wtorek, 16 grudnia 2014

Paris is always a good idea!




Wymarzyłam sobie romantyczny Paryż przysypany śniegiem idealny na podróż przedślubną. Taki wiecie... serialowy, piękny, pełen świateł, drogich restauracji, papierowych toreb ze znanymi markami, pięknych par chodzących po ulicach. Chciałam trochę pouczestniczyć w tej pięknej bańce mydlanej, bo poprzednią podróż do Paryża wspominam bardzo źle. Chciałam sobie odczarować Paryż. Tym razem miałam dużo szczęścia i Niego obok. Było wszystko.

Paryż był pięknym, nieoczekiwanie spełnionym marzeniem. Nie planowaliśmy go wcale. Stwierdziliśmy, że nie mieliśmy żadnych wakacji w tym roku i że pasowałoby się gdzieś wyrwać. Na początku grudnia było sporo tanich lotów do Beauvais. Niewiele myśląc kupiliśmy bilety - w obie strony zapłaciliśmy ok 170 zł/os., chociaż można znaleźć i takie za 84 zł w dwie strony. Udało się zdobyć urlop, a nawet okazało się, że mamy się u kogo zatrzymać w Paryżu na te kilka dni. Wiedzieliśmy, że najdrożej wyjdzie nas transport z lotniska do miasta - ten port lotniczy jest położony ponad 80 km na północ od Paryża. No i jedzenie... nie zamierzaliśmy na nim oszczędzać :)

Chcecie obejrzeć kilka migawek z Paryża? To zapraszam na spacer!



Za bilet kupiony przez internet płacimy 15,70 euro, a za ten kupiony w kasie 17 euro, więc podróż w dwie strony, to już około 130 zł. Warto kupić w sieci i wydrukować na stronie A4 - kursy autobusów są skorelowane z przylotami/odlotami, transporty odbywają się bardzo sprawnie, a i standard przejazdu jest całkiem w porządku. Wydaje mi się, że jechaliśmy ok. 1,5h, co było idealnym czasem na sen :) bo nasz lot był baardzo wcześnie.


Dojeżdżamy do przystanku PORTE MAILLOT, skąd już metrem możemy dojechać niemal wszędzie. Byłam zachwycona paryskim metrem, które odjeżdżało co kilka minut i było bardzo wygodne... niestety również drogie, bo za jednorazowy przejazd metrem (na szczęście niezliczoną ilością kombinacji) płaci się 1,7 euro. Polecam wykorzystanie Ticket Jeunes Week-end dla osób poniżej 26 lat, który jest ważny 24h w sobotę, niedzielę albo święta. To fajna opcja jeśli musicie dużo (albo szybko) się przemieszczać. My staraliśmy się wszędzie chodzić na nogach, żeby zobaczyć jak najwięcej Paryża, a nie tylko metro ;) ale nam było łatwo, bo zatrzymaliśmy się u znajomych, którzy mieszkają w ścisłym centrum Paryża. Do Notre Dame mieliśmy 10 minut spacerkiem. I mieliśmy bardzo ładny widok z okna!





Ważną rzeczą było to, że nigdy w życiu nie uczyłam się francuskiego. Dlatego oboje czuliśmy się często bardzo zagubieni z tego powodu - dla Francuzów nie jest to takie logiczne, że wszystko wymaga tłumaczenia na angielski. Na szczęście automaty i metro były bardzo dobrze oznaczone, więc się nie pogubiliśmy. Ludzie w sklepach też mówili po angielsku, a nawet kilka razy zdarzyło nam się na ulicy być zapytanymi o drogę ;) czyżbyśmy wyglądali na Francuzów...? Największy problem mieliśmy w muzeach (zwłaszcza Louvre), bo mimo że niemal wszędzie były karteczki z ogólną informacją po angielsku, a nawet po polsku, to obrazy/rzeźby/dzieła były podpisywane tylko po francusku.

Naszą przygodę z Paryżem zaczęliśmy od Luwru - jako rocznik '89 mieliśmy ostatni dzwonek na darmowe wejście do niemal wszystkich atrakcji muzealnych Paryża. Dlatego też marzyłam, żeby pojechać tam przed 26 rokiem życia :) Dostojnie musieliśmy wystać swoje w kolejkach, żeby dostać darmowy bilet, chociaż za każdym razem mieliśmy wrażenie, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

Luwr robi niesamowite wrażenie - to dawny pałac królewski, a teraz muzeum sztuki. Przede wszystkim to ogromny budynek (Luwr z lotu ptaka), na którego zwiedzenie potrzeba całego dnia. My spędziliśmy tam pięć godzin, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego, bo byliśmy strasznie zmęczeni. Sztuka, która tam jest wystawiana, mówi sama za siebie. Mamy na wyciągnięcie ręki cały dorobek człowieka - od sztuki starożytnego Egiptu, po sztukę użytkową i apartamenty Napoleona.





Pierwszy raz byłam w Paryżu kilka lat temu. Nie pamiętam z tego wyjazdu wiele - wiem, że byłam niewyspana, straszliwie padało i byłam z osobą, która bardzo mnie denerwowała. Był to młodzieżowy obóz objazdowy po największych miastach Europy. Zobaczyliśmy wtedy dużo, ale polegało to na tym, że jechaliśmy gdzieś autokarem - wysiadaliśmy, robiliśmy zdjęcia, wchodziliśmy (bądź nie - bo nie było czasu) do środka, a potem z powrotem jak małpki do autobusu. Taka wycieczka jest świetna, owszem... ale wtedy, kiedy ma się 50 lat i chce się tylko pokazać zdjęcia znajomym, a nie kiedy jest się młodym i chce się wszystko poznać, zbadać i poczuć.

Teraz nikt nas nie gonił, mogliśmy zgubić się w Paryżu, żeby posnuć się uroczymi uliczkami albo bulwarami wzdłuż Sekwany. Mogliśmy zrobić przerwę na kawę kiedy mamy na to ochotę albo wrócić w jakieś miejsce, bo nas urzekło. To są wakacje. Kiedy jesteś zdany na siebie, sam wiesz czego chcesz, co chcesz zobaczyć, co chcesz ominąć.






A my chcieliśmy zobaczyć wszystko. A jako że niedawno oglądaliśmy bajkę Disneya "Dzwonnik z Notre Dame", to i ten punkt musieliśmy odhaczyć. Katedra niesamowita, zachwycałam się wszystkim... ale największe wrażenie robił widok z dachów i wież Paryża. Wstrzymywało się oddech na chwilę.





Zwiedzałam Paryż niemal zimą, ale bardzo zaskoczyła mnie obecność kwitnących kwiatów. Było zielono, gdzieniegdzie kwitły róże, a wszystko wyglądało jak w Polsce wczesną wiosną. A wtedy musi być tam jeszcze piękniej, bo w Paryżu jest sporo ogrodów, gdzie można sobie usiąść na ławce albo na leżaku i po prostu wypocząć. Na przykład poniżej, w Ogrodach Luksemburskich zaczepiła mnie pewna Francuzka i zaczęła coś do mnie mówić. Słysząc francuski sztywnieję, ale szybko zorientowała się, że nie jestem stąd i zmieniła język. Zapytała gdzie kupiłam buty i czy można je gdzieś dostać w Paryżu. Powiedziałam, że są z Polski, a ona zasmucona powiedziała po angielsku: J'adore! But too far to go!.



Warto też zobaczyć Muzeum d'Orsay - ten piękny budynek był kiedyś dworcem kolejowym. Przez zegary, które się w nim znajdują widać przepiękną panoramę Paryża. Można też zobaczyć dzieła Moneta, Maneta, Renoira i Van Gogha. Czułam się jakbym wskoczyła do podręcznika z języka polskiego w liceum. Wszystkie rzeczy, które w nim były - wisiały tam na ścianach!



Paryż jest bardzo piękny za dnia, ale nocą przybiera zupełnie inne oblicze. Mówi się, że Paryż, to "city of love, city of lights". Nocą miasto spowija piękne, ciepłe światło żarówek (bardzo ubolewam nad tym, że krakowski Wawel nie dość, że jest bardzo słabo oświetlony, to jeszcze światło jest zimne i bez klimatu). Wieży Eiffla nie da się nie zauważyć, spogląda na turystę niemal z każdego miejsca, a z bliska robi niesamowite wrażenie. Aparat spłatał mi figla, więc wybaczcie jakość zdjęć. Masa stali, Pola Marsowe i dziesiątki par, robiących sobie selfie z wieżą, pod wieżą, za wieżą itp. Byłam zachwycona wysięgnikami do selfie, jakie mieli niektórzy Japończycy ;) Jak będziecie w Paryżu, to koniecznie pamiętajcie o tym, że co godzinę jest pokaz światełek na wieży - w nocy to wygląda imponująco!



Fanów filmu Moulin Rouge, Czerwony Młyn może nieco rozczarować... za dnia nie wygląda tak spektakularnie. Ale o tym zostaliśmy ostrzeżeni, więc nie oczekiwaliśmy fajerwerków. Idąc szlakiem filmowym kilka kroków dalej jest restauracja z Amelii, więc zachęcam do wsłuchania się we francuski klimat. Na śniadanie wpadajcie tam koniecznie przed 12:30, bo dla nas zostały tylko croissanty i kawa.






Kolejne miejsce, które koniecznie musicie zobaczyć, to wzgórze Montmartre i znajdująca się na nim Bazylika Sacré-Cœur. Są tam schody, z których po raz kolejny możecie się pozachwycać panoramą miasta. To również sławne miejsce, w którym występuje dużo ulicznych artystów - np. mimów, muzyków. Mnie absolutnie oczarował jeden z nich - Youri Mena, który przepięknie śpiewał po włosku. Montmartre to również plątanina małych, stromych i pięknych uliczek, którymi warto sobie pospacerować.



Oczywiście Paryż o miasto wielkich budowli, które miały podkreślić świetność Francuzów. Robią wrażenie i do tego są przepiękne, ale przejść z jednej części do drugiej, to nie lada przedsięwzięcie (np. Luwr, Panteon, Pałac Inwalidów)




Ale Paryż, to też piękne muzea (najczęściej za darmo dla 25-latków). Warto zobaczyć Centrum Pompidou, żeby próbować zrozumieć sztukę nierozumialną ;) albo do Muzeum Rodin, żeby zachwycić się perfekcyjnym oddaniem anatomii człowieka w rzeźbie oraz pięknymi ogrodami na wiosnę.



A Wy byliście kiedyś w Paryżu? Jak go wspominacie i co podobało się Wam najbardziej? A może zupełnie Wam się nie podobało? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania! Nigdy nie byłam zakochana we Francji, nie uczyłam się francuskiego, ale w tym wszystkim jest jakaś magia i klasa. Przynajmniej tak Paryż od tej wycieczki będę kojarzyć :) I chciałabym tam wrócić. Teraz było tak, jak powinno. Mam nadzieję, że pokazałam Wam rąbek Paryża, spodziewajcie się jeszcze jednego foto-wpisu. Zapraszam również na fotowycieczkę do Maroka i Belgii.

6 komentarzy:

  1. Fantastyczna relacja i zdjęcia!
    Myslalam, że Paryż jest przereklamowany, dlatego był bliżej końca, niż początku długiej listy miejsc, które chcę zobaczyć. A dzięki Tobie "skoczy" kilka pozycji do góry ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lenko zazdroszczę! Paryż to moje marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wszystko dobrze pójdzie to zamierzam odwiedzić Paryż w przyszłym roku, żeby właśnie skorzystać z ostatniej okazji na darmowe wejścia :) Tylko zastanawiam się jak ja to wszystko upchnę w 3-4 dni? :) Chyba trzebabędzie wrócić jeszcze nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W Paryżu nie byłam, choć ta myśl kiełkuje i dojrzewa... ;-)
    Uroczy ten spacer u Ciebie.
    Zachęta - niewątpliwie ;-)

    Jeśli bym się wybierała, z przyjemnością wrócę do tego wpisu, traktując go jako swoisty przewodnik ;-)

    Pozdrawiam

    Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  5. Paryż - moje marzenie od zawsze, muszę tam w końcu pojechać tym bardziej, że dla mnie to też ostatni rok, gdy mogę za darmo zwiedzić muzea.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze się zastanawiałam, czy Paryż nie jest przereklamowany. Miasto tak jak wiele na świecie, ale ono też się zmienia i Paryż sprzed kilkudziesięciu lat to całkiem inna bajka. Warto zapoznać się z opiniami turystów.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!