
Dawno temu na Youtubie wśród vlogerek rozprzestrzeniał się tag "no make up week". Kiedy go wtedy oglądałam, patrzyłam na te dziewczyny jak na mega odważne jednostki, bo sama nie potrafiłabym na tydzień zrezygnować z makijażu. Zawsze miałam wiele fluidów, pudrów, tuszów do rzęs, eyelinerów i cieni. Nie zdarzało mi się pojechać do miasta (na uczelnię, do pracy) bez makijażu, chociaż czasem rano wyszłam po bułki z samym tłustym kremem na twarzy. Ostatnio rzeczywistość zweryfikowała moje uwielbienie do make-upu i lakierów do paznokci, bo w moim szalonym trybie życia po prostu ZABRAKŁO czasu na pełny makijaż czy pomalowanie paznokci czymś innym, niż odżywką. Szczytem wyciśnięcia czasu na pielęgnację było systematyczne olejowanie włosów, którego efekty już zauważam. Teraz doszłam do wniosku, że na co dzień wystarczy mi tusz do rzęs i coś do wyrównania kolorytu cery (którą muszę doprowadzić do używalności, bo trzy tygodnie w stresie + braku snu + beznadziejnym odżywianiu, zadziałało na nią katastrofalnie).
Poza tym tak właściwie, to po co nam makijaż? Dla kogo się malujemy?
Mam koleżankę, która nie jest klasyczną pięknością. Na ulicy pewnie żaden facet by się za nią nie obejrzał, ale to nie szkodzi, bo nie pochlebiałyby jej takie rzeczy, jak gwizdy nieznajomych mężczyzn. Z wyglądu nie wyróżnia się zupełnie niczym, jej skóra nie jest piękna, często ma z nią problemy, a jej sposób ubierania się można porównać do pani domu, która nie dba o to, co wkłada na siebie. Bo nie dba. Wygląd dla niej jest jedną z najmniej ważnych rzeczy. Bo w jej życiu liczą się jej pasje i ludzie, których poznaje. Jest bardzo mądra, interesuje się sztuką, dużo podróżuje, chodzi na koncerty, biega, ma chłopaka, udziela się w wielu organizacjach i studiuje dwa kierunki.
Kiedy ją poznałam, poczułam się przy niej płytka i pusta. W tej swojej obcisłej sukience, z fluidem na twarzy, pomalowanymi paznokciami. Poczułam się źle, bo uświadomiłam sobie, że zbyt wiele czasu spędzam przed lustrem, przed szafą, w sklepach i drogeriach. Że ten czas i pieniądze mogłabym spożytkować na rzeczy, które bardziej by mnie uszczęśliwiły. Na rzeczy, które by były bardziej DLA MNIE, a nie dla mojego otoczenia. Wiele moich mądrych i pięknych koleżanek się nie maluje. Zawsze patrzę na nie z lekkim podziwem i zastanawiam się jak one to robią, że bez make-upu wyglądają świetnie? Podczas gdy ja nawet w góry na wędrówkę zabieram kosmetyczkę i staram się jakoś niepostrzeżenie "ogarniać".
Zastanówmy się:
DLA KOGO SIĘ MALUJEMY?
Zastanówmy się:
DLA KOGO SIĘ MALUJEMY?