wtorek, 11 listopada 2014

Filmy o miłości, które zaskakują


Nie należę do osób, które uwielbiają komedie romantyczne i melodramaty. Większość z nich jest dla mnie taka sama - podobne wątki, ci sami aktorzy i te same utarte schematy, które wiadomo jak się zakończą. Zazwyczaj się na nich wzruszę, ale potem potraktuję je szkolną pamięcią i po miesiącu nie będę pamiętała, że cokolwiek oglądałam... a kiedy przypadkiem natrafię na nie później w telewizji, przypomnę sobie, że "coś gdzieś było", ale bez jakiegoś szczególnego żalu... 

... ale zdarzają się też takie filmy, które mimo gatunku "komedia romantyczna" czy "melodramat" - trzymają długo! Zazwyczaj musiały wycisnąć ze mnie wiadro łez, sprawić, że nie przespałam pół nocy, tylko myślałam o ich bohaterach, albo czułam autentyczną zgryzotę, że "tak się skończyło".

Mam nadzieję, że moje propozycje przydadzą się Wam w obliczu nadchodzącej zimy i długich wieczorów idealnych na miłe seanse filmowe. Nie wiem jak Wy, ale ja jesienią i zimą chętniej spędzam czas nad filmami, niż w innych porach roku. Wtedy też nadrabiam filmowe zaległości i robię listy filmów do obejrzenia.

Nie chcę streszczać tych filmów, bo od takich opisów są odpowiednie portale... Skupię się na elementach, które mnie ruszyły i porwały. Mam nadzieję, że obejdzie się bez spojlerów. Chciałam Wam polecić filmy, które odstają od sztampowego przepisu na komedię romantyczną albo poruszają/wzruszają/czarują tak, że można przymknąć oko na ślady kiczu przemykające pomiędzy scenami.

Więc jeśli chcecie się dowiedzieć czy wierzę w przyjaźń damsko-męską nie kończącą się w łóżku; w jakim filmie znajdziemy pięknego-brzydkiego brodacza, który skradł moje serce; w którym filmie Ryan Gosling programista przemawia do mnie najbardziej, gdzie można zobaczyć najsłodszy występ karaoke; gdzie znalazłam najwierniejszą kalkę siebie i czy można się zakochać w komputerze, to zapraszam!

Będzie mi również miło jak zerkniecie od czasu do czasu na mojego facebooka i Instagram ;) powoli się rozkręcam (ooo, jak miło - po roku istnieniu bloga! - TAK! Niedługo rocznica bloga - obiecuję, że przygotuję dla Was coś super!).


Kolejność jest przypadkowa.

DZIWNIE OGLĄDAĆ FILM O SOBIE [zwiastun]

Macie czasem takie wrażenie, że jesteście jakąś postacią z filmu? Ja tak miałam w tym przypadku i w pewnym momencie było to przerażające. Cały ten mój wewnętrzny bałagan, Summer wyjęła na wierzch. Ten film to 500 dni miłości, 500 dni z Summer i bynajmniej nie są to dni lata. Przedstawia historię chłopca i dziewczyny - Toma i Summer... ale nie jest to historia o miłości. Mimo że narrator mówi nam o tym na samym początku, to każda scena temu zaprzecza, doszukujemy się tej miłości wszędzie. Widzimy piękną dziewczynę, zakochanego chłopaka, pierwsze słowa, pierwsze spotkania... ehh... Summer mówi w pewnym momencie, że jest jak Sid Vicious. A ja jestem jak Summer, niezaprzeczalnie. Gdyby ktoś mógł nakręcić film o mnie, to z pewnością byłby ten film. Jeśli chcecie się dowiedzieć dlaczego, to zachęcam do obejrzenia. Tylko nie bądźcie dla niej zbyt surowi...




WCALE NIE AMERICAN DREAM [zwiastun]

Ten film mnie najprawdziwiej zabolał. Od samego początku wszystko było zbyt piękne - brodaty cowboy grający bluegrass, piękna, wytatuowana blondynka, na którą nie mogłam się napatrzeć, wspaniała muzyka, którą po obejrzeniu filmu słuchałam zapętloną dziesiątki razy i w końcu piękna historia miłości. Jakaś bajkowa historia romansu hippisów, którzy uciekają od wszystkiego i są stworzeni idealnie dla siebie, tak po prostu. Niesamowite szczęście z którego powstaje piękna córka, mieszkają spokojnie w pięknym wiejskim domku - mogliby żyć długo i szczęśliwie, mogłoby nic się nie wydarzyć przez bite dwie godziny, a ja bym dalej uwielbiała ten film za sam jego klimat i świetną muzykę. Niestety w córka bajkowej pary zaczyna chorować... i zaczyna się długa droga w dół. Ich wszystkich. Zaczyna się walka o każdą rzecz - o życie, o marzenia, o związek, o samych siebie. A wszystko to do rytmu muzyki bluegrass, która tak bardzo nie pasuje do tego smutnego obrazka. Cholernie smutny film, który bardzo boli. Boli jak każda bajka przerwana nagle i w nieodpowiednim momencie. Polecam ścieżkę dźwiękową.


KIEDYŚ, GDZIEŚ, SOUNDTRACK MIŁOŚCI [zwiastun]

Wzruszył mnie na wskroś i z pewnością przyczyniła się do tego przepiękna muzyka (np. ta piosenka). Kameralna opowieść o miłości. Takiej zwykłej, naturalniej, tak jakbyśmy zaglądali do sąsiada przez okno, bez zbędnego szumu i Hollywoodzkiej otoczki. Można by powiedzieć, że wydarzyło się to gdzieś, kiedyś... takich życiowych scenariuszy są setki. Historia jest prosta, Czeszka spotyka Irlandczyka, grającego na ulicy. Każde z nich ma swoją historię, poprzednie związki, osoby, które darzą uczuciami, niezałatwione sprawy, zobowiązania... jednak łączy ich miłość do muzyki, jakaś niewidzialna nić i obietnica, że "w końcu wszystko będzie dobrze". Muzyka roztacza bajkowy klimat. Cały czas miałam wrażenie, że oglądam musical, ale obdarty z tego charakterystycznego dla tego gatunku patosu i sztuczności. Szczerość i prostota, która sprawiła, że byłam zaczarowana. Posłuchajcie jeszcze tego, ścieżka dźwiękowa roztapia moje serce jak wosk.



ZAKOCHAĆ SIĘ W GŁOSIE SCARLETT [zwiastun]

Samotność. Piękna i rozpaczliwa samotność w wielkim mieście, przemawiająca uroczym głosem Scarlett Johanson. Przez cały film wstrząsały mną skrajne emocje, a przecież wcale nie było tam szaleńczej akcji, porywów serca, rozstań, powrotów... była prosta historia. Tyle że niewyobrażalna - bo historia miłości (?) człowieka i systemu operacyjnego. Samym tym zestawieniem byłam trochę zażenowana, zakłopotana... nie wiedziałam co myśleć o tym filmie, bo czułam, że mój umysł nie umie go pojąć. Długo się nad nim zastanawiałam. Jakie potrzeby zaspokajał świat w nim przedstawiony? Czego tak naprawdę szukali ludzie, skoro zatracili zdolność do związywania i utrzymywania "zwykłych" relacji? Po zakończeniu seansu byłam szczęśliwa, że żyjemy w świecie, gdzie nie musimy rywalizować z techniką - bo gdybyśmy musieli, najprawdopodobniej byśmy z nią przegrali. Można docenić niedoskonałość i ułomność człowieka, bo w tym przejawia się właśnie jego ludzkość. Mimo całej abstrakcyjności świata, który nam pokazuje film, nie opowiada tylko i miłości człowieka do systemu operacyjnego Samantha, ale zmusza do zastanowienia się nad tym jak ważna jest technologia w naszym życiu? Czy nie stawiamy jej wyżej, niż prawdziwych relacji z drugą osobą? Często telefon czy komputer zastępuje nam normalne relacje, a zatracenie umiejętności stworzenia zdrowej relacji z drugim człowiekiem (przez zachłyśnięcie się technologią) byłoby wielką ułomnością (a przecież już to się zaczyna dziać)...

BOSKI RYAN I SCENA POCAŁUNKU W DESZCZU [zwiastun]

Tego filmu chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, ale jeśli ktoś o nim nie słyszał, to muszę wspomnieć, że bez chusteczek się nie obejdzie. Mnie porwał przede wszystkim klimat Ameryki lat 40., Ryan Gosling i oczywiście piękna Rachel McAdams w przemoczonej niebieskiej sukience. Ta scena długo mi nie mogła wyjść z głowy i zawsze przychodzi mi na myśl, kiedy wspominam ten film. Wiele osób zarzuca filmowi, że trąci banałem i jest na wskroś kiczowaty... bo to prawda. Ale nie w taki irytujący plastikowy sposób, tylko tak zupełnie niezauważalnie i nieinwazyjnie. Dał mi dokładnie to, czego oczekuję od melodramatu. Do tego jeszcze "właściwa" historia filmu, która już rozkłada na łopatki (ale nie piszę bliżej, bo tu już świeci się czerwona lampka z napisem "spoil alert!"). Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że po obejrzeniu zapragniemy tak pięknej romantycznej miłości, jak tam i potem zdarzenie z rzeczywistością będzie trudne. Bo w sumie to kolejny bajkowy film... ;)



MIŁOŚĆ CIĄGLE OD NOWA I OD NOWA...
[zwiastun]

Tym razem coś lżejszego, w sumie to całkiem lekkiego, ale w niesamowitym klimacie. Historia miłości, która mogła być przeżywana raz po raz... Główny bohater dowiaduje się, że mężczyźni w jego rodzinie mogą podróżować w czasie. Chyba każdy z nas chciałby mieć taką możliwość (chociażby po to, żeby przeczytać wszystkie książki na świecie ;). Może on naprawiać w zasadzie wszystko, co spotka go w życiu dążąc do perfekcji. Jednak czy o to w szczęśliwym życiu chodzi? Film kupił mnie niesamowitym wdziękiem i ciepłem, z pewnością jest to również zasługa Rachel McAdams i fajnego rudzielca, który się w niej zakochał. Miałam ochotę, żeby film nigdy się nie psuł i nie kończył. Cały czas miałam uśmiech na twarzy, kolejne sceny napawały mnie niesamowitym optymizmem, jest w nim chyba coś magicznego. Taka piękna baśń o miłości, która mimo że wiemy, że jest nieprawdziwa, w jakiś dziwny sposób nas cieszy. Wszystkiemu towarzyszy piękna muzyka, więc przepis na lekką komedię romantyczną jak najbardziej gotowy.



CZY TO JEST PRZYJAŹŃ, CZY TO JEST KOCHANIE... [zwiastun]

Kiedy Harry poznał Sally (1989)A na koniec wisienka na torcie i zupełna klasyka. Film ma tyle lat, co ja i jest mi szalenie bliski z uwagi na historię, którą opowiada. Nie miejcie mi za złe, że po raz kolejny mówię, że odnajduję siebie w tym filmie - po prostu lubię się utożsamiać z tym, co widzę na ekranie. Znajomi, koledzy, przyjaciele... czy istnieje przyjaźń między kobietą i mężczyzną? Według Crystala nie, a Meg Ryan od początku chyba nie chce mieć z nim zbyt wiele do czynienia... potem ich losy się dziwnie splatają, zaprzyjaźniają się, jednak zawsze im coś przeszkadza w wejściu w głębszą relację. Pamiętam jak oglądałam go z moim przyjacielem (obecnie narzeczonym) i bałam się oddychać. Film był dokładnie o nas, a ja bałam się co spotka bohaterów w kolejnych scenach, bo była to wróżba dla nas. Te same pytania, wątpliwości, obawy - bohaterowie filmu głośno wypowiadali nasze myśli, jak jeszcze nie byliśmy razem. Jest to inteligentna, dowcipna komedia pełna ciepła - opiera się głównie na świetnych dialogach. No i kto nie kojarzy sceny z kawiarni, kiedy Meg Ryan udowadnia, że kobiety potrafią udawać orgazm? ;)

Z pewnością też macie takie filmy, które Wami szarpnęły - jestem bardzo ciekawa jakie możecie mi polecić niesztampowe filmy o miłości? Czy widzieliście już wymienione przeze mnie propozycje? Macie podobne odczucia wobec nich czy też w ogóle się ze mną nie zgadzacie?

21 komentarzy:

  1. Dzięki Ci, dobra kobieto! Średnio raz na dwa miesiące nachodzi mnie ochota na komedię romantyczną, a po kilku fatalnych propozycjach przestałam ufać rankingom na filmwebie. [Serio, kto daje słabym, przewidywalym filmom tak wysokie noty?] Z całego zestawienia oglądałam tylko 500 days of Summer i bardzo ten film lubię. Posta zapisuję, na pewno się przyda. Chociaż pewnie już w 2015, bo teraz powoli wkraczamy w sezon "To właśnie miłość" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż wynajduje najlepsze, ja później nie pamiętam tytułów, ale on pamięta. Podobają mi się bardzo.
      Brakuje mi tu przepis na miłość i one night. To chyba moje dwa ulubione filmy. Ciekawy jest też jeden dzień panny... (to początek tytułu, imienia tej panny nie pamiętam).

      Usuń
  2. Hej, ale Summer była też niezłą uwodzicielką ;)
    O tak, widziałam te filmy i potwierdzam że są świetne. I nieszablonowe właśnie. Mój ukochany to "Czas na miłość", a najbardziej niezwykły "Once". Muszę tylko nadrobić "W kręgu miłości", nawet jeśli jest smutny.
    Widziałaś "Listy do M"? To polska komedia romantyczna (taka świąteczna). Jedna z lepszych, polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama widziałam 500 dni miłości i Czas na miłość. Obydwa filmy bardzo mi się podobały więc chyba zaufam twojej opinii chętnie obejrzę inne pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czas na miłość przeuroczy, a byłam nastawiona niezwykle sceptycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Połowę z filmów które opisałaś już oglądałam i podobały mi się niezwykle. Najczęściej wracam myślami do About Time... :) A jeśli mogę coś polecić to mnie wzruszył i wciągnął film Marley i ja. Jest też książka i ją też polecam. :) No i dziękuję za nowe filmy, strasznie ciężko znaleźć dobry film, a tu jesień w pełni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię 500 days... jakieś 2 lata temu mam wrażenie że ten film był strasznie modny :P Bardzo wiele osób zaczęło mi go polecać, a ja, ze względu na reżysera (bo to przyjaciel zespołu AFI, którego w tamtym czasie dużo słuchałam i chłopaki go mocno promowali) znałam ten film zaraz po premierze. Jak tu nie kochać filmu, w którym bohaterowie słuchają The Smiths :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Post dodaję do ulubionych i już nie mogę się doczekać chwili wolnego czasu, żeby sobie wszystkie te filmy obejrzeć, z kubkiem herbaty pod kocykiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. "ona" ukradł mi serce. świetny.
    a głównym atutem "pamiętnika" jest Ryan. ach, Ryan ...

    OdpowiedzUsuń
  9. 500 days od summer widziałam chyba 3 razy i mam ochotę znowu obejrzeć, bardzo lubię ten film. ze swojej strony polecam "like crazy", smutny film o miłości, niedopowiedziany, z piękną muzyką. polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Kiedy Harry poznał Sally..." - cudowny ♥ Myślałam, że ten film znają tylko pokolenia lat 70- tych, a tu niespodzianka! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi też strasznie podobał się "Czas na miłość", a "500 dni miłości" i "Pamiętnik" mogę oglądać milion razy. Pozostałe filmy zapisałam już i czekam na wolny wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Widziałam tylko dwa ostatnie filmy, przeurocze! :)
    Ja mogę polecić "One day", zarówno książkę, jak i film. Uwielbiam! <3
    Z innych filmów mogę polecić indyjski film "Coś się dzieje". O miłości trochę inaczej.

    Pozdrawiam,

    Marysia

    http://opowiescistypendialnepooja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Trzy ostatnie. Nie zobaczyć "Pamiętnika" to byłby wstyd :D

      Usuń
  13. Kilka filmów oglądałam, kilka wrzuciłam do ... oglądania ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Widziałam prawie wszystkie i jak dla mnie najlepszy! takie moje nr 1! to "Ona" cudo polecam każdemu.... uwielbiam filmy, które "coś mówią" filmy po których obejrzeniu mam mętlik w głowie.....i ten film wstrząsnął mną porządnie...

    OdpowiedzUsuń
  15. zapisałam sobie kilka pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam film Pamiętnik :) Pamiętam jak płakałam jak go oglądałam po raz pierwszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam , natknęłam się na ten blog przypadkiem i odkryłam wszystkie moje ulubione filmy w tym poście, każdy z nich specyficzny i delikatny,jeśli mogłabym to chciałabym napomknąć o jeszcze innych pięknych i specyficznych filmach które również mogłyby utkwić głęboko w pamięci...pierwszy to "Szare ogrody" z Drew Barrymore oraz "Delikatność" z Audrey Tautou oraz "Kochanice króla" z Natalie Portman i Scarlett Johansson, piękne , delikatne i naszpikowane emocjami i wrażliwością.
    pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  18. świetny film to "CHLOE" z Amandą Seyfried, goraco polecam, :) (...)dość klarowna historia, świetna gra aktorska, pewna doza napięcia sprawiają, że film jest przyjemny -można go obejrzeć i nie mieć później poczucia zmarnowanego czasu...

    OdpowiedzUsuń
  19. Takie filmy pozwalają nam się wczuć w czyjeś życie,

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że jesteś tutaj. Będzie mi miło, kiedy dorzucisz coś od siebie.
Każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny!