej. Znaczna otyłość jest dla mnie chorobą, którą trzeba wyleczyć - wyrzeczeniami, dietą i sportem. Nie dla niedoścignionej figury modelki, ale dla zdrowia, które (frazes alert!) jest najważniejsze. Wiele moich koleżanek zaliczyło spektakularny spadek wagi poprzez zmianę stylu życia (pomimo skłonności genetycznych, chorób) i widzę jak bardzo zmieniło się ich podejście do siebie, jak dobrze się ze sobą czują i jak odnalazły pasję w uprawianiu sportu. Trochę trudno mi uwierzyć dziewczynom, które mówią, że kochają swoje 90 kg (jeśli to jednak prawda - wyprowadźcie mnie z błędu!). Kiedyś ważyłam o wiele więcej i po utracie ponad 10 kg czuję zdecydowaną różnicę. Nie chodzi mi o dążenie do magicznych 49 kilogramów, ale osiągnięcie optymalnej wagi dla zdrowia (prawidłowego BMI). Myślę, że otyłość, to suma wielu zaniedbań i wyborów. Oraz że każdy wybiera to, jak wygląda.

Jeśli chcesz przeczytać wstrząsającą historię kobiety, która pozwoliła się utuczyć swojemu facetowi do wagi 375 kilogramów, sprawdzić jak to możliwe oraz jakich sposobów używał ten człowiek, poznać sposób na obudzenie atrakcyjności seksualnej w otyłych kobietach oraz zadać sobie ważne pytanie: ile, my kobiety, jesteśmy w stanie znieść, żeby się podobać mężczyźnie? - zapraszam do dalszej lektury artykułu.

MEDIALNY BALAST O ROZMIARZE XXL
Dzisiejszy świat jednoznacznie określa to, co jest atrakcyjne. Najbardziej pożądany jest bliżej nieokreślony rozmiar „zero”, smakowite 36, czy urocze XS. Media kreują model anorektycznie chudej, wysokiej, pewnej siebie kobiety, który niestety rozmija się z tym, co w większości widzimy na ulicach. Przez szereg lat całkowicie zmieniał się pogląd na nadwagę - przecież kiedyś to tylko puszyste kobiety były utrwalane na płótnach, a w naszej, europejskiej kulturze otyłość była oznaką dobrobytu i wysokiego statusu społecznego. W latach 50. królowały miękkie linie i pełne kształty, a Marylin Monroe do dziś jest uosobieniem seksu, choć nie należała do najszczuplejszych.
Natomiast współczesne kanony piękna są bezlitosne. W dzisiejszych czasach - w świecie, gdzie nawet szczupłe dziewczyny bezustannie się odchudzają - życie osoby z nadwagą jest koszmarem. Często boryka się ona z niskim poczuciem własnej wartości, świadomością, że jest gorsza, brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa i ma ona wieczne problemy z ubieraniem się w modnych sklepach. 

Bardziej cierpią otyłe kobiety, niż otyli mężczyźni, gdyż w stosunku do panów tolerancja społeczeństwa jest o wiele większa (wynika z publikacji w International Journal of Obesity). Wystarczy, że kobieta przytyje kilka kilogramów, to już pojawiają się bolesne komentarze, że nie dba o siebie. Gdy mężczyzna nieco sobie pofolguje - kwituje się to pobłażliwym uśmiechem, że rośnie mu mięsień piwny.

W telewizji, w Internecie i w gazetach dla pań są wymieniane setki sposobów jak bezboleśnie schudnąć. Spoty reklamowe obiecują zrzucenie kilogramów dzięki płatkom kukurydzianym i magicznym tabletkom, sklepy zajmujące się telesprzedażą, obiecują zniwelowanie brzuszka dzięki wibrującym pasom, a w Internecie można spotkać zachętę do kupna odchudzających płyt do słuchania, które działają na podświadomość i mają powodować zmniejszenie łaknienia. Sposób na bycie szczupłym też jest dobrze sprzedającym się towarem, bo przecież nikt nie chce być grubasem... 
Od niedawna kobiety puszyste zaczynają walczyć o zaistnienie w świecie mody, dopiero teraz zaczynają się zmiany, do sklepów kupowane są manekiny w rozmiarze 40, a na wybiegach pojawia się coraz to więcej krągłych modelek. Wiele kontrowersji wzbudziła kilka lat temu kampania reklamowa pewnego brazylijskiego jogurtu. Wystąpiły w niej dość atrakcyjne, ale otyłe kobiety. Zdjęcia pokazują trzy dobrze nam znane sceny z kultowych filmów - American Beauty, Słomiany wdowiec i Nagi instynkt, gdzie zamiast szczupłych seksbomb, są kobiety o pełnych kształtach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie hasło reklamowe: „Zapomnij. Gust facetów nigdy się nie zmieni. Fit Light Yogurt”.

CZY TO COŚ ZŁEGO?
Otyłość w krajach wysoko rozwiniętych, to bardzo poważny problem. Z roku na rok procent ludzi otyłych rośnie, a prognozy WHO są przerażające. Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że otyłość stała się chorobą cywilizacyjną groźniejszą niż AIDS. Liczba ludzi otyłych na świecie już przekroczyła 300 milionów. Za „grubasów” niewątpliwie uchodzą Amerykanie, natomiast najniższy odsetek ludzi otyłych mają Japonia, Chiny, Australia i Nowa Zelandia. W USA tak duży odsetek otyłych ludzi spowodowany jest niską kulturą żywieniową, małą ilością ruchu i umiłowaniem do taniego junk food, które Amerykanie pochłaniają w bardzo dużych ilościach.

Najczęstszą przyczyną powstawania otyłości jest po prostu przekarmianie. Dochodzą do tego czynniki genetyczne (aż 40%), biologiczne, środowiskowe (styl życia), psychologiczne i farmakologiczne (niektóre leki mogą powodować wzrost masy ciała).

Otyłość nie jest tylko kwestią estetyczną. Niesie za sobą wiele konsekwencji zdrowotnych. Są to choroby układu ruchu, choroba wieńcowa, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca typu 2, zwyrodnienia kręgosłupa, choroby nerek, zaburzenia oddychania, zwyrodnienia stawów. Ponadto otyłość powoduje powstawanie żylaków, zakrzepicy żylnej, obrzęków, rozstępów i cellulitu. Nadmierna otyłość może zrujnować zdrowie i na to przede wszystkim powinny spojrzeć osoby z nadwagą. Ponadto badania wykazały, że osoby otyłe częściej chorują na nowotwory. Zatem z biologicznego i społecznego punktu widzenia otyłość nie jest niczym dobrym, ale...

DOKARMIACZE - WYPASACZE
Jak wszyscy wiemy są różne gusta i guściki. Jedni panowie preferują długonogie blondynki, a inni przepadają za ponętnymi brunetkami z brzuszkiem. Kochanego ciałka nigdy nie za wiele... A jaka waga jest akceptowana przez amatorów większych dziewczyn? Czy 370 kilogramową kobietę można nazwać puszystym kociakiem? Czy ściskając jej otłuszczone ciało, głaszcząc obwisłą skórę pokrytą rozstępami można odczuwać przyjemność? I czy w końcu można chcieć aby ich „Kruszynka” była jeszcze większa? Ciężko to sobie wyobrazić, ale można.

W marcu 2003 roku brytyjski nadawca publiczny Channel 4 wyemitował po raz pierwszy film dokumentalny „Otyłe dziewczyny i ich partnerzy” (Fat girls and Feeders). Polski tytuł niestety nie oddaje w pełni sensu filmu. Dla uchwycenia sensu dokumentu - najważniejsze jest słowo „Feeders” - po polsku wypasacze, dokarmiacze. Feeding, to kontrowersyjna praktyka mająca na celu za wszelką cenę powiększenie wagi drugiej osoby (najczęściej partnera seksualnego) dla seksualnej przyjemności wypasacza. Uważana jest za niezwykle rzadką, najczęściej można się z nią spotkać na stronach internetowych, gdzie traktowana jest jako fantazja seksualna.

Trzeba zaznaczyć, że wypasanie jest zachowaniem niezdrowym, nienormalnym, a wręcz jest zboczeniem. W relacji wypasacz - wypasany nie ma mowy o obustronnym uczuciu. Dokarmiacz traktuje swoją partnerkę tylko jak obiekt seksualny. W tym związku nie ma mowy o miłości, gdyż nie interesują go żadne (a zwłaszcza zdrowotne) konsekwencje tuczenia swojej partnerki. Myśli tylko o swoim celu i swojej przyjemności. Wypasacze nazywają swoje preferencje ekstremalnym uwielbieniem tłuszczu.

W dokumencie poznajemy Marka, który od dziecka czuł popęd do grubych kobiet. Miał żonę, ale ona nie czuła się dobrze ze swoją wagą i schudła 56 kg. Nie mógł tego znieść i ją zostawił. Kolejną kobietą Marka była Gina - otyła dziewczyna, której nigdy nikt nie powiedział, że jest piękna. Od dziecka była grubsza, niż rówieśnicy, a wśród swoich atrakcyjnych, szczupłych koleżanek, czuła się jak mutant. Dla Marka była uosobieniem jego fantazji, całe życie marzył o grubej dziewczynie. Ale nie wystarczyło mu 170 kilogramów Giny i „ciężko” pracował nad tym, żeby jej waga ciągle rosła. Wciąż podtykał jej pod nos smakołyki i przynosił wałówkę z fast foodów, nawet 20 kg junk food dziennie. Kiedy osiągnęła wagę 225 kilogramów Mark był wniebowzięty - nigdy nie widział tak pięknej kobiety! Zaczął ją fotografować w różnych pozycjach i wklejać nagie zdjęcia do domowego albumu. Małżeństwo wspólnie oglądało przyrost wagi Giny, wypatrywali na fotografiach kolejnych fałd tłuszczu, warstw zrogowaciałej skóry i rozstępów. W końcu Mark zaczął kręcić filmy i zamieszczać je w Internecie, trafiając do wąskiego kręgu wielbicieli tłuszczu, którzy zachwycali się jego żoną. Na filmach para dorobiła się znacznej sumy pieniędzy.

W ciągu dziesięciu lat małżeństwa, Gina przytyła 180 kilogramów, osiągając wagę 370 kilogramów. To był imponujący wynik, a Mark był w siódmym niebie. Osiągnął cel - był mężem najcięższej modelki na świecie, która właściwie mogła się poruszać tylko za pośrednictwem żurawia. Już stała się kaleką. Nie mogła samodzielnie wstać z łóżka, umyć się, ani niczego zjeść. Mark uwielbiał się zajmować Giną, kochał to, że jest od niego całkowicie zależna, że stał się dla niej jedyną opoką i był dla niej całym światem.

W momencie, gdy Gina dzięki troskliwej „opiece” Marka osiągnęła wagę 375 kilogramów, w końcu odważyła się powiedzieć: „stop!”. Uświadomiła sobie, że doprowadził ją do stanu, w którym nie może się ruszać. „Nie uważam, żeby to było atrakcyjne, ale jeśli komuś się to podoba, to świetnie” - mówiła. „Uważam, że byłam wspaniałomyślna godząc się na spełnienie fantazji Marka” - zwierzała się z widocznym smutkiem. Niesamowicie się dla niego poświęciła - zgodziła się na wykluczenie ze społeczeństwa, zamknięcie w domu, zrezygnowanie z własnego życia, aż w końcu na uwięzienie we własnym ciele. Po tym wszystkim czuła żal, czuła niemoc, że wyglądając w taki sposób już nic nie może zrobić. 

Poddała się operacji zmniejszenia żołądka, która była konieczna, żeby uratować jej życie. Po pewnym czasie wróciła do wagi 200 kilogramów, mogła już w miarę funkcjonować, a stan jej zdrowia się nieco polepszył. Jedyną niezadowoloną osobą był Mark, który nie potrafił się otrząsnąć. Prawie się rozstali. Ginie wydawało się, że po operacji jest dla niego odrażająca i nie może na nią patrzeć.

Sam Mark przyznaje, że tęskni za czasem, gdy była od niego całkowicie zależna. Nie traci jednak nadziei, buduje dom dla olbrzymiej kobiety i przekonuję Ginę, że nawet jeśli jeszcze przytyje, to w nowym domu będzie jej wygodnie. Brakuje mu także jej tuszy. Często przegląda albumy z jej nagimi zdjęciami. Służy mu to do pobudzenia lub zaspokojenia seksualnego.

UTUCZĘ SOBIE ŻONĘ
Z pewnością zadajecie sobie pytanie jak można utuczyć drugą osobę do tak monstrualnych rozmiarów za jej przyzwoleniem. Wypasacze mają na to swoje sposoby, którymi wymieniają się na forach internetowych, bo przecież każdy z nich chce mieć grubszą żonę. Mark wysyłał filmiki i zdjęcia do Internetu, żeby się pochwalić, jaką sobie „hoduje” partnerkę. Bardzo częstą praktyką jest dodawanie tuczących substancji powiększających masę, do koktajli, bez wiedzy tych, którzy je piją. Przerażający jest kolejny, bardzo skuteczny sposób - wlewanie płynnego tłuszczu do gardła. Tak - dokładnie w takie sposób, w jaki tuczy się gęsi.

Ofierze, która była otyła od zawsze, miała niesamowite kompleksy, nigdy nie była akceptowana, mówią: pij, jedz, to będę cię bardziej kochał. Jeśli tego nie zrobisz, to nie będziesz dla mnie atrakcyjna i znajdę sobie inną. Nie widzą w tych kobietach ludzi. Są one dla nich tylko urzeczywistnieniem fantazji, eksperymentami i celami. Dokarmiacze zastanawiają się jak bardzo można utuczyć swoją partnerkę i jak bardzo może być atrakcyjna dzięki tym dodatkowym kilogramom.

Debbie - bardzo puszysta modelka - spotkała kiedyś na swojej drodze mężczyznę, który ją omotał. Szybko się do niego wprowadziła. Jednak blok był nieprzystosowany dla osoby otyłej, a w mieszkaniu wciąż nie brakowało słodkości. Debbie nie mogła wyjść samodzielnie z mieszkania, więc zostawała w nim cały dzień w towarzystwie przeróżnych tuczących rzeczy, które zostawiał jej facet. Była całkowicie od niego zależna, a on wciąż podstawiał jej jedzenie. Cieszył się gdy przytyła kolejny kilogram, następne pięć i dziesięć. Mówił, że jest coraz ładniejsza i atrakcyjniejsza. Całkowicie ją zmanipulował emocjonalnie. Była więziona w jego domu dwa lata, uratowała ją mama, która zadzwoniła w końcu po policję. 25 strażaków i policjantów wyniosło ją z domu z łóżkiem, musieli wyburzyć ścianę. Ważyła wtedy 350 kg. Dopiero w szpitalu zorientowała się, że miała do czynienia z dokarmiaczem. To okrutne, ale nawet tam przysyłał jej paczki ze słodkościami. Lekarze mówili, że gdyby nie trafiła w tamtym momencie do szpitala, umarłaby w ciągu 24 godzin.

TŁUSTE FANTAZJE
Gina i Debbie były urzeczywistnieniem fantazji wielu mężczyzn na świecie. Dostawały wiele listów z podziękowaniami. Wszystkie opinie internetowych fanów, bardzo je dowartościowywały. Dla kogoś, kto zawsze marzył o tym, żeby być w centrum zainteresowania, było to czymś wspaniałym. Setki ludzi piszą im, że są piękne, w końcu inni doceniają to, jakie są. Filmiki internetowe Giny, które umieszczał jej mąż w Internecie ośmieliły wiele innych kobiet. Lawinowo w sieci pojawiały się zdjęcia otyłych kobiet, które także nie narzekały na brak zainteresowania. Równocześnie, gdy odkryto niszę, zaczęto masowo produkować filmy pornograficzne z udziałem ponętnych grubasek. Okazało się, że takie panie także budzą zainteresowanie. A kariery jakie robią są dla nich nie do wyobrażenia - kobieta, która nigdy nie usłyszała dobrego słowa o swoim ciele, nagle staje się seksbombą, na której widok ślinią się faceci.

Partnerki dokarmiaczy w końcu uzyskują taką wagę i takie rozmiary, że stosunek seksualny jest fizycznie niemożliwy. Co dziwne wypasaczom to w ogóle nie przeszkadza, bo pozostaje im świadomość, że są wielkie i całkowicie od nich zależne. Pozostaje im dotykanie otłuszczonych kończyn, olbrzymiego brzucha i monstrualnie wielkich, obwisłych piersi.

GŁÓD AKCEPTACJI
Trudno jednoznacznie ocenić kto ponosi winę za taki los tych kobiet. Bo oczywiście to wypasacze dokarmiają, ale kobiety same się na to godzą. Przecież mogą się sprzeciwić, mogą powiedzieć: „nie”, są dorosłymi, odpowiedzialnymi osobami. Ale pozostaje pytanie czy chcą? Kiedy odnajdują kogoś, kto (w ich mniemaniu) daje im miłość, poczucie bezpieczeństwa i sprawia, że czują się atrakcyjne - myślą, że złapały Pana Boga za nogi. A przecież ci mężczyźni nie wymagają tak wiele, chcą tylko, żeby była większa. Dają im wszystko, wydawałoby się, akceptując ich tuszę, a nawet widząc w niej coś atrakcyjnego. Zatem bezmyślnie tyją dla tego jedynego. Bo to tylko kolejny kilogram, a daje mu tyle przyjemności... poza tym trzeba go zatrzymać przy sobie za wszelką cenę, bo taki facet, który akceptuje jej grube uda, rozstępy i obwisłe piersi, może się nieprędko zjawić. Trzeba zaznaczyć, że wypasanie to coś więcej, niż tylko preferowanie obfitszych kształtów. Istnieje duża różnica między wielbieniem krągłości, a ich tworzeniem dla własnej przyjemności. Te zboczenie prowadzi do zupełnego uprzedmiotowienia kobiet.

Kobiety odczuwają głód akceptacji i myślą, że go zaspokajają. Ale nie miłością ze strony partnera, tylko kolejnymi porcjami niesamowicie tłustego jedzenia, które jej podsuwa. Od dziecka pragną być dowartościowane, każda próba kończy się fiaskiem, bo są odtrącane z uwagi na tuszę. Aż w końcu znajduje się ktoś, kto je obdarza zainteresowaniem, ale i okalecza - wykorzystuje do zaspokojenia chorych fantazji. Osiągają wagę 350 kilogramów i dopiero wtedy zdają sobie sprawę z tego, co zrobiły. „I pomyśleć, że pod tym wszystkim jest człowiek...” - westchnęła Gina, oglądając film, pokazujący jak próbuje się ruszyć z łóżka w momencie, gdy osiągnęła swoją najwyższą wagę.

Tak samo  jest z anorektyczkami, które czasem gubią się w postrzeganiu siebie i za późno zauważają jak bardzo wyniszczyły swój organizm. I to w imię czego? Tego, żeby być atrakcyjną, piękną i interesującą kobietą. Po to, żeby Mr. Right zwrócił na nie uwagę. Jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć w wyniszczaniu siebie, żeby usłyszeć od mężczyzny, że nas kocha?

Dziewczyny, ten artykuł nie miał na celu nikogo obrazić, ani zmusić do tego, by każda dziewczyna, która ma trochę więcej ciałka od jutra zapisała się na siłownię (choć to by było świetne!). Chciałam Wam opisać zjawisko, którego być może nie znałyście, albo miałyście o nim jakieś mgliste pojęcie. Co o tym wszystkim myślicie? Dla mnie to przykład cholernej manipulacji kobiecością i poczuciem własnej wartości. Zazwyczaj wymusza się na kobietach, żeby były szczupłe, tutaj jest sytuacja zgoła odwrotna. Dla mnie nie do pojęcia.

Zapraszam Was wszystkich na moją stronę na Facebooku oraz na Instagram. 

Zdjęcia:
Reklama jogurtu: http://www.wieluniak.pl/reklama-t809.html
Europe & USA: http://www.smilespedia.com/the-main-difference-between-europe-and-the-usa/
Bikini: http://www.sexyfatgirls.net/page/5/
Fat girls and Feeders: http://becauseican.co.za/wp-content/uploads/2008/01/gina-and-mark.jpg
Lustra: http://www.feeder.co.uk/
 
Publikacje:
„Śmierć grubasom” T. Wesołowski (portal o2.pl)
http://www.xl-pozytywnie.pl/arch/feeding.htm
http://www.channel4.com/health/microsites/F/fat_girls_and_feeders/

51 komentarzy:

  1. Moja Droga, świetny post!! Przeczytałam z zapartym tchem. Jestem zdania, że otyłość to choroba, nie chodzi oczywiście o posiadanie tych "idealnych 50kg". Sam fakt, że ostatnio zdarzyło mi się w wielu miejscach wypatrzeć - jakie to duże jest piękne. NIe ma bata, nie jest! Sama wiem co mówię, wygrywam właśnie walkę z otyłością, schudłam już 21 kg i jestem każdego dnia szczęśliwsza! Mało tego - uczę się jeść na nowo, żyć inaczej :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I przede wszystkim gratuluję! Jak zobaczyłam, że zmieniłaś zdjęcie w topie bloga, to myślałam, że to zupełnie inna osoba! :) Cieszę się, że stajesz się coraz szczęśliwsza i trzymam kciuki.

      Usuń
  2. Oglądałam ten sam program! I nie mogłam o nim przestać myśleć przez tydzień. Żeby tak zmanipulować osobę, musi być ona słabego charakteru, a gdy ma się trochę ciałka i jest się szykanowanym przez resztę społeczeństwa, raczej nietrudno o słaby charakter i niskie poczucie własnej wartości. To łatwe cele dla takich dokarmiaczy. Dobrze, że o tym napisałaś ;)
    PS. Niepotrzebne początkowe dane, te informacje są powszechnie znane (że to poważny problem ludzkości, USA, junk food, wciskanie nam, że XXS to piękno itp.) i niepotrzebnie wydłuża ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczyłam ten program, to pomyślałam: "bzdura! kłamstwo! media kłamią"... bo nie mogłam uwierzyć. Ale specjalnie zabłądziłam w "zagranicznym" Internecie i znalazłam strony, fora zrzeszające takich wypasaczy i portale, na których zamieszczają zdjęcia bardzo otyłe kobiety. To było chore. Wtedy uwierzyłam. Dzięki za uwagę Mimi :) Nie będę zmieniać, ale na następny raz postaram się nie truć ;)

      Usuń
  3. Umiarkowanie w jedzeniu i piciu :-) i wszystko będzie dobrze. A duże wcale nie jest piękne.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo! Genialny tekst. Twój blog to chyba jedyne miejsce w sieci, gdzie czytam takie obszerne teksty, ale naprawdę warto. Cieszę się, że dołączyłaś do blogosfery, życzę Ci mnóstwo sukcesów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Zyśka! :) Bardzo mi miło, że chce Ci się to czytać i nie kwitujesz moich postów: TL-DR ;) PS. Czekam z niecierpliwością na nową Zmianę,

      Usuń
  5. To swego rodzaju fetysz... Dokarmiacz czerpie radość i podniecenie z patrzenia, jak jego partnerka się obżera, nabiera wielu kilogramów tu i tam i tym samym staje się zależna od niego. To chore i to powinno się leczyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Trochę trudno mi uwierzyć dziewczynom, które mówią, że kochają swoje 90 kg"
    Wyprowadzam cię z błędu.
    Przestańcie mi wmawiać, że kłamię mówiąc, że jestem szczęśliwa ze sobą tylko dlatego, bo jestem za leniwa, żeby zacząć "wyglądać jak człowiek". Cholernie żal mi ludzi, którzy poczucie własnej wartości uzależniają odwrotnie proporcjonalnie do rozmiaru własnego zadka i we wprost proporcjonalnych móżdżkach nie są w stanie zrozumieć, że można myśleć inaczej.
    Podobne ustosunkowanie mam do "życzliwych", cierpiących na syndrom proroka-zbawiciela.
    Na więcej polemiki nie mam siły, choć w kilku miejscach się nóż w kieszeni otwiera.

    A co do artykułu, racja... chociaż czemu pchanie się pod skalpel, bo faceci lubią większe cycki uważamy za normalniejsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz w sobie tak dużo żalu i agresji, że widać to w twoim poście. Dlaczego uważasz, że każda myśląca inaczej niż ty o nadwadze osoba ma problem z poczuciem własnej wartości? Dlaczego obrażasz te osoby? Może gdybyś była naprawdę szczęśliwa sama ze sobą, to nie reagowałabyś tak agresywnie na odmienne zdanie?

      Usuń
    2. Kogo i w którym miejscu obrażam? I w którym miejscu jestem agresywna?
      Mam ekspansywny sposób wypowiedzi i tendencję do zbyt daleko idących dygresji.

      Jeżeli ktoś stwierdza, że nie wierzy, że ważąc ileś można być szczęśliwym ze sobą - sorry... Jakie inne wytłumaczenie jak zbyt wątłe poczucie własnej wartości?

      Mamy dostęp do luster i mediów. Nie żyjemy w jaskiniach. Nie trzeba nam tu niby-życzliwie tłitać, że to nieładnie bo niezdrowo i co twoje serce/stawy/cotam jeszcze i widelcem kopiesz sobie grób. C'mon, szkodzimy tylko sobie.

      Przeszłam przez to co przeszłam i wciąż tu jestem. Mam prawo być z siebie dumna.
      Jestem szczęśliwa ze sobą. Nie mam ochoty - ani przede wszystkim potrzeby - tego nikomu udowadniać.

      Usuń
    3. OK, wyprowadzasz mnie z błędu, dobrze usłyszeć taką pewność od Ciebie. Jednak nie zaprzeczysz, że są dziewczyny, które pod postawą "pozornie zadowolonej z siebie kobiety" maskują kompleksy na punkcie wagi. Nie każda ma tyle pewności siebie, co Ty i mimo że wszystkim dookoła opowiada, że kocha swoje krągłości, to wieczorem płacze, zwalając na nadwagę wszystkie nieszczęścia, jakie ją spotkały.

      Dla mnie otyłość nie jest stanem optymalnym dla człowieka, tylko świadomym szkodzeniem sobie. Być może masz dość truizmów, że to niezdrowe, że puchną nogi, że cholesterol... Nie mówię o 5 czy 10 kilogramach, tylko o otyłości. I dlaczego takie tłitanie jest niby-życzliwe? Jeśli ktoś pije bez opamiętania alkohol, mówisz, że to niezdrowe. Jeśli ktoś cały dzień siedzi przy komputerze, to mówisz, że mu życie ucieka. Jeśli widzisz, że kobieta jest z facetem, który ją bije, mówisz, żeby odeszła. Jeśli widzisz, że ktoś żywi się w McDonaldzie i popija wszystko colą, mówisz, że to niezdrowe. Każdy zrobi co chce, to jego życie. Każdy może sobie szkodzić do woli, każdy wybiera jak chce żyć i nikogo siłą do niczego się nie zmusi.

      Nigdzie nie napisałam, że osoba otyła jest gorsza, lub mniej wartościowa. Zresztą we wcześniejszych wpisach pisałam, że to jak wyglądasz nie definiuje tego kim jesteś. Chodzi mi głównie o aspekt zdrowotny, który dla Ciebie jest tylko niby-życzliwym tłitaniem. Poprzez takie tłitanie i wspieranie odchudzających się koleżanek, kilka dziewczyn odmieniło swoje życie i jest im o wiele lepiej teraz. Nigdy nie będę za akceptacją niezdrowej otyłości. Takie jest moje zdanie.

      Usuń
    4. Pierwsze i abstrahując - zdrowe jedzenie, zwłaszcza na zapadłych dziurach, gdzie asortyment sklepów jest nędzny, wychodzi duuuuużo drożej niż "normalne". Otyłość to problem nizin społecznych krajów rozwiniętych. Koniec dygresji.

      Mam alergię na typów mówiących mi jak mam żyć i kiedy mam prawo być szczęśliwa, a kiedy nie.

      Tłitanie pod tytułem "wcale nie przeszkadza mi że jesteś gruba, ale pomyśl o swoim zdrowiu", nawet jeśli w dobrej wierze, z samego swojego założenia pozostawia w domyśle "jesteś za głupia, żeby o tym wiedzieć i ktoś musi cię uświadomić", albo "to przecież takie łatwe, a tobie się i tak nie chce".
      Zrobiłaś coś, skomentowałaś, powiedziałaś, czujesz się lepszym człowiekiem. Brawo.

      Tłumaczenie nie ma sensu, muszę podzielić się historią.

      Od rodziców słyszałam na okrągło, że jestem złym człowiekiem i upasłam się ze złośliwości, żeby musieli się wstydzić, że "takie coś" (nigdy nie mówili inaczej) jest jej córką. I że nie urodziłaby mnie , gdyby tylko wiedziała, że taka będę.
      Może nie byłabym gruba, gdyby nie tłukła mnie kiedy nie byłam w stanie dojeść nałożonej mi kupy jedzenia, albo gdybym nie musiała kraść jedzenia, bo potem postanowiła mnie odchudzić. Na miły bóg, tak się nie traktuje sześciolatki.
      Całe życie średnia 5,5, żadnych problemów wychowawczych, rodzice innych dzieci zazdrościli mnie im. "Jestem z ciebie dumna" pierwszy raz usłyszałam w liceum, jak schudłam 25 kilo. Przestałam jeść (ćwiartka jabłka albo łyżeczka jogurtu raz w tygodniu) i uczyć się, za to ćwiczyłam jak wariatka. Byłam bladozielona, pozbyłam się połowy włosów, zbrzydłam, przestałam kontaktować i non stop słyszałam jak cudownie i kwitnąco wyglądam.
      Potem splot różnych życiowych sytuacji spowodował, że znów zaczęło się jedzenie kompulsywne. W połączeniu z pancernym żołądkiem (kto jeszcze może połknąć kawałek folii na sznurku, wyjąć go i nie zwymiotować?) dało to powrót do wagi wyjściowej. Oszczędzę historii czego nasłuchałam się wtedy.

      Potem 20-25 w tę i z powrotem, zgodnie z powyższym modelem.

      W pewnym momencie doszłam do wniosku, że mam to gdzieś i nie zamierzam dawać się dłużej krzywdzić i wpisywać w cudze wizje świata, bo to o mnie chodzi i ja mam być szczęśliwa. Przestałam pozwalać się pouczać, komentować, obrażać i ograniczać. Dosyć asertywnie. Delikatnie mówiąc.
      Nawet udało mi się "normalnie" schudnąć do najniższego pułapu w dorosłym życiu. To robota na pełny etat (zwłaszcza, że rodzice sabotowali jak mogli). Jak wróciłam po wakacjach nie chciałam o tym gadać. Jak po raz setny słyszysz "rozumiem, że nie chcesz o tym gadać, ale musisz być strasznie szczęśliwa"... (naprawdę miałam ochotę wtedy odpalić "mam raka"). Potem wybór "jeśli będę kontynuować wyjebią mnie ze studiów". To nie byłoby za rozsądne, więc odpuściłam. Aha, studiowałam czasożerne dwa kierunki naraz, trochę czasu miałam dwa razy w tygodniu około pierwszej w nocy. Słabo, żeby ćwiczyć i robić sobie oddzielne jedzenie na resztę tygodnia. Tak więc wróciłam do normalnej wagi.

      Moja waga wahała się w przedziale 85-110kg na 180cm wzrostu.
      Nie mam problemu ze szpagatem czy przeładowaniem kilku palet kleju, a lekarze są w ciężkim szoku jak śmiem mieć wszystko w normie. O... po paru latach studiowania wciąż nie wiem jaki którędy chodzą miejskie. Jak gdzieś da się dojść poniżej godziny szkoda mi było płacić...

      Usuń
    5. Co do 'tłitania' jeszcze jedno...
      (Obawiam się, że nie wiem czy się rozumiemy co do terminu....Przykład tłitania: "nie obraź się, ale taka ładna byś była gdybyś się tak nie spasła, powinnaś schudnąć" powiedziane przez OBCĄ OSOBĘ w autobusie etc.)

      Zmienianie się, bo wszyscy naokoło tego od ciebie oczekują nie ma szans przynieść dobrych skutków.
      A przede wszystkim trwałych skutków. Zrobić dla siebie coś dobrego można tylko i wyłącznie wychodząc z miłości do siebie, jeszcze nie znam takiego, któremu by z negatywnych uczuć cokolwiek dobrego wyrosło.

      W tej chwili mam ważniejsze sprawy do poukładania niż doprowadzenie się do mniejszej wagi.
      Nie mogę już nigdy pozwolić, żeby inni układali moje priorytety po swojemu.
      O siebie mogę zadbać tylko sama.

      Usuń
    6. Myślę, że nie powinnaś się doszukiwać w komentarzach typu "wcale mi nie przeszkadza, że jesteś gruba, ale pomyśl o swoim zdrowiu" podtekstu, że komentujący myśli, że jesteś głupia. Mam otyłe koleżanki i rozmawiając z nimi o żywieniu nie przechodzi mi przez myśl, że mogą być głupie. Równie dobrze one mówiąc mi jakąkolwiek radę, myślą, że jestem za głupia, żeby to zobaczyć? Chyba nie na tym to polega. Jeśli chodzi o obce osoby, to myślę, że ich zdanie trzeba puszczać mimo uszu, bo ani Ciebie nie znają, ani im nie zależy na Tobie.

      Twoja historia jest bardzo trudna i skomplikowana, nie mam podobnych doświadczeń, więc trudno mi Cię zrozumieć w pełni. Rodzice zdecydowanie nie powinni Cię tak traktować, zmuszać do czegokolwiek, sprawiać, żebyś czuła się jak "ta gorsza". Ale cieszę się, że doszłaś do momentu pogodzenia się z sobą, bo kosztowało Cię to wiele. Jest jednak między nami wspólny mianownik - również mam za sobą doświadczenie jedzenia kompulsywnego i niemożność prowokowania wymiotów. W tamtym czasie i moja waga poszybowała w kosmos i udało mi się z tym wygrać tylko dzięki zdrowemu odżywianiu. Nie łososiowi, chrupkiemu pieczywu czy wołowinie. Dzięki kaszy, ryżowi, kurczakowi i warzywom z ogródka. I też nie wiem jak jeżdżą miejskie, bo wszędzie chodzę piechotą.

      Zgadzam się z tym, co piszesz na końcu. Zrobić coś dobrego dla siebie można tylko z miłości do siebie, nienawidząc swojej tuszy, nienawidzisz siebie. Nienawidząc się za to, co cię spotkało, nienawidzisz siebie. Ale możesz w tym widzieć szansę polepszenia jakości swojego życia. Cieszę się, że masz taką pewność siebie, mimo tego co Cię spotkało. Nie chcę truć, ani tłitać, bo jestem dla Ciebie obcą osobą. Moje koleżanki zawsze będą miały we mnie wsparcie, kiedy będą chciały schudnąć, bo trochę się na tym znam. Ale do niczego nie mam zamiaru nikogo zmuszać, bo wiem, że to, że ktoś waży XXX kg, nie czyni z niego osoby głupiej.

      Usuń
    7. Dzięki, że opisałaś swoją historię, daje inne spojrzenie na to wszystko.

      Usuń
    8. Dzięki. Przepraszam, jeżeli byłam... zbyt agresywna w wyrażeniu swojej opinii(?)

      Usuń
  7. Zawsze słyszę od kolegów że za szczupła dziewczyna fajnie się oglądnąć ale nie chcieli by z taka chodzić bo nie ma się do czego przytulić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście ilu facetów, tyle preferencji ;) Zarówno te "suche" znajdą amatorów, jak i te nieco większe. Bo przecież liczy się nie tylko to jak wyglądamy i ile ważymy.

      Usuń
  8. Gdzieś w tekście padły słowa "uprzedmiotowienie kobiety" i one chyba najlepiej oddają istotę problemu. Tam gdzie zaczyna się obsesja na punkcie ciała partnerki, nie ważne czy chodzi o obfite kształty, czy anorektyczną chudość albo duży biust - tam nie ma miejsca na miłość i prawdziwy związek.Bo tam kończy się osoba a zaczyna obiekt seksualny.
    W opisanych przypadkach najgorsze jest to, że te dziewczyny zostały prawdziwie skrzywdzone i doprowadzone do kalectwa. To są spektakularne przypadki, ale ile zwykłych dziewczyn pada ofiarami niezadowolenia i wygórowanych wymagań swoich chłopaków? Jak dużo jesteśmy w stanie zrobić dla czyjejś akceptacji?

    OdpowiedzUsuń
  9. O....jestem 100 na FB...order mi się należy. :)))
    A co do artykułu...wszystkie skrajności są złe, żeby nie powiedzieć chore. Widziałam film o Ginie i jej facecie. Sorry ale jak jakiś samiec ma swój fetysz i patrzy na kobietę jak tylko na zaspokojenie swoich żądzy jest..cholernym egoistom. Myśli tylko i wyłącznie o sobie. Ta biedna niedowartościowana kobieta gotowa jest za chwilę umrzeć byle przez kilka minut czuć się piękną.
    Dziewczyny...póki same nie uważamy się za piękne póty świat nas też nie będzie takimi widział. A kot drapał niezadowolonego faceta....widzi twoje wady? OK, pokarz mu jego i też każ się zmienić. Oj...a z tym u panów trudno.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak miło! Jesteśmy tylko ludźmi i chore wymagania jeszcze nikomu niczego dobrego nie przyniosły. Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Dbanie o siebie oznacza dla mnie niedopuszczanie zarówno do nadwagi, jak i do niedowagi. Myślę, że dojrzała emocjonalnie, naprawdę kochająca siebie kobieta będzie potrafiła o siebie zadbać, czyli podjąć odpowiadającą jej aktywność fizyczną, zdrowo jeść i zachowywać higienę mentalną. Z tym wiąże się bycie w formie i zdrowe życie. Na pewnym poziomie samoświadomości zaczynamy troszczyć się o siebie, czego oznaką jest między innymi stabilna, unormowana waga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam ten post z wypiekami na twarzy. Pierwszy raz słyszę o tego typu zjawisku, jestem przerażona tym ile kobieta (co tu ukrywać - o niskim poczuciu wartości) może dla mężczyzny poświęcić :( Film muszę koniecznie obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oglądałam niedawno reportaż Martyny Wojciechowskiej, w którym była mowa o dokarmiaczach i ich ofiarach. Przedstawiona kobieta nie była w stanie sobie z niczym poradzić, jej codzienne życie było utrudnione do granic możliwości. I pomyśleć, że to wszystko przez faceta. Nie mam nic przeciwko grubszym paniom, ale nie potrafię zrozumieć jak można pozwolić doprowadzić się do AŻ takiego stanu...

    OdpowiedzUsuń
  13. Otyłość jest problemem na świecie to fakt. Jest też wiele kobiet, które nienawidzą każdego przybranego kilograma. Czasem mam wrażenie, że jesteśmy opętane przez dążenie do jakiejś fikcyjnej idealnej figury. Prawda jest taka, że każda z nas ma coś, czego można jej pozazdrościć. Trzeba tylko umieć to znaleźć, a resztę zaakceptować.
    Jednak przez to dążenie, mam wrażenie, że osoby, które chudną niekontrolowanie (nie mam na myśli anorektyczek), są spychane na margines pod tytułem "Przecież to nie problem". Pozwolę sobie króko opisać własną historię. Zaznaczam, że ten komentarz nie ma nikogo obrażać, ani nic. Ale następnym razem jeśli spotkacie osobę podobną do mnie nie zbagatelizujecie całej sprawy. Hejterzy czekający, żeby móc napisać "Anorektyczka się znalazła", "to się zamień" itd. mogą już sobie odpuścić.
    Zacznę od tego, że niecałe 2 miesiące temu ważyłam 52 kg przy 168 cm. Jest to dolna granica prawidłowego BMI. Na dzień dzisiejszy ważę 47. Co to spowodowało? Nie mam pojęcia. Nie odchudzam się, wręcz przeciwnie, jem całkiem sporo, staram się, żeby jedzenie było "wartościowe" (sama gotuję). Prowadzę siedzący tryb życia, chciałabym ćwiczyć, ale boję się spadku wagi. Do stresu związanego z chudnięciem dochodzi frustracja, bo nikt nie rozumie. Znajome nie widzą problemu, nawet lekarz zbył mnie tekstem o wahaniu wagi związanym z okresem. I czasem mam wręcz łzy w oczach, gdy słyszę, że dziewczyny martwią się, bo przybrały 1 kg po świętach, a za chwilę ściszonym głosem dodają, patrząc na mnie, "ta to ma dobrze". Bo wbrew pozorom nie jest fajnie patrzeć codziennie w lustro i widzieć każde żebro oddzielnie. Nie widać po mnie wychudzenia strasznego. Jeszcze...

    Więc dziewczyny, jeśli chcecie schudnąć, bo uważacie, że czegoś Wam za dużo, OK. Ale upewnijcie się, czy na pewno widzicie się dobrze w lustrze. I kochajcie siebie i zaakceptujcie, że Wasze ewentualne mankamenty czynią Was wyjątkowymi i facet to nie pies, na kości nie leci ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem powinnaś koniecznie odwiedzić innego lekarza i zrobić kompleksowe badania, bo nagły spadek wagi może być oznaką jakiegoś schorzenia, obecności pasożytów itp. Stres, który jest wynikiem Twojego problemu, też pewnie dokłada do całości swoje trzy grosze. Trzeba działać zawczasu.

      Usuń
    2. Dokładnie, polecam poradzenie się lekarza. Mogą to być również nieprawidłowości hormonalne, które w moim organizmie wyrządziły wiele złego. Jeśli się okaże, że wszystko jest w porządku, to polecam zaznajomić się z dietami na nabranie masy (oparte na białku) i na ćwiczeniach budujących masę mięśniową (bo wiadomo-mięśnie ważą więcej, niż tłuszcz). Miałam kolegę, który tak mało ważył i dzięki takiej diecie przybrał kilka kg i wyrzeźbił ciało. Nie jakoś kosmicznie, ale zdrowo, dlatego u kobiet też powinno to przejść. Wiele osób patrząc na Ciebie zazdrości, ale nie widzi minusów - np. można mieć anemię, nie można oddawać krwi itp. moja dobra koleżanka ma podobny problem. Powodzenia :)

      Usuń
  14. Kochana ! To najlepszy post jaki tu czytałam ! :) Moim zdaniem otyłość to choroba, i trzeba jej jak najszybciej zapobiegać. A przypadki tego typu fetyszy trochę ( BARDZO ) mnie przerażają, z jednej strony, bo mężczyzna robi krzywdę swojej kobiecie, wpychając w nią tyle jedzenia, z drugiej strony, bo kobieta daje to wszystko w siebie wpychać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak ktoś ma ochotę schudnąć - niech chudnie. Jak ktoś ma ochotę być grubym - niech nie chudnie. (Jak ktoś nie chce być grubym, ale głównie to o tym tylko gada - niech przestanie, nikt nie ma ochoty o tym słuchać). Jak ktoś jest zmuszany do tycia - no, toksyczny związek o takim samym poziomie toksyczności jak bycie z facetem, który nas gnębi psychicznie w zasadzie w dowolny inny sposób. Nie lubię wszystkich manipulantów i emocjonalnych wampirów tak samo, po równo. Choć żal kobiet, że nie miały na tyle psychicznej odporności, by się sprzeciwić.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie otylosc przeraza. Ogromnie. Patrze na grubych ludzi z niedowierzaniem i niesmakiem. jestem swiadoma chorob i genetyki, ale chciec to moc do cholery! Oczywiscie nie moja zagroda i nie moje owce, ale zdanie juz moje :)

    Mieszkam w UK, kilka miesiecy temu widzialam kobiete tak gruba, ze jej brzuch byl gdzies w okolicy kolan.. kazdy krok byl wyzwaniem, szla glosno, ledwo ledwo. Kilka metrow przed nia facet, ktory rozgladal sie dookola, sprawdzal reakcje i widac bylo, ze go to cieszy! ten szok ludzi.. Patologia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie samo zdanie co do otyłości. A sytuacja przytoczona przez Ciebie absolutnie mnie przeraża, najgorzej jak przypadek takiego modelu związku, który przedstawiłam w artykule, zobaczy się na własne oczy. Straszne.

      Usuń
  17. Jak jest się szczupłym to czuję się ogromną presję żeby przytyć. Najważniejsza jest samoakceptacja. Nie mam nic przeciwko osobom o większej tuszy, tylko razi mnie jak mówią, że się super czują w swojej skórze a na każdym kroku obrażają szczupłe, suchotnice itp.. Gdy czujemy się ze sobą dobrze to nie razi nas wygląd innych. Waga najczęściej jest naszym świadomym wyborem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Rany nie miałam pojęcia, że ludzie są zdolni do czegoś takiego! Owszem widziałam wcześniej jakieś filmy o otyłych kobietach, ale nie słyszałam nigdy o wypasaniu ich przez mężczyzn. To jest okropne i tak jak zauważyłaś prowadzi do uprzedmiotowienia kobiety. Tekst świetny i w zasadzie daje "kopa" do pracy nad sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja pracuję nad moją Mamą. Chcę jej pomóc lepiej się odżywiać, bo po 3 dzieci już nie schudła. Zaczęła chodzić na aqua fitness i zaczyna się zdrowo odżywiać, żeby tego cukru nie jeść w takich ilościach. Widzę efekty po roku chodzenia na basen, bo nogi jej się wyszczupliły i zeszła z nich opuchlizna. Brzuszek też powoli nie jest już bardziej odstający niż biust. Mama coraz szczęśliwsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję zmotywowania Mamy :) Aqua aerobik jest świetny, woda dużo wyciąga, a dodatkowo jakaś nowa aktywność czy hobby. Ja się cieszę, że u mnie w domu wprowadziłam niewielkie, ale skuteczne zmiany żywieniowe - woda mineralna zamiast soków i gazowanych napojów, ciemne pieczywo, wywaliliśmy płatki, robimy swoją granolę, nie używamy śmietany itp. Małe zmiany, ale długofalowo działają :)

      Usuń
  20. Ja znowu oglądałam kiedyś dokument o afrykańskim plemieniu, gdzie kobieta otyła uznawana była za piękną, bo chuda znaczyło niepłodna, chora. Młode dziewczyny przed ślubem zamykane były na kilka tygodni/miesięcy w lepiance i tuczone. Twarz dziewczyny płaczącej, że ona już nie ma siły jeść, do dzisiaj mam przed oczami. O ile jednak takie obyczaje mogą wynikać ze swego rodzaju zacofania i nieświadomości skutków zdrowotnych takiego postępowania, o tyle opisany przez Ciebie przypadek to czysta dewiacja. Można tylko współczuć tym kobietom, które zaprzepaściły siebie tylko po to, żeby się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Szok! Przeczytałam z zapartym tchem... Jejku, skąd się takie rzeczy biorą?

    OdpowiedzUsuń
  22. oj, mieszkanie w usa sprawiło, że obecnie nie wyobrażam sobie jedzenia świństw typu mcdonald i bardzo mnie denerwuje, gdy ludzie nie dbają o to co jedzą -> w skutek czego tyją i nie jest to zwykłe tycie, typu kilka kilo w tą czy w tamtą, ale naprawdę, dziś coraz częściej widuję naprawdę otyłe osoby na ulicach... nie popieram tego!

    OdpowiedzUsuń
  23. i polecam program kobieta na krańcu świata - jest odcinek na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  24. Moja córka po 2-tygodniowym pobycie w UK na wymianie, po powrocie stwierdziła, że jedzenie tam to koszmar, miała już dosyć jedzenia frytek i hamburgerów i płakała za domowym jedzeniem. Akurat rodzina u której mieszkała za bardzo nie przykładała się do gotowania. Szczytem wysiłków kulinarnych był makaron polany ketchupem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaja, okropieństwo! Mam znajomych, którzy wyjechali do UK, wrócili oczywiście z większymi brzuszkami. Np. jak byłam w Holandii również przytyłam bardzo, bo napompowane chleby, mięso wątpliwej jakości i wielkie opakowania (małych się nie "opłacało" kupować) zrobiły swoje.

      Usuń
  25. Ciekawy tekst, choć o zjawisku już słyszałam. Był kiedyś nawet odcinek "Rozmów w toku" z naszymi rodzimymi dokarmiaczami i ich ofiarami, choć nie na tak dużą skalę.

    Co do otyłości w USA- z własnych obserwacji sądzę, że problem leży trochę gdzie indziej. Moim zdaniem po prostu jedzenie jest pełne hormonów i innych śmieci, stąd problem ludzi z utrzymaniem wagi. Widzę to nawet po sobie, a fast foodów dużo nie jem, ruchu też nie mam jakoś mało. Ale spróbujcie kupić tu na przykład truskawki- wszystkie piękne, dorodne, a smaku prawie wcale. A mleko? Sama woda lekko zabarwiona mlekiem. I tak jest niestety ze wszystkim :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam odcinka Rozmów w toku o tym zjawisku, muszę poszukać w sieci. Nie byłam w USA, ale na pewno masz rację. Jedzenie jest przepełnione chemią, a dodatkowo fast food (o ile się nie mylę) baaardzo tani. W Polsce śmieciowe jedzenie nie jest tak tanie jak tam (tak słyszałam). Dodatkowo w szkolnych stołówkach podawane są frytki i tłuste sosy... To już chyba lepszy ten schabowy z ziemniakami u babci.

      Usuń
    2. Odcinek, o którym mówię, jest już dosyć stary, ale możliwe, że zrobili też nowsze "edycje", bo czasem tematy powracają. To prawda- fast foody w USA są bardzo tanie. Mamy nawet taki swój ulubiony, Steak'n'shake, w którym można się najeść i napić za $5-6 :D Nawet przy najniższej stawce godzinowej, to jest dużo mniej niż godzina pracy...

      Usuń
  26. Ja pewnego dnia postanowiłam zmienić moje życie. Miałam dosyć oszukiwania siebie, że czuję się ok. Nigdy nie zapomnę jak 1,5 roku temu wyszłam z domu o 6 rano i przebiegłam moje pierwsze 50 metrów. Więcej nie dałam rady. Jestem typem uparciucha. Wstawałam w wakacje co rano aby spróbować przebiec więcej. Po jakimś czasie mi się udało przebiec pierwsze 5 minut, potem 10, 30. Nim się obejrzałam zaczęłam zdrowo jeść i uzależniłam się od biegania.

    O wypasaczach usłyszałam w odcinku Kobiety na krańcu świata. To zboczenie jest straszne.

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam ten odcinek u Martyny... straszna wizja. Gratuluję zmiany stylu życia :) To jest bardzo trudne, ale uzależnia. Zdrowo.

      Usuń
  27. Pewnie! oczywiście, że możesz podjąć się wyzwania owsiankowego.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ważyłam niegdyś 49 kg przy wzroście 172. Przytyłam ponad 25 kilogramów, prawie 30. I co najzabawniejsze: przestałam mieć dzikie kompleksy. Wolę być gruba, niż przypominać wychudzony, anorektyczny szkielet, nie mieć właściwie cycków i bioder. Ważąc poniżej 50 kg wyglądałam POTWORNIE. I czułam się wstrętnie. Chodziłam w workowatych, luźnych rzeczach, żeby ukryć sterczące kości i fakt, że moje uda nie stykają się ze sobą. Nigdy nie pokazywałam ciała, nigdy i nikomu, bo uważałam je za obrzydliwe i karykaturalne.
    Dlatego kłamstwem jest stwierdzenie, że nie można polubić swoich 90 kg. Można. Zwłaszcza, jeśli się tak szczerze nienawidziło być CHUDĄ.

    OdpowiedzUsuń
  29. wy jesteście rzeczywiście chore. staracie się skupić uwagę na sobie zapominając o dzieciach które są za małe aby zrozumieć że mama ma 10 kg za dużo do swojego wzrostu.stosuje wszystkie dostępne na rynku środki i diety, stając się przy tym zgryźliwą, odpychającą osobą w domu rodzinnym , zamiast być jak wcześniej matką i żoną.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!